Wstały od stołu: Tydzień 40. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 40.

Za Kukbuczycami okrągła sumka sportowych tygodni. Rubinowe gody obchodzą w plenerze, gdzie również wytrwale ćwiczą.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

40

wstaly od stolu kukbuk

Bywa lepko i parno, ale za to świergoczą ptaki i rozchodzi się upojny zapach kwitnących drzew. Jakie są zalety ćwiczenia w plenerze? Kukbuczyce testują krajobraz po miesiącach spędzonych w zamkniętych pomieszczeniach siłowni.

 

Agata Michalak: Wyjście w plener w moim przypadku wydarzyło się naturalnie, bo oto wystartowała trzecia edycja programu przygotowującego dziennikarzy do Półmaratonu Praskiego BMW. Postanowiłam znów wziąć w nim udział i pierwszy raz od dłuższego czasu wybiegłam w miasto. Nie powiem, było duszno i momentami łapała kolka, ale i tak czułam się bez porównania lepiej przygotowana (moja średnia aktywności sportowej z ostatnich sześciu tygodni wyniosła 3,33 godziny w tygodniu) niż kiedykolwiek wcześniej.

 

Tradycyjnie już podczas wizyty we Wrocławiu zaliczyłam biegi po tamtejszych nabrzeżach, a w Warszawie obiegłam w zamyśleniu park Arkadia u stóp Królikarni, ciągnąc za sobą zziajanego psa. Uznałam za potwierdzenie sensowności mojej ścieżki to, że akurat na 40 minut mojej wrocławskiej przebieżki spomiędzy chmur wyszło słońce. Podoba mi się także, że zakontraktowany przez BMW trener Jacek Wichowski dla każdego wybrał precyzyjne tempo ćwiczeń w zależności od ich rodzaju i umiejętności biegacza. Jacek powtarza też trzy zasady, sprawiając, że od razu czuję do niego sympatię: że lepiej być niedotrenowanym niż przetrenowanym, że na początku przede wszystkim trzeba się powstrzymywać, by za bardzo nie przyspieszać (fakt, nie jest to takie proste!), a także że równie ważne jak trening jest odpoczywanie. Alleluja!

 

Jak wstać od stołu? Od czego zacząć, jak zaplanować sobie trening, jak wyznaczyć cele?

 

Basia Starecka: Po miesiącach oglądania spoconych pach i owłosionych sutków w sali dla dorosłych, wielgaśnych koksów miałam przemożną ochotę na zmianę tła moich ćwiczeń. Nie musiałam długo namawiać trenera, byśmy wyszli z siłowni do… parku. Idealny okazał się ten tuż obok naszej redakcji, malowniczo położony u stóp Królikarni park Arkadia. Zgodnie z nazwą było niemal idyllicznie, choć moje łydki, spocone od robienia „deski”, stały się celem ataku komarów, które cięły je z lubością. Otuchy dodawała mi ćwicząca obok mnie pani. Zapamiętale kopała swojego trenera, co wyglądało na początki jakiejś skomplikowanej sztuki walki. Mnie nie mniej agresywnie traktował mój trener: położywszy się na plecach, trzymałam go za kostki nóg, Grzesiek zaś z całą siłą uderzał w moje stopy. Zadanie polegało na tym, by stopy nie wylądowały na ziemi. Dodatkową trudnością było to, że te uderzenia były wymierzone w różnych kierunkach. Następnego dnia czułam się tak, jakby mnie ktoś po żebrach okładał kijem bejsbolowym. Oczywiście, że się tym uczuciem masochistycznie delektowałam.

 

Jak się ruszać, czyli którą dyscyplinę sportu wybrać?

 

Kasia Stadejek: Wiosną i latem nijak nie jestem w stanie zmusić się do ćwiczeń w zapoconej sali. Wyjątkiem jest balet, który niestety już się kończy, oraz basen, na który lubię jeździć wieczorem, w gęstniejącym zmroku. Każdą wolną chwilę staram się spędzać na powietrzu, a w weekendy funduję sobie przechadzki czasem i dwa razy dziennie, ale nie łudzę się, że spacery i jazda na rowerze to prawdziwy sport. Ciągle próbuję zmusić się do biegania, ale nie jest łatwo – straszą mnie codzienne ulewy i poczucie absolutnie zerowej kondycji. Nie wiem, co jeszcze można przyjemnie ćwiczyć na świeżym powietrzu. Drogie „Bravo”, co robić, żeby nie zamienić się w galaretę?

EDIT: Udało się, wybiegłam z domu! Po dziewięciu kilometrach moje stopy spływały krwią, więc pora na nowe buty. Specjalnych zakwasów nie odnotowano, za to satysfakcję i owszem.

wstaly od stolu kukbuk
wstaly od stolu kukbuk

Dowody zbrodni. Dziewczyny jak botwiny!

 

Diana Kosiorek: Jakoś tak wyszło, że rajcują mnie sporty uprawiane pod dachem, a raczej takie, które można by uprawiać gdziekolwiek, ale pod dachem jest po prostu wygodniej i ciekawiej. Moja zajawka na TRX trwa nieustannie, choć co prawda, jak podaje producent, jest to sprzęt, który można zawiesić w dowolnym miejscu, na drążku, na drzewie czy framudze drzwi, to jadnak zajęcia w grupie w sali z hakami do zawieszenia taśm wydają się być łatwiejszym wyborem. To samo z kick-boxingiem, do którego wystarczy w wersji niesparingowej kawałek przestrzeni, to jednak interakcja z przeciwnikiem, czy choćby worek, sprawiają, że trening jest zdecydowanie ciekawszy.

 

Coraz bardziej za to ciągnie mnie w góry i marzy mi się jakiś fajny niezatłoczony szlak, przestrzeń i zieleń. Macie jakieś sprawdzone miejscówki? Niekoniecznie w Polce, może u któregoś z naszych sąsiadów? Polećcie dobre miejsce!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: