Aneks kuchenny - KUKBUK

Aneks kuchenny

Mięsna oaza na nowodworskiej pustyni gastronomicznej.

Tekst, zdjęcia: Tomek Zielke

Aneks Kuchenny

Światowida 63
Warszawa

przejdź do dużej mapy
aneks kuchenny kukbuk

Mięsna oaza na nowodworskiej pustyni gastronomicznej.                                                                                   

Opuszczamy centrum Warszawy i przejeżdżamy przez rogatki Białołęki. Wydaje się, że ta przekroczona przez nas granica jest nie tylko terytorialna, lecz także jakościowa: dużo tu psów, matek z dziećmi, przedszkoli, kebabów, pizzerii oraz punktów małej gastronomii Grażyna czy Basia. Królują Biedronka i całodobowe monopole – krajobraz typowy dla małych miasteczek. Białołęka za nic zdaje się mieć mody stolicy, jej mieszkańcy swoje kulturalne i gastronomiczne potrzeby załatwiają w Śródmieściu. Tutaj przede wszystkim się śpi, a wieczorem wychodzi co najwyżej pobiegać. Lecz nawet na Białołękę, choć z dużym opóźnieniem, dotarł (nieco podgniły już) trend burgerowy: najpierw za pośrednictwem bezimiennej budki z kotletami w bułce i frytkami przy Lidlu na Myśliborskiej, teraz także całkiem ładnego i jasnego baru o nazwie Aneks Kuchenny w pobliżu pętli Nowodwory. Motywowani ciekawością i poczuciem obowiązku wspierania lokalnych inicjatyw gastronomicznych, wybraliśmy się tam na szybki obiad.

 

Nowoczesne, biało-brązowe wnętrze, kilka stolików z papierowymi obrusami, menu wypisane kredą na tablicy, parę doniczek z ziołami, długa lada, za którą stoją właściciel i młody kucharz, składają się na widzialną część Aneksu Kuchennego. Pierwsze wrażenie pozytywne, teraz pozostaje poczekać na namacalny efekt zderzenia bezcielesnej dynamiki zdolności kucharza z ciężką materią produktów. Zamawiamy burgera o wdzięcznej nazwie Classic (16 zł) i rabarbarowego Johna Lemona (7 zł); frytek niestety brak, ale można zamówić nachos z sosami (6 zł). W ofercie są jeszcze klasyczne wariacje, jak burger z bekonem, serem, grillowanym kurczakiem (ceny do 22 zł). Zostajemy poinformowani, że jedzenie jest raczej „slow” i trzeba będzie poczekać dziesięć minut. Slow food ostatnio niepokojąco zmienia znaczenie – do niedawna było terminem zarezerwowanym dla idei Carlo Petriniego polegającej na wspieraniu lokalnych i tradycyjnych producentów naturalnej żywności, dziś coraz częściej jest używany jako określenie powolnych ruchów kucharza.

 

Wreszcie pojawia się majestatyczna buła z sezamem, którą, z obawy, że nie zmieści nam się do ust (a ich maksymalne rozwarcie jest w naszym przypadku całkiem spore), każemy sobie przekroić na pół. Pierwszy kęs i od razu wiemy, że jest dobrze: puszysta bułka daje się zgnieść w taki sposób, że bez problemu można ją ugryźć, a kotlet jest miękki i soczysty. Wyciągamy kawałek, żeby spróbować bez dodatków – jest efektownie doprawiony bardzo grubo zmielonym pieprzem i delikatnie, niemal niewyczuwalnie, solą. Dodatek korniszonów i majonezu sprawia, że całość w żadnym wypadku nie jest mdła. Zjadamy wszystko szybko, dzielimy się opinią z szefem, żegnamy się i zadowoleni idziemy pisać ten tekst.

 

A frytek nie będzie. Nigdy.

 

Aneks kuchenny

ul. Swiatowida 63

Warszawa

aneks kuchenny kukbuk
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: