Wstały od stołu: Tydzień 4. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 4.

Ćwicz, ale oddychaj. Ta prosta zasada sprawia nam jednak trudność!

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

4

wstaly od stolu 4 kukbuk

Za nami miesiąc regularnych treningów! Tymczasem grono ćwiczących Kukbuczyc się powiększa! Do naszej „pakerskiej” załogi dołączyła Diana Kosiorek, szefowa studia graficznego KUKBUK-a. Jej pierwszą relację ze sportowych poczynań znajdziecie poniżej. Wiemy, że niektórzy z was, po części za naszą sprawą, wstali od stołu i zaczęli ćwiczyć. Super, w kupie siła!

Agata Michalak: Ruszyły treningi pełną parą – od teraz za sprawą przygotowań do Półmaratonu Praskiego pod auspicjami BMW mamy teoretycznie trenować cztery (!) razy w tygodniu. Na początku wydało mi się to dość zabawne, ale po namyśle doszłam do wniosku, że głupio byłoby nie skorzystać z know-how i katorżniczej metodyczności profesjonalnych trenerów, zwłaszcza jeśli jest się do udziału zaproszonym. Perspektywa przebiegnięcia półmaratonu nie jest mi tak straszna jak wizja maratońska, ale samopoczucie w tym temacie poprawił mi kolega dziennikarz z naszej grupy biegowej, gdy zdradził, że przebiegł zeszłoroczny maraton berliński. Zapytałam, po ilu latach biegania zdecydował się podjąć to wyzwanie. Odparł, że po dwudziestu! Zobaczymy, co nam z tego wyjdzie, grunt, że pierwszy trening za nami i nawet udało się nie wyzionąć całkiem ducha. Trwa tylko wewnętrzna walka z kolką, ale, jak usłyszałam, jest ona spowodowana złym sposobem oddychania, więc i z nią się powalczy. Zapewne do poprawy kondycji nie przyczynił się też zabawowy wieczór w towarzystwie dawno niewidzianych zagranicznych przyjaciół! Odtąd więc sobotnie poranki będą nam upływały pod znakiem skipów, interwałów i ćwiczenia tempa, środowe zaś – treningu siłowego wzmacniającego mięśnie, głównie poprzez wpychanie nas pod górkę w parku Żeromskiego. Przejście z dwóch do czterech treningów może być bolesne, będę więc zdawać relację z postępów. Jeśli potem moja sylwetka, szczególnie w dolnych partiach, choć trochę upodobni się do sylwetek naszych uroczych trenerów, będę wiedziała, że było warto!

Basia Starecka: Wkręciłam się, chyba zostanę sportowcem. W tym tygodniu zrobiłam dwa treningi siłowe i dwa biegowe! Przy tych pierwszych odkryłam, jak ważne jest oddychanie w trakcie ćwiczeń. Do tej pory skupiałam się nad nimi tak bardzo, że zupełnie o dostępie do tlenu zapominałam, co skutkowało migrenami. Tym razem postanowiłam połączyć wdechy i wydechy z podnoszeniem trzydziestokilogramowej sztangi. Taka forma martwego ciągu miała coś z gry na perkusji – trudność w synchronizacji ruchów!

wstaly od stolu 4 kukbuk
wstaly od stolu 4 kukbuk
wstaly od stolu 4 kukbuk

Ten sam problem spotkał mnie przy ergometrze, na którym w paru seriach zrobiłam dystans dwustu metrów w czasie pięćdziesięciu dwóch sekund, oraz na TRX-ie, na którym wzmacniałam plecy. Mocny wydech to też sekret przy bieganiu – rozmyślałam nad nim, pokonując dystans siedmiu kilometrów na bieżni. À propos, pierwszy raz byłam na siłowni po dwudziestej drugiej i czułam się, jakbym się włamała do szkoły po lekcjach. Atmosfera o tej porze jest mało mobilizująca, para ćwicząca na crosstrainerze obok mnie umawiała się na lody po treningu… O pierwszych przygotowaniach do półmaratonu pisała już Agata, ja tylko dodam, że nasi trenerzy mają rzeczywiście imponująco agresywne, małe i zadziorne pupy.

Kasia Stadejek: W tym tygodniu mój entuzjazm nieco opadł. Wietrzna pogoda sprawiła, że każda rowerowa trasa stawała się dwa razy bardziej męcząca i ani razu nie udało mi się zmusić do biegania na powietrzu. Nawet kilkunastominutowa rozgrzewka na bieżni wywoływała zawstydzającą zadyszkę, więc postawiłam na ergometr wioślarski, który oprócz porządnego wycisku dla mięśni całego ciała umożliwia zamaszysty upust wszelkich złych emocji. Poszalałam też na stepperze, a gdy zdjęłam z pulpitu gazetę, z którą dreptałam, moim oczom ukazał się poniższy obraz.

wstaly od stolu 4 kukbuk

Liczba spalonych kalorii wprawiła mnie w zdumienie, ale nie jestem pewna, czy ufać tej bezdusznej maszynie. Mój ulubiony pilates również zawiódł – zajęcia, prowadzone tym razem przez inną niż zwykle instruktorkę, dostarczyły jedynie frustracji. Gdy cała sala kobiet bez trzymanki balansowała na piłce (jakim cudem?!), ja z niej spadałam raz po raz z wielkim hukiem. Na szczęście trening na siłowni dostarczył tyle samo radości, co zawsze. Nie przypuszczałam, że nadejdzie taki moment, że huk ciężarów i sztang, zapaszek wysiłku i rytmiczna muzyka z radia będą tworzyć atmosferę wprawiającą mnie w radosne drżenie!

Diana Kosiorek: Dwa tygodnie poprzedzające wysyłkę KUKBUK-a do druku to zawsze wiele godzin spędzonych przed monitorem. Ciężko wtedy dotrzeć na trening, trudno w ogóle zaplanować jakąkolwiek aktywność. Gdy magazyn wreszcie się drukuje, przychodzą trudne dni powrotu na siłownię i powrotu do formy. Taki właśnie był mój miniony tydzień. Zaliczyłam trzy mordercze (w moim odczuciu) treningi i utwierdziłam się w przekonaniu, że… nie przebiegnę maratonu. Ba! Pewnie nigdy nie przebiegnę nawet trzech kilometrów. To nie moja bajka. Już w szkole stoper na szyi nauczyciela wywoływał we mnie strach przed wypluciem płuc prosto na boisko. Siatkówka, koszykówka, dwa ognie, pływanie – bardzo proszę, przebieranie nogami – nie-ma-mo-wy. Mój organizm odmawia ćwiczeń cardio. Nie żebym nie chciała z tym walczyć, ale interwał: jednominutowy trucht na pięciominutowy marsz dla wyrównania oddechu to po prostu śmiech na sali i nie zamierzam tego praktykować w klubie (ani nigdzie indziej). Zamiast tego maszeruję dzielnie, w równym tempie i z równym oddechem, pod górę, a dwunastoprocentowe nachylenie bieżni nie jest mi straszne!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: