Wstały od stołu: Tydzień 50. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 50.

Koniec z jedzeniem lodów, czas odwiedzić siłownię. Tylko jak wrócić do formy po wakacjach?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

50

wstaly od stolu kukbuk

Agata Michalak: Mam wrażenie, że na jesieni do ćwiczeń namawiać nie trzeba. Coś musimy wszak zrobić z tym wolnym czasem, który zyskaliśmy, gdy spacery przestały być tak długie, posiadówy na łonie przyrody skróciły się do 5 minut na papieroska (jeśli dotyczy), a malownicze zachody słońca przesunęły się niebezpiecznie w pobliże pory obiadowej. Czas jest, inni wracają do szkoły lub na studia, zarażając energią zmian i dając poczucie nowego otwarcia. Pytanie tylko, jak to rozegramy. Ja rozważam powrót do jogi, bo kilka ostatnich spotkań z masażystami i fizjoterapeutami skłoniło mnie do przemyśleń, że z moim rozciągnięciem nie jest tak dobrze, jak mi się wydawało. Biegania nie zaprzestałam, więc tutaj motywacja jest trwała – a jeśli komuś jej brakuje, wystarczy przypomnieć, że pogoda znacznie bardziej sprzyja dłuższym dystansom teraz niż w sierpniu. Jedyna pokusa, z którą musi walczyć moje sportowe ja, to chęć, by spędzić październik w kinie. A wy?

Basia Starecka: Pod względem kulinarnym to były bardzo rozpasane wakacje. Do ostatniego wrześniowego weekendu działał Nocny Market, dokąd latem zaglądałam regularnie. Pamiętam, jak pierwszy raz zjadłam tam lody w gofrze od Melody i zapomniałam automatycznie o wszystkich swoich postanowieniach, których się dzielnie trzymałam od kwietnia tego roku. Dzięki regularnym ćwiczeniom i diecie udało mi się w cztery miesiące zgubić 4 kilogramy. Cieszyłam się tą krótką chwilą triumfu, bo po pierwszej porcji lodów poszło już z górki. Przez kolejne letnie miesiące żarłam jak Pac-Man, czyli wszystko, co znalazło się na mojej drodze. W Warszawie koźlinę na parze u mojej przyjaciółki Wietnamki, w Berlinie wieprzowe żeberka w koreańskim, piekielnie ostrym sosie, a w Londynie szpik wołowy z japońskim makaronem udon. Kiedy weszłam ostatnio na wagę, okazało się, że 4 kilogramy zrzucone na wiosnę wróciły jak bumerang. Postanowiłam wziąć się za siebie, co jest o tyle trudne, że jesienią to akurat bardzo chce mi się jeść. Pierwszy zimny powiew na grzbiecie kieruje mnie do najbliższego sklepu spożywczego po zakupy. Pakuję do koszyka zawsze to samo: kakao, ser, ziemniaki. Z takim wsparciem przeżyję każdą słotę, ale z pewnością nie dotrę na siłownię. Wybieram koc zamiast hantli. Co jednak zrobić z boczkami wyhodowanymi na wakacyjnej diecie? Może dużo jeść, ale jeszcze więcej pakować?

Kasia Stadejek: Najtrudniejszy był moment przejścia. Kiedy resztki lata ustępowały jesieni, po rowerowym powrocie do domu byłam w stanie tylko leżeć pod kołdrą i dwoma kocami oraz pić kakao. Czas mijał, a ja ciągle rozmyślałam, co tu zrobić ze swoją kondycją. Kaloryfery w moim mieszkaniu nadal nie grzeją, ale jakimś cudem przyzwyczaiłam się do chłodu i mam nowy plan. Po pierwsze, znalazłam studio, w którym mogę tańczyć balet, rozciągać się na pilatesie i może nawet spróbować jogi – wyginanie będzie się odbywało na KUKBUK-owej macie, którą można dostać w naszym sklepie internetowym. Ma niezwykle praktyczne etui, do którego, jak sądzę, wejdą ze dwie butelki wina (czy też ekologicznej wody z wnętrza młodego kokosa), gdyby komuś przyszło iść po ćwiczeniach na zakupy. Dziś pierwsze zajęcia, zdam relację!

Planem awaryjnym jest siłownia Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej „Grochów”, która mieści się równe 15 dużych susów od mojego domu – wiem, bo wczoraj w ulewnym deszczu byłam tam pobiegać. W pomalowanej farbą olejną piwnicy, na przedwojennym parkiecie stoją maszyny do ćwiczeń, nieco rozklekotana bieżnia i orbitrek. Chłopaki chodzą w klapkach, dziewczyny wchodzą za darmo i nikt nie ocenia niczyjego T-shirtu. Na ścianach przepiękne plakaty z czasopisma kulturystycznego „Jacek”. Jestem fanką i wróżę powrót do formy!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: