Wstały od stołu: Tydzień 39. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 39.

Czy zakwasy to nagroda za trening, czy może Kukbuczyce to po prostu masochistki?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

39


Zdjęcia: instagram


Minął rok, odkąd postanowiłyśmy wstać od stołu i zacząć trenować. Nasze ciała przyzwyczaiły się już do wysiłku, dlatego też zakwasy przydarzają nam się coraz rzadziej. Mamy jednak bliższy związek z naszym organizmem, dlatego odczuwamy nawet najmniejszą zmianę. A jeszcze bardziej jej brak.  

Agata Michalak: Na tym poziomie sportowej wkrętki, który osiągnęłam, zakwasy to rzadkie i cenne dobro. Świadczą bowiem o przełamaniu jakiejś ćwiczeniowej rutyny i dokopaniu się do jakichś nieeksploatowanych na co dzień partii mięśni. To szczęście spotkało mnie ostatnio, kiedy po miesiącach ćwiczeń aerobowych, para-baletowych i tanecznych poszłam pobiegać. Nagle okazało się, że pracują też przy tym jakieś partie po wewnętrznej stronie ud oraz mięśnie pleców! Jako że właśnie przerzucam się z powrotem z fitnessu na bieganie (Oh Lala zamyka się na wakacje, a BMW znów zaprasza dziennikarzy do wspólnych przygotowań do półmaratonu), wkrótce będę donosić więcej o tym, co jeszcze mi się zaktywizowało. Trzymajcie kciuki! 

Basia Starecka: Dawno ich nie było. Przyznam – tęskniłam. Szczególnie za tym spięciem o poranku, które uniemożliwiało mi wstanie z łóżka; co najwyżej mogłam ześlizgnąć się z niego tyłem i na czworakach. Kiedy na parę dobrych tygodni wszystko wróciło do normy, zaniepokoiłam się na myśl, że moje ciało przestało reagować na trening, a wręcz przestało ćwiczyć! Wtedy pojawił się nowy trener, który z każdym treningiem zwiększał mi obciążenia. Na sztandze przybyło parę nowych kilogramów, które szybko odczułam znajomym płomieniem w mięśniach. Przywitałam zakwasy z radością, co trener przyjął z całkowitym zrozumieniem, komentując: „Delektuj się nimi”. Tak też czynię.

 

Kasia Stadejek: Ostatnio zakwasy przytrafiają mi się tylko przy okazji noszenia butów na obcasie, nad czym ubolewam, bo ból w mięśniach jest dla mnie oznaką porządnej orki. Balet i pilates więcej rozciągają, niż trenują, rower nie robi już na moim ciele żadnego wrażenia, basenów musiałabym przepłynąć 30, i to kraulem, bo tylko takim stylem potrafię. Nie chcę tu się chwalić swoją sprawnością, ja po prostu rzadko wybieram aktywności, które mogą zmordować całe ciało. Receptą na wielowarstwowe i kilkudniowe zakwasy jest u mnie bieganie, do którego wciąż nie mogę się zmobilizować. W dodatku studio Oh Lala zamyka podwoje na wakacje. Jednym słowem – słabizna. Powrót na siłownię przy takiej pogodzie wydaje mi się nieludzki, podobnie jak pocenie się na piłkach, trampolinach czy stepperach. Odrobinę znudzona walką z własnym ciałem, czekam na nowy sportowy zryw.

© KUKBUK 2017