Wstały od stołu: Tydzień 38. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 38.

Łydki, łydki, łydki! Dla Kukbuczyc, podobnie jak dla Gombrowicza, są obiektem fascynacji łatwo poddającym się ćwiczeniom.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

38

wstaly od stolu 38 kukbuk

Młodziakówna, jedna z bohaterek „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza, jest wysportowana i zgrabna, interesują się nią chłopcy. Symbolem jej witalności i powodzenia jest łydka. Zgrabna i napięta. Nasze łydki też są w niezłej formie, mało tego, również interesuje się nimi paru chłopców! Kukbuczyce zdradzają, w jaki sposób je trenują.

 

Agata Michalak: Pamiętacie, jak w dzieciństwie, gdy tylko robiło się ciepło, cały dzień grało się w gumę na podwórku? Do dziś mnie fascynuje, że „gumowa” anatomia zakładała istnienie części ciała, które przy innych grach zespołowych nie istniały, np. „łydy”. O ile dobrze pamiętam, te mieściły się wcale nie na wysokości łydek, lecz ud, ale chyba dzieciom jakoś bardziej pasowała ta zgrubiała nazwa. Przypomniała mi się teraz, kiedy myślę o swoich łydkach w kontekście ćwiczeń. Zawsze bowiem uważałam, że im potrzeba ich najmniej, bo ze swej natury pozostają raczej mocno zbudowane. Może to zasługa tenisa i pływania w dzieciństwie? Dlatego też może w tych partiach odnotowałam chyba najmniej zmian – zarówno pożądanych, jak i niechcianych. Dlaczego nie mogłabym mieć naturalnie mocnego uda zamiast takiej łydy? Nie wiadomo. Decyzje dystrybutora cielesnych właściwości pozostają nieprzeniknione.

Basia Starecka: Muszę pamiętać, by łydki nie tylko napinać, lecz także od czasu do czasu rozciągać. Chociaż zdecydowanie wolę to pierwsze – widać wtedy wyraźnie wypracowany bieganiem, jazdą na rowerze i pakowaniem mięsień, jak mówi Kasia, większy od samej kości piszczelowej. Szczególnie ładnie prezentuje się na wysokim obcasie. Nie zawsze jednak łydki sprawiały mi tyle radości. Na podwórku miałam ksywę Szkieletor, bo przez lata dzieciństwa i dojrzewania byłam długa, wiotka i bardzo chuda. Takież były i moje łydki, dlatego chodziłam głównie w spodniach. Po latach odkryłam ich szczupły walor i zaczęłam odsłaniać długą nogę coraz krótszą spódnicą. Od tamtego czasu moje łydki przybrały odrobinę na masie – głównie mięśniowej – bo od roku je regularnie ćwiczę. A to martwy ciąg, a to przysiady, a to wykroki z ciężarami, nie ma to tamto, pracują regularnie. Ostatnio nawet selektywnie, bo Grzesiek, mój trener i eksdżudoka, pokazał mi ćwiczenie przeznaczone tylko dla nich. Jeśli dorzucimy do tego wszystkiego bieganie (to kiedyś) i rower (dzisiaj), to okazuje się, że moje łydki są napięte iście po Gombrowiczowsku.

 

Kasia Stadejek: Przez długie lata łydki były moim największym kompleksem. Mocno umięśnione, nie zmniejszały się nawet po znacznym spadku wagi. Ba! Wtedy było jeszcze gorzej, bo uda szczuplały, a znienawidzone łydy stawały się bardziej nieproporcjonalne w stosunku do reszty ciała. Kiedy już pogodziłam się z tym, czego we własnym ciele z pewnością nie zmienię, zaczęłam zauważać ich plusy. Mocne nogi pozwalają bez większego wysiłku przejść całe kilometry, pedałować na rowerze i wspinać się po górach. Rzadko kiedy udaje mi się je zmęczyć, zakwasów też nie pamiętam – od biegania prędzej łapią mnie w pośladkach albo między łopatkami. Z lubością patrzę na mięśnie rysujące się, gdy staję na palcach w trakcie zajęć z fitbaletu, i już tak nie zazdroszczę smukłym patyczakom. Na pewno też mają jakieś kompleksy!

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: