Wstały od stołu: Tydzień 51. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 51.

Kukbuczyce robią podsumowanie: co sport zmienił w ich życiu?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

51


Zdjęcie: unsplash


wstaly od stolu kukbuk

Agata Michalak: Jestem osobą zdyscyplinowaną i odpowiedzialną – mam to od dziecka. I gdy dziś o tym myślę, zastanawiam się, jak wielki wpływ na to mają charakterologiczne predyspozycje, a jaki – uprawiania sportów od dzieciństwa. Wszak to ono wyrabia w człowieku dyscyplinę i stałość w dążeniu do zamierzonych celów. Dziś trudno stwierdzić, co było pierwsze, jajko czy kura, istotne jest jednak to, że nabrawszy sportowego nawyku w dzieciństwie, łatwo do niego powrócić po latach. Nawet więc jeśli przez kilka szczególnie imprezowych lat w ogóle się nie ruszałam poza podrygiwaniem na imprezach, to potem bez trudu wróciłam do treningowego reżimu.

 

W moim sportowym życiu po trzydziestce zauważyłam na dobrą sprawę dwie nowości: że sport autentycznie, niemal mechanicznie, poprawia mi humor – i to nawet ten, który w trakcie wykonywania sprawia więcej trudności niż przyjemności, jak bieganie. A dwa – że fajnie jest należeć do sportowej bandy, do jakiejś grupy o tych samych treningowych celach (od czasów dziecięcych treningów gry w tenisa nie miałam żadnej tego typu ekipy). To piękne uczucie, gdy w toku ćwiczeń staję się coraz bardziej gibka i silna i powoli dołączam do tych „bardziej zaawansowanych” na fitnessie lub z najwolniejszej biegaczki w grupie przenoszę się w rejony średnie. Oczywiście nie tylko o rywalizację tu chodzi – może nawet bardziej o wspólne cele, połączenie entuzjazmem i poczucie, że moc wyzwalanej w grupie energii jest większa niż pojedynczych składających się na nią jednostek.

Basia Starecka: Łatwo przywiązać się do wyobrażenia o samym sobie, do tych paru zdań, które nas przed sobą określają. Przez dekady poznajemy swoje sympatie, skłonności i felery, a ta świadomość powoduje, że łatwiej i szybciej dokonujemy wyborów. Może się jednak zdarzyć, że odruchowo odrzucimy szansę na zmianę naszych przyzwyczajeń. Tak o mały włos byłoby z moją sportową przygodą. Kiedy dwa lata temu mój przyjaciel zachęcał mnie do treningów, z początku myślałam, że sport może być ciekawą odskocznią od codziennej rutyny, ale powątpiewałam, czy się w nim odnajdę. Przecież przez całe liceum i studia miałam zwolnienie z WF-u, a i potem wszystkie moje wątłe próby podjęcia jakiejkolwiek aktywności kończyły się na zakupieniu karnetu na zajęcia. Tymczasem treningi siłowe okazały się strzałem w dziesiątkę. To, co jeszcze pięć lat temu śmiertelnie by mnie nużyło, dziś jest katalizatorem endorfin. To może nawet nie kwestia dojrzewania, a zachodzącej w nas nieustannej zmiany, na którą trzeba się otworzyć. Przy okazji wyszło, że nie tylko kocham pakować, lecz także jestem zdeterminowana i zacięta jak początkująca siatkarka, o co się wcześniej zupełnie nie podejrzewałam. Ostatnio zaczęłam nawet mierzyć obwód swoich bicepsów, może zatem niebawem zmiany będą jeszcze bardziej namacalne!

 

Kasia Stadejek: Od kiedy sport na dobre zagościł w moim życiu, dowiedziałam się nie tylko tego, że można mieć zakwasy nawet w najmniejszych mięśniach, gdzieś tam pod żebrami, lecz także, że stać mnie na dużo więcej, niż mi się wydawało. Lubię to uczucie, kiedy zawezmę się na amen i obiecuję sobie, że przebiegnę ostatni kilometr najszybciej jak potrafię. Albo kiedy robię dziewięćdziesiąte spięcie brzucha i mimo że boli, to wykonuję jeszcze tyle, ile trzeba. Albo w ostatniej minucie deski (czy też plankingu), kiedy mam ochotę wrzeszczeć, ale daję radę. I w takie poranki, które witają mnie ciemnościami i mżawką, ale mimo to jadę na balet i już po pierwszych ruchach przy drążku nie żałuję ani minuty snu. Słowem, sport pokazał mi, że potrafię być zawzięta, co jest tym bardziej satysfakcjonujące, że w innych kwestiach mój zapał jest niezwykle słomiany.

 

Druga strona medalu również błyszczy. Próbowałam wielu dyscyplin i wiem na pewno, że niezbyt dobrze czuję się na zamaszystych treningach grupowych pokroju zumby czy typowego fitnessu. Są też przeszkody cielesne, które zaakceptowane, nie bolą tak bardzo, a przynajmniej nie w przenośni – chociażbym nie wiadomo jak się starała, nie dam rady na przykład usiąść z nogami wyciągniętymi na boki i pochylić się tak, żeby wyprostować ręce, wyciągnąć tułów wzdłuż podłogi i dotknąć jej czołem, ale za to inne stawy mam dosyć ruchome – do tyłu wygnę się pod kątem prostym. Staram się nie martwić własnymi ograniczeniami, tylko podsycać zapał. Dziś kolejny pilates, może tym razem odkryję zupełnie nowe ognisko zakwasów?

Zdjęcie: unsplash

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: