Wstały od stołu: Tydzień 36. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 36.

Kukbuczyce na naturalnych dopalaczach – motywacji wiosną im nie brakuje, podobnie jak endorfiny wydzielającej się w trakcie ćwiczeń.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

36

wstaly od stolu kukbuk

Łatwiej jest się zmobilizować niż na przednówku. Wcinamy szparagi, biegamy, jeździmy na rowerze i testujemy nowe ćwiczenia. Dołączcie do nas!

 

Agata Michalak: Od kiedy wstałyśmy od stołu, nie zdarzyła mi się jeszcze trzytygodniowa przerwa w sportowej aktywności. W maju wymusiły ją na mnie okoliczności, martwiłam się więc, czy powrót nie będzie zbyt bolesny. Na wszelki wypadek poszłam od razu na podwójne zajęcia: z fit baletu i tańca na szpilkach. I znów na własnej skórze odkryłam ozdrowieńczą moc aktywności fizycznej, która pozwala zmęczonemu troskami umysłowi odpocząć, a zestresowanemu ciału rozładować nagromadzone napięcie. Nawet zastępstwo na balecie mnie ucieszyło, bo wraz z nim pojawiły się nowe ćwiczenia i znana już sekwencja ruchów została (szczęśliwie) zaburzona. Pamiętajcie o tym w momentach słabości – serotonina, która wytwarza się w mózgu za sprawą ruchu, jest bardzo miłym naturalnym dopalaczem!

 

Basia Starecka: Poza jazdą na rowerze do i z pracy właściwie nie korzystam w aktywny sposób z pleneru. Niemniej zachodzące w nim zmiany napędzają mnie do działania. Być może większa energia niż zazwyczaj to efekt nie tylko wiosny, lecz także zmiany diety. Od 40 dni nie jem czerwonego mięsa, glutenu ani nabiału i wstaję rano tak, jakbym miała zacząć dzień od grania na perkusji – doładowana! Pędzę więc na siłkę z dużą motywacją, zwłaszcza że mój nowy trener, były zawodowy dżudoka, ma niezwykły dar dostrzegania drzemiącego we mnie potencjału. Nasze treningi różnią się od poprzednich między innymi tym, że wydłużam serie, a co za tym idzie, uczę się przekraczać granicę płonącego ogniem bólu. Pomysł jest taki, by zwiększyć moją wytrzymałość i kondycję oraz stopniowo zmienić konsystencję ciała z galarety w stal. Zamierzam zaprezentować zmiany, które już zaszły, niebawem we wspomnianym wcześniej plenerze. I to nie byle jakim, bo najbliższy tydzień spędzę w gorącym Neapolu!

 

Kasia Stadejek: Pogoda jak zwykle determinuje moje sportowe wybory. Gdy tylko przygrzało słońce, znów zaczęłam jeździć do pracy rowerem, pierwszy raz od lutego udało mi się też pobiegać. Dziewięć kilometrów upłynęło w nudzie i żmudzie, ale trasa biegła przez oszałamiający zielenią park Skaryszewski, pełną kwitnących bzów Saską Kępę i równie wonne ogródki działkowe, więc niczego nie żałuję. Nawet zakwasów, z których moje zszokowane aerobowym wysiłkiem ciało wykaraskało się dopiero po czterech dniach. Ostatnie zajęcia z baletu, o których wspomina Agata, mnie bardziej sfrustrowały, niż zrelaksowały, niezbyt dobrze znoszę zmiany trenerów i sposobu prowadzenia zajęć. Mój obecny karnet obejmuje aż 12 wejść, więc w ciągu najbliższych tygodni sprawdzę, na co jeszcze warto wpaść do Oh Lali. Słońce, trwaj – w weekend zamierzam przepłynąć jezioro kajakiem i wpław.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: