Wstały od stołu: Tydzień 28. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 28.

Jak przebiega sportowa zima w mieście, podczas gdy znajomi ślą zdjęcia drinków na stoku?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

28

wstaly od stolu kukbuk

Redakcja pozostawiona na posterunku w stolicy donosi, czy w ferie przeludniło się w siłowniach.

 

Agata Michalak: Na pewno dojazd na popołudniowe zajęcia jest łatwiejszy. Ale szybko skonstatowałam, że w rywalizacji Basi i Diany o liczbę godzin spędzonych na uprawianiu sportu nie będę mieć większych szans, bo Basia zakasuje wszystkich swoimi narciarskimi dniówkami. A ja przecież nie mogę doliczyć godzin spędzonych na spacerach po Madrycie do sportu. Mogę za to uwzględnić szybką przebieżkę wokół Templo de Debod, gdzie spotkałam jedynych w Madrycie biegaczy. Jakież było moje zdziwienie, gdy przy temperaturze 12 stopni wszyscy ubrani byli w długie legginsy, bluzy i czapki! Ewidentnie południowcy mają inne odczuwanie zimna.

 

Z kolei w Warszawie ma się już wrażenie nadciągającej wiosny. I choć ferie przetrzebiły też liczebność naszej grupy tanecznej w klubie Oh Lala, to nadrabiałam za dwóch, drobiąc nogami do wtóru brzmień electro i gubiąc się w jakże naturalnym, zdawałoby się, kroku loose legs. Chyba będę musiała poćwiczyć w domu! Z zajęć w rytmie electro wynika jednak inna zdecydowana korzyść – człowiek przypomina sobie, jak dawno nie był na imprezie w klubie. To tak przyjemne, że zajęcia naprawdę powinny trwać co najmniej półtorej godziny!

wstaly od stolu kukbuk

Diana Kosiorek: Zdecydowanie nie jestem zwierzęciem zimowym. Nie jeżdżę na żadnych deskach – ani dwóch, ani jednej. Nie przepadam za śniegiem, nawet lodowisko nie wydaje mi się miłym miejscem. Nie zastąpię więc treningu szaleństwem na stoku. (Co niestety oznacza, że prawdopodobnie Basia będzie górą w tym tygodniu).

 

Mniej więcej regularnie chodzę na zajęcia TRX, które uzupełniam dodatkowym czasem na bieżni. O ile któraś jest wolna, bo tak jak donosiły w zeszłym tygodniu dziewczyny, chętnych do ruchu z nowym rokiem zdecydowanie przybyło. W zasadzie ludzi jest tak dużo, że czasem wysiadają korki i pozostają tylko maszyny cardio zasilane siłą ćwiczących. Żebyście widzieli tych zawiedzionych biegaczy, którzy nie umieją wdrapać się na orbitrek!

 

Kasia Stadejek: Ja w żadne wyścigi na godziny się nie bawię, ale w tym tygodniu jestem z siebie wyjątkowo dumna. Poniedziałkowy wieczór spędziłam na siłowni, jak zwykle i jak wszyscy, sądząc po tłumie stękającym na . Na jakiś czas odpuszczam maszyny i ciężary, bo trochę przestało mnie to bawić – zamiast tego zwróciłam się ku kardio i pocę się na suchych wiosłach, stepperze i bieżni, przygotowując się do powrotu na trasę. Dni coraz dłuższe i ładniejsze, już czuję w kościach zew truchtu!

 

Wczoraj natomiast spróbowałam czegoś zupełnie nowego, mianowicie skoków na trampolinie. Blogosfera lajfstajlowa ma rację, to całkiem przyjemna sprawa! Dynamiczne podskoki i wykopy, pokrzykująca prowadząca i muzyka rodem z dyskoteki – przez pierwsze pół godziny zaspokoiłam wszystkie swoje taneczne potrzeby z tego miesiąca. Potem było trochę gorzej, bo z ciężarkami na kostkach torturowaliśmy pośladki i uda. Mimo że mam w nich przecież kawał mięśnia, chciało mi się płakać i ledwo zeszłam z maty. O dziwo, dziś zero zakwasów. Czuję, że wpadłam w ciąg, a jutro na ćwiczenia czasu brak – co robić?

 

Zdjęcie: grupa Oh Flow z Oh Lala Studio

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: