Krowa i kurczak - KUKBUK

Krowa i kurczak

Krowa i Kurczak to miejsce z dużym potencjałem i wieloma niedociągnięciami, nad którymi z racji krótkiego, bo 3-tygodniowego stażu (w chwili powstawania tego tekstu), będzie jeszcze czas popracować.

Krowa i Kurczak

Al. Grunwaldzka 355
Gdańsk

przejdź do dużej mapy
krowa i kurczak kukbuk

Restauracja Krowa i Kurczak to, jak się okazało, miejsce enigmatyczne. Są bardzo małe szanse, że ktoś dotrze tu z ulicy, ponieważ lokal znajduje się w starej poprodukcyjnej hali w okolicy sklepów budowlanych i biurowców. W dodatku prowadzi do niego tylko jeden baner, umiejscowiony zaraz przed wejściem. Strona internetowa co prawda istnieje, ale jej administratorzy chyba nigdy nie słyszeli o pozycjonowaniu, a i obsługa lokalu zachowuje się z początku, jakby strzegła tajemnicy wielkiej wagi… Wiedzieliśmy o Krowie i Kurczaku tyle, że specjalizują się w grillowaniu oraz że myślą przewodnią lokalu jest „zrób to sam” – w restauracji miały znajdować się pierwsze w Trójmieście stanowiska „hot pot” i grille do samodzielnego przygotowania potraw. Spodziewaliśmy się miejsca w australijskim duchu i dopracowanych, pysznych marynat.

 

Karta dań nie zawiera informacji o sposobie przygotowania jedzenia, obsługa także nie poinformowała nas o tym, że możemy je sobie samodzielnie ugrillować. Po złożeniu zamówienia z krótkiej (i szczerze mówiąc bardzo brzydkiej) karty, najpierw na naszym stole pojawiły się podgrzewacze i kociołki z bulionem – warzywnym i wołowo-drobiowym (7 zł), do których dobiera się dodatki – noodle, glony, tofu (akurat zabrakło), płatki polędwicy wołowej i kurczaka (bez przypraw), grillowane warzywa, łososia etc. (1,5-3 zł za dodatek). Porcja jest naprawdę imponująca – jednym kociołkiem spokojnie można, w ramach przystawki, obdzielić trzy osoby. Wkładki do bulionów (poza grillowanymi warzywami) są surowe i chociaż domyśliliśmy się, co należy z nimi zrobić, to jednak milczenie kelnera wprawiło nas w lekką konsternację. Oba buliony smakowały delikatnie, a wrzucane do nich dodatki, z racji bardzo wysokiej temperatury, nie zdążyły przed ugotowaniem oddać smaku zupie. W efekcie, ani to niedzielny rosół, ani azjatycki bulion, do którego danie aspirowało. Przydałyby się może na stołach koszyki z sosem sojowym, rybnym, ostrygowym etc. Nasze zdziwienie było jeszcze większe, gdy przed nami pojawiły się w pełni przygotowane dania główne. Okazało się, że aby wziąć sprawy we własne ręce i stanąć przed grillem, należy zamówić któryś ze specjalnych zestawów grillowych, które w karcie wyszczególniono na samym końcu – za alkoholami, deserami i napojami. Jak na specjalność zakładu, trochę słaba promocja. Nosy zwieszają się nam na kwintę, bo z ekscytacji nici, a Krowa i Kurczak w takim wydaniu staje się kolejną zwykłą restauracją serwującą dania z grilla. W dodatku do czołówki w swej klasie ma spory kawałek. Próbujemy polędwiczek w sosie pomarańczowym z figami (28 zł), karkówki macerowanej w czosnku i ziołach (22 zł), udka z kurczaka w chili i czosnku (20 zł) oraz łososia grillowanego w liściu bananowca (35 zł, dodatki skrobiowe płatne osobno). Wszystkim daniom przydałaby się solidna porcja przypraw – nie czuć ani ziół, ani czosnku, ani chili, ani nawet grama soli. Jedynie polędwiczki są soczyste i wyraziste za sprawą karmelowego sosu. Zarówno mięso, jak i ryba są za to idealnie przygotowane, miękkie i kruche, a porcje całkiem solidne. To jednak trochę za mało, by wywołać ekscytację – tym bardziej jak na prawie 2 godziny czekania.

 

Dopiero na odchodne kelner łamie śluby milczenia i informuje nas o planach rozwoju Krowy i Kurczaka – będą kamienie lawowe i więcej stanowisk do grillowania. Mamy też nadzieje, że będzie więcej smaku, bo lokal ma potencjał, aby stać się miejscem na dłuższe posiedzenie ze znajomymi, kiedy za oknem deszcz, a do najbliższego grilla długie kilometry i miesiące.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: