Wstały od stołu: Tydzień 32. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 32.

Jeszcze zima na dobre nie minęła, a przezorne Kukbuczyce już myślą o sezonie na bikini.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

32


Fot. Sebastian Wasiński


wstaly od stolu 32 kukbuk

Agata Michalak: Moja forma zaraz zaliczy wielki sprawdzian, bo oto pierwszy raz od 12 lat (!) wybieram się na narty! Nie będzie też wymówek, że pogoda nie dopisała, bo walka z żywiołem odbędzie się na lodowcu. Doniosę za tydzień, jakie były efekty, a tymczasem refleksja z mijającego tygodnia: na zajęciach sportowo-grupowych fajnym okazjonalnym urozmaiceniem jest zastępstwo prowadzącego. Świadczy o tym zarówno praktyka własna, jak i podsłuchane

w szatniach Oh Lali zwierzenia dziewczyn, które tańczą pole dance: nowa osoba może dać nowe spojrzenie na ruch czy ćwiczenie, które dotąd sprawiało nam trudności. Mnie pomogło zastępstwo z Rafałem podczas Oh Flow, kiedy to kilka prostych podpowiedzi uświadomiło mi, że niektóre kroki i ruchy rąk tylko wyglądają na skomplikowane. Do grupy dołączyłam po kilku miesiącach od jej powstania, pewne rzeczy ćwiczono więc jeszcze przed moim akcesem. A tak, nie znając dokładnie poziomu obecnych, Rafał przypomniał i pokazał w zwolnionym tempie kilka klasycznych ruchów w stylu ragga. I zakwasy po tym spotkaniu miałam jak mało kiedy!

 

Basia Starecka: Jesteśmy na ostatniej prostej. Śnieg jeszcze czasami zacina w oczy, ale w powietrzu czuć już pękające od słodkości wiosennych soków pierwsze pąki. Dzięki temu łatwiej i lżej się wstaje, na przykład na piątkowe poranne treningi, od których dzieli mnie dystans wymagający pokonania całego miasta. Czynności, które mam wykonać wtedy o poranku, planuję poprzedniego wieczora, szykuję sobie nawet śniadanie, żeby zaoszczędzić parę minut snu. Ostatnio jest to serek z nasionami chia i owocami. Niechybnie idzie wiosna, bo jeszcze parę tygodni temu taki zestaw wpędziłby mnie w dreszcze i apatię. Tymczasem teraz zjadam to z apetytem i lecę przez park, wsłuchując się w rozświergotane z rana ptaszki. Do treningu siłowego, który kończę czasami niezwykłymi figurami (patrz zdjęcie) służącymi rozciąganiu, dorzucam ostatnio miejscami wyglądającą podobnie jogę kundalini. Mniej w niej co prawda ćwiczeń siłowych, więcej pracy z oddechem i przekierowaniem energii od podstawy w górę ciała, ale uczucie odprężenia i zrelaksowania po ćwiczeniach podobne. Wydaje mi się, że to połączenie – jogi i treningu siłowego – działa dobrze zarówno na budowę mięśni, jak i elastyczność ciała. Może powinnam zacząć robić sobie po zajęciach zdjęcia? Mnóstwo ich w sieci. Panie prężą muskuły, a potem wrzucają spektakularne kolaże „przed i po”, na których widać wyraźną metamorfozę ze słonia w Pamelę Anderson. Zmian wciąż nie widzę za dużo, może zatem tego typu uwiecznianie sylwetki to dobry pomysł?

 

Kasia Stadejek: Wiosna zaczyna się w tym roku niemrawo, to i ćwiczenia idą jak po grudzie. Pomimo całkiem dobrego prowadzenia się w zakresie diety zmogła mnie anemia, od której omdlewam po 5 minutach truchtu, więc nawet nie próbuję brać się do ćwiczeń wytrzymałościowych, które wymagają utrzymania równowagi. Ergometr wioślarski dobrze nadaje się dla takich słabeuszy jak ja, bo ćwiczę zarówno plecy, jak i nogi, ramiona i brzuch, a nawet owe wygodnie umoszczone na siodełku pośladki. Na szczęście mięśnie nadal mają moc – odkąd zauważyłam, że przysiady ze sztangą naprawdę podnoszą pupę na całkiem przyzwoity poziom, regularnie wrzucam na ramiona 25-kilogramową sztangę. Nadal pracuję też nad brzuchem. Niedawno odkryłam w mojej siłowni zajęcia Xpress brzuch – w 20 minut elegancko zakatowują proste, skośne, gładkie i wszystkie inne mięśnie, pod którymi kryje się moje narzędzie pracy, czyli żołądek.

Wspaniała sprawa, gdy spojrzeć w lustro pod odpowiednim kątem (i przed śniadaniem), naprawdę widać rezultaty.

Z kolei podirytowanie niekończącą się zimą skutecznie łagodzę na pilatesie, który jednocześnie pomaga mi zrealizować niespełnione marzenia o tańcu baletowym. Te płynne ruchy dłoni, te przegięcia w tył i na boki! Tutaj lustro też ma znaczenie, najważniejsze to stanąć w odpowiednim miejscu sali. Jeden fałszywy krok i zakrzywione na złączu odbicie pokazuje mnie w wersji Jabba the Hutt.

 

Diana Kosiorek: W ostatnich tygodniach zaliczyłam zdecydowany spadek formy, spowodowany głównie zmniejszoną liczbą treningów. Muszę przyznać, że ruch raz w tygodniu to zdecydowanie za mało, a po trzech tygodniach takiego luzu cięższy trening jest dla mnie morderczy. Ale już wychodzę na prostą. Odstawiam w kąt wymówki o braku czasu, złej pogodzie i przesileniu i ruszam do boju. Zewsząd słyszę, że teraz trzeba zacząć, żeby się wyrobić na sezon bikini. Nie żebym kiedykolwiek miała zamiar paradować w bikini, ale sam fakt, że czasu jest odpowiednio dużo, działa na mnie mobilizująco. W ramach uzupełnienia zajęć, na które nie udawało mi się dotrzeć, wróciłam do ćwiczeń siłowych. Klasyczne hantle, sztanga, ławeczka i poznana w zeszłym tygodniu maszyna do podciągania się to moi aktualni sprzymierzeńcy. Mam nadzieję, że jeszcze przed latem uda mi się podciągnąć samodzielnie, a plecy nabiorą jakiejś rzeźby. A przy okazji, czy ktoś mi może wyjaśnić, co znaczy „najpierw masa, potem rzeźba”? Czy to, że masa ciała ma spadać na początek, czy że masa mięśni ma rosnąć? Bardzo nieprecyzyjne są te fitnessowe hasła.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: