Wstały od stołu: Tydzień 35. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 35.

Która pierwsza zrobi 150 godzin treningu? Kukbuczyce idą łeb w łeb!

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

35

Pamiętacie jeszcze falę noworocznych postanowień, która porwała co poniektóre Kukbuczyce? Basia i Diana stanęły do rywalizacji, niedługo potem dołączyła do nich Agata. Godziny spędzone na treningu zliczają w każdy poniedziałek, a tabela wskazuje na razie jedno – wyrównane szanse! Przeczytajcie, jak minął im ostatni, sportowy tydzień.

 

Basia Starecka: Tabela tabelą, zakład zakładem, ale co innego zaprzątało ostatnio moją głowę. Zmieniłam trenera i w związku z tym miałam krótką przerwę w ćwiczeniach. Jak się okazuje, bez fachowego wsparcia trudno mi się zmobilizować do czegoś więcej poza jazdą na rowerze i rozciąganiem się na jodze. Czuję się prawie tak, jakbym rzuciła chłopaka i wdała się w nowy flirt. Nie żeby łączyły mnie z trenerami damsko-męskie relacje, ale czasami wspólne wyciskanie potów łączy bardziej niż niejeden romans. Zacieśniasz więzy i przywiązujesz się do człowieka, który w ostatniej chwili łapie sztangę lecącą ci na klatę, przejmuje ciężar, kiedy tobie wirują gwiazdy przed oczami, wreszcie poprawia w nieskończoność pozycję przy pompkach, podczas gdy twoja pupa z uporem wędruje w górę, psując cały efekt. Dlatego ten miniony rok, podczas którego przybyły mi 2 kilogramy mięśni, wspominam z sympatią, patrząc jednocześnie w przyszłość, która rysuje się ambitnie. Otóż mój nowy trener, były zawodowy dżudoka, spytał mnie ostatnio, czy mój cel jest rekreacyjny, czy może zawodowy. Tym samym dał mi do zrozumienia, że mam szansę zostać zawodowym koksem. Brzmi kusząco!

 

Kasia Stadejek: Maj zupełnie mnie rozleniwił, głównie ze względu na małe wojaże. Na siłowni i balecie nie byłam ani razu, prowadziłam jednak w miarę aktywne życie normalnego człowieka (któremu wiosna nieco zawróciła w głowie), a więc: rowerowa wycieczka po łąkach i kniejach, przechadzki z zaprzyjaźnionym psem, spacery miejskie i leśne – raz wzięłam w ręce gruby patyk, z którym marsz przyprawił mnie o zaskakujące zakwasy między łopatkami. Było też pół nocy tańców na weselu znajomych i wielokrotne bieganie na czwarte piętro starej i wysokiej kamienicy, z zakupami albo bardzo ciężką walizką. Zwykłe życie! Dziś wracam na balet, a odkąd zagościło lato, po mieście zasuwam rowerem, nareszcie z gołymi nogami – opalone wyglądają szczuplej!

 

Diana Kosiorek: Mamy maj i w zasadzie zbliżamy się do połowy naszego zakładu. (Dla przypomnienia: założyłyśmy się z Basią, która pierwsza wytrenuje 150 godzin). Nasze osiągnięcia cotygodniowo doliczamy do tabelki, która wisi na ścianie (patrz foto). Co zabawne, po kilkunastu tygodniach jesteśmy w stanie wyczytać z tego zestawienia, kiedy zamykałyśmy magazyn, kiedy miałyśmy urlop, kiedy dopadł nas leń, a kiedy byłyśmy wyjątkowo zmotywowane. Bardzo ciekawa jest taka autoanaliza.


Jak sami widzicie, jestem trochę w tyle, ale gonię Basię ile sił i wciąż mam szansę. Szansę, której nie widziałam w lutym, kiedy to redaktorka Starecka natłukła 40 godzin w tydzień (sic!), szusując po stokach.


 

Poza tabelką mam jeszcze inne narzędzia do autoanalizy. Nie rozstaję się z moją fit opaską (love Garmin!), która nie dość, że pokazuje godzinę i przebyte kroki, to jeszcze zlicza pokonane piętra i minuty treningu na podstawie pomiaru tętna, oblicza spalone kalorie i do tego przyznaje odznaki za zrealizowane cele. Dziwnie się robi, kiedy w telefonie widzę, ile razy wstawałam w nocy, ale na te dane staram się nie zwracać specjalnej uwagi. Najbardziej motywujące są spalone kalorie. Co pewnie potwierdzi Kasia, która kiedyś w pakerzycowej rozmowie przyznała, że nie przepada za orbitrekiem, bo „kalorie tak wolno na nim lecą”.

© KUKBUK 2017