Wstały od stołu: Tydzień 45. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 45.

Zdrowe przekąski. Czy takie w ogóle istnieją? Sprawdźcie, co podjadają trenujące Kukbuczyce, kiedy dopadnie je głód.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

45


Zdjęcie: materiały promocyjne Legal Cakes


wstaly od stolu kukbuk

Roślinne batony, owoce, przekąski proteinowe i orzechy. Kasia, Basia i Agata mają swoje patenty na pusty brzuch – bez obciążania go kaloriami. Skorzystajcie z ich podpowiedzi na przekąski light.

Agata Michalak: Jestem koronnym dowodem na to, że mózg lubi chrupać. W zasadzie orzechy i pestki wystarczyłyby mi za wszystkie podgryzki, bo i kalorii w nich niemało, a smakują wyśmienicie. Raczej więc, kiedy ćwiczę, staram się jeść o określonych porach, by nie zamulać się trawieniem, niż wybieram konkretną dietę. I przestrzegam jednej złotej zasady: nie jeść orzechów po treningu, bo ponoć dodatkowo obciążają i tak zmęczoną wysiłkiem fizycznym wątrobę. Czy to znaczy, że moja wątroba ćwiczy razem ze mną? Oto i orzech logiczny do zgryzienia!

Na początku naszej sportowej mobilizacji po treningach zdarzyło mi się sięgać po koktajle z białkowymi wypełniaczami (zmielone orzechy, nasiona konopii, płatki), ale ponieważ rzadko mam w domu owoce, trudno mi znaleźć do szejków sensowny (i smaczny) wkład. Najczęściej więc posiłkuję się nabiałem, bo jako peskatarianka spożycie mięsa ograniczam do ryb, i to raczej jedzonych w restauracjach niż kupowanych do domu. Moja ulubiona potreningowa kompozycja to ryż z uprażonym sezamem, rukola lub inne świeże liście, jajko sadzone i solidna kropka pasty gochujang lub srirachy, która zapewnia pikantnego kopa. Teraz częściej zdarza mi się sięgać po marketowane jako produkty dla sportowców batony, np. Zmiany Zmiany ze świeżych składników (znowu te orzechy!) czy masło orzechowe bez dodatku cukru i soli marki Primavika. Staram się więc, by to moje śniadania były największym zastrzykiem energii, a kolacje potreningowe uzupełniały tylko poniesione wydatki energetyczne.

 

Basia Starecka: Lubię niespodzianki, ale nie lubię, kiedy zaskakuje mnie głód. Dlatego swoje posiłki planuję z wyprzedzeniem. W wieczór poprzedzający dzień treningu zamykam się w kuchni na pół godziny i przygotowuję trzy obiady na kolejny dzień. Trzy? No, tak wychodzi, bo pierwszy jem o dwunastej, drugi przed treningiem, o szesnastej, a trzeci po treningu, około dziewiętnastej. Wychodząc na cały dzień z domu, muszę wszystko sprytnie zaplanować i zabrać ze sobą trzy pudła do pracy. Z takim ekwipunkiem czuję się bezpiecznie, nagły głód mnie nie zaskoczy. Jeśli pudła czasami zabraknie, ratuję się: bananem, orzechami (włoskimi, laskowymi, brazylijskimi), daktylami, morelami, żurawiną i waflami ryżowymi.

 

Zdarzało mi się zjadać świetne batony proteinowe z krótkim terminem ważności od Legal Cakes. Wybór jest ciekawy, a wszystkie smaki są kuszące, chociaż ja chyba najbardziej gustuję w batonie Sneaky zrobionym z orzechów ziemnych, masła orzechowego domowej produkcji, otrąb orkiszowych, gorzkiej czekolady 90% oraz odżywki białkowej.

Taki baton ma 282 kalorii, 23 gramów białka, 17 gramów tłuszczy i tylko 12 gramów węglowodanów!

Batony można też zrobić własnoręcznie, i to w wersji czysto roślinnej, według przepisu niezrównanej Ewy Pe. Ewa uratowała mnie nimi kiedyś od śmierci głodowej – sprawdźcie koniecznie, takie przekąski light są pyszne!

 

PRZEPIS NA RAW BATONY >

 

Kasia Stadejek: Przekąski od zawsze były moją zmorą. Z definicji niewielkie, w praktyce zamieniały się w 60 deko truskawek, dwie garście migdałów czy kilka kanapek (a pajdy kroję słuszne). Zgubiło mnie to w okresie najbardziej intensywnych ćwiczeń, bo głód rósł wprost proporcjonalnie do wysiłku włożonego w sport, a waga stała w miejscu. Ostatnio ćwiczę mniej i jem mniej.

Po bieganiu piję zwykle koktajl owocowy, a zsiadłszy z roweru, przegryzam śliwkę czy brzoskwinię. Stawiam na zdrowe przekąski.

Z kolei głód w okolicach podwieczorku czy ten po wczesnej kolacji zapijam szklanką mleka. Nadal działa zasada „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Mianowicie: jeśli nie postawię przed sobą pudełka malin, a w szafce w pracy nie ukryję paczki migdałów, to po prostu tego nie zjem – i wbrew własnym przypuszczeniom o konieczności jedzenia pięciu posiłków dziennie będę żyć. Nie wierzę w tuczącą moc owoców, ale w moim przypadku każde podjadanie, nawet to zdrowe, jest wstępem do rozpusty przy kolejnych posiłkach – tak jakbym uzależniała się od żucia i chciała więcej i więcej. Wolę więc nie zaczynać!

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: