Wstały od stołu: Tydzień 52. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 52.

Sport trzeba podlewać, pytanie tylko czym. Co popijają Kukbuczyce?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

52

wstaly od stolu kukbuk

Woda czy napoje izotoniczne, odżywki białkowe czy uspokajające ziółka? Każda z ćwiczących Kukbuczyc ma swoją odpowiedź na pytanie, co pić podczas treningu. Wszystkie jednak omijają marketingowo ograną ofertę dla sportowców.

 

Agata Michalak: Mój trener biegania powtarza zawsze, że picie w trakcie w treningu deformuje postawę. Jak to? Ano tak to, że biegając z butelką lub bidonem w dłoni, nie pamiętamy już o harmonijnych ruchach ramion, które napędzają przecież najlepiej harmonijne ruchy nóg. Nie zmienia to faktu, że nie jestem w stanie biegać o suchym pysku. Dlatego obowiązkiem noszenia bidonu albo obarczam trenera, albo odstawiam go sobie dyskretnie pod płot. Może jest to związane z faktem, że pocę się też ponadprzeciętnie? A może zanadto wzięłam sobie do serca wyliczenia z aplikacji Endomondo, która podaje również ilość płynu do uzupełnienia po każdym biegu? Grunt, że nawodnienie organizmu leży mi na sercu, dlatego też zdarza mi się łączyć praktyczne z pożytecznym i raczyć się po wysiłku koktajlami z owoców, protein i chłodzącego nabiału. Często, po wyczerpującym treningu aerobowym, jest to zresztą jedyne, co jestem w stanie przełknąć.

 

Basia Starecka: „Pić trzeba umić”, jak mawiał Jan Nowicki w filmie „Sztos”. Ja się długo uczyłam. Na pierwszych treningach opijałam się wodą jak bąk, źle interpretując porady dietetyków, że dziennie trzeba wydudlić 2 litry wody z zamkniętymi oczami. Ponieważ zapominałam o tym w pracy, niedobory próbowałam nadrobić w trakcie treningu, kiedy wydawało mi się to całkiem naturalne. Niestety, szybko okazało się, że wodę, owszem, trzeba pić, ale podobnie jak wszystko inne w życiu, należy to robić regularnie, a nie zrywami. Inaczej szybko robi się niedobrze, a trening, zamiast sprawiać frajdę, staje się męczarnią. Popijam zatem łyczkami i bardzo sobie tę metodę chwalę. Co pić podczas treningu? Uważam, że najlepiej sprawdzi się woda niegazowana, po której się nie odbija ani nie ma ryzyka zakwaszenia organizmu, co mogłoby się zdarzyć w przypadku napojów kolorowych. W pracy zaś głównie siorbię ziółka – rumianek na trawienie, pokrzywę na oczyszczenie i czasami melisę na ukojenie redakcyjnych nerwów. Przyznaję się, miałam romans z odżywką białkową. Dawkowałam ją sobie z rana albo na dobry sen. Liczyłam, że pozwoli mi zaspokoić dzienną dawkę białka (120 gramów), którą trudno mi było przejeść. Udało mi się jednak tak ułożyć menu, by zjadać białko na śniadanie i pierwszy obiad, dzięki czemu mogłam odstawić serwatkę, która z założenia może nie jest niczym złym, ale picie jej nie należało do przyjemności, a tej szukam nie tylko w sporcie, lecz także w życiu. 

 

Kasia Stadejek: Od zawsze dużo piję i mam na ten temat pewną teorię: gdybym nie piła, to bym jadła, bo zwyczajnie nudzi mi się w buzi. Gdy przestałam być podlotkiem, okazało się, że nie mogę już jeść bez przerwy i w takich chwilach lepiej łyknąć wody, niż po raz setny przeszukać lodówkę i szafki. W sportowym szale zdarza mi się o piciu zapomnieć, bo potem wszystko bulgocze i przelewa się w żołądku, na bieganie nie biorę ze sobą butelki, bo niewygodnie, ale przyznaję – dobrze nawodniona, ćwiczę bardziej wydajnie. Tak czy inaczej, dużo piję po ćwiczeniach. Nigdy nie wlewam w siebie napojów izotonicznych czy innych podejrzanych płynów tego rodzaju, jedyne odstępstwo od czystej wody to kakao, które podobno zawiera idealną kombinację cukrów, tłuszczy i białek, czym wspomaga regenerację mięśni. Jeśli biegam w upale, do wody wrzucam plasterki ogórka, wyciskam sok z cytryny i dodaję odrobinę soli – takie domowe napoje izotoniczne dobrze nawadniają umęczony temperaturą organizm, ale kto jeszcze pamięta o lecie… Swoją drogą, im zimniej, tym ciężej wypić chłodne wodne minimum, a i sportowe życie jakby spokojniejsze. Po ćwiczeniach w sali baletowej chce mi się co najwyżej pić francuskie wino! 

© KUKBUK 2017