La Marea - KUKBUK

La Marea

La Marea powstawała w Sopocie w atmosferze gastronomicznej sensacji – to jedna z niewielu w Polsce i jedyna w Trójmieście restauracja specjalizująca się w ciągle nieodkrytej dla polskich podniebień kuchni peruwiańskiej.

La Marea

Bohaterów Monte Cassino 38
Sopot

apartamentowiec Trzy Gracje

przejdź do dużej mapy
la marea kukbuk

Po kucharzu Peruwiańczyku i współwłaścicielce, która w Peru spędziła pół życia, spodziewamy się serwowania autentycznych smaków i unikania kulinarnych skrótów. W dodatku czuwająca przy gościach gospodyni – pani Grażyna Choy – przekonuje, że kluczowe składniki pokonały do Polski długą drogę z Limy. Zachęceni entuzjastycznymi recenzjami i obietnicą gastronomicznych przygód wtykamy nos w krótką, choć pełną egzotycznie brzmiących nazw kartę.

 

Na dobry początek i przytłumienie pierwszego głodu podczas niełatwego (chciałoby się spróbować wszystkiego!) wyboru dań kelner stawia przed nami miseczkę z prażoną po peruwiańsku kukurydzą. Duże ziarna są prażone w specjalnej prasce, dzięki czemu nie otwierają się jak klasyczny popcorn, ale tak jak on są obficie posypane solą. Czekadełko zwane jest cancha serrana lub canchita i wciąga, zwłaszcza że hojną ręką dosypuje je obsługa, gdy tylko w miseczce pokazuje się dno. Z wielu przystawek, wśród których znajdziemy między innymi tradycyjną peruwiańską przekąskę – szaszłyk z wołowych serc, a także panierowane kalmary czy zapiekane lub świeże małże św. Jakuba – decydujemy się na parihuelę (22 zł), czyli zupę rybną z owocami morza. Zupa ma wyrazisty pikantno-kwaśny smak, który zawdzięcza limonkom i papryce ají panca. Jest dobrze wyważona, przyjemnie kwaskowata, pikantna, ale tak, że nie maltretuje kubków smakowych. W środku znajdziemy małże (obrane), krewetki, kalmary i zielony groszek. Niestety, zanim na nie trafimy, trzeba się trochę nałowić. Daleko parihueli w wydaniu La Marea do bogactwa francuskiej kuzynki bouillabaisse i choć jej smak jest naprawdę świetny, to południowoamerykańska gościnność zakłada chyba bardziej uważne wyławianie smakołyków z garnka.

 

Nie zrażamy się jednak, bo na stół już podano dania główne – zdecydowaliśmy się na dwa klasyki testowanej kuchni, czyli wołowinę lomo saltado (36 zł) oraz kurczaka w kremowym sosie ají de gallina (26 zł). Wołowina jest idealnie krucha, miękka i soczysta. Kawałki mięsa duszone w pomidorach i czerwonej cebuli, jako dodatek – frytki (w końcu Peru ziemniakami stoi), ryż i kreolski dressing z czerwoną cebulą. W ají de gallina wyraźnie czuć orzechy, a sos paprykowy jest bardzo kremowy. Danie również jest serwowane z ziemniakami i ryżem. Odrobinę brakuje mu wyrazistości.

 

Po kuchni południowoamerykańskiej spodziewaliśmy się więcej pikanterii – karta głosi, że potrawy są przygotowywane na bieżąco, więc kucharz przyrządzi je według odpowiadającego nam stopnia ostrości, nie zostaliśmy jednak zapytani o zdanie w tej kwestii, a obu drugim daniom można by spokojnie dodać pikanterii, która pogłębiłaby ich smak. Ají de gallina po chwili robi się dość monotonne.

 

Wystrój restauracji jest zdecydowanie bardziej sopocki niż peruwiański. Jest elegancko, ale dość zachowawczo – podobnie jak próbowanym przez nas daniom głównym, wnętrzu brakuje pazura. Nie znaczy to, że wyszliśmy rozczarowani – w karcie jest jeszcze wiele dań, których chętnie spróbujemy, a widać, że właścicielka dba o każdy szczegół i żywo reaguje na potrzeby gości. Na pewno chce się wracać.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: