Wstały od stołu: Tydzień 23. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 23.

Wiatr wieje w oczy, sztangi są coraz cięższe, a wokół pojawiają się dziwne maszyny.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

23

wstaly od stolu kubkuk

Kukbuczyce podnoszą poprzeczkę. Do swojego treningu dorzucają kolejne elementy – u niektórych jest to nowa maszyna pozwalająca rozwijać nieznane do tej pory partie ciała, u reszty zaś… zwykły kac, który również stymuluje ciało do wysiłku.

 

 

Agata Michalak: Czy wiecie, czym (nie kim!) jest reformer? Nie należy go mylić z reformami, czyli rodzajem pantalonów, bo ma on od nich znacznie mniej uroku. To istne madejowe łoże wyposażone jest w ruchomą platformę, na której – przynajmniej w pilatesie – układamy się na plecach i w zależności od tego, co ćwiczymy, poruszamy nią, prostując ręce lub nogi. Z reformerem miałam przyjemność w piątkowy poranek i do dzisiaj odczuwam skutki tego spotkania. Joanna, moja trenerka z Dobrego Pilatesu, pospieszyła mi donieść, że to, co boli do dziś, to mięśnie brzucha zębate przednie i skośne. Bardzo przyjemny to ból, niejako gratis, bo wyjściowo miałam ćwiczyć przede wszystkim barki, które spinam w zupełnie niekontrolowany sposób podczas każdej aktywności życiowej, z pisaniem włącznie. Najwyraźniej jednak nie da się ćwiczyć tylko jednej partii ciała. I to myślenie reformer już mi zreformował!

 

Basia Starecka: Wiatr wieje w oczy, pogoda pod psem, ale dzielna Kukbuczyca się nie poddaje. We wtorek po pracy jest już tak ciemno, że mam ochotę iść spać, niemniej zbieram się w sobie i zmierzam w stronę zakładu rozwoju mięśni i krzepy. Godzina mija na samych przyjemnościach (martwe ciągi, maszyna Smitha, pompki), a ja wreszcie wybudzam się z jesiennego letargu. W piątek mam trochę więcej pary przed treningiem, bo idę na niego tuż po śniadaniu, wyspaniu się, a przed pracą. Pierwszy raz zabieram się do ćwiczenia SDHP, czyli sumo deadlift high pull! Brzmi groźnie, prawda? I takie jest! Jeden nieopatrzny ruch i cała szczęka do wymiany, chodzi w nim bowiem o to, by kettle’a wyrzucić siłą bioder przed siebie, na wysokość siekaczy. Robię więc serię, skupiając się głównie na tym, by ocalić przednie zęby. Przede mną wszak cały dzień w pracy, co prawda nad klawiaturą, ale jednak – zdarza mi się przecież do niej szczerzyć. Niedzielne zajęcia z jogi kundalini są w tym kontekście już tylko relaksem. Robimy mantrę serca, przepełnia mnie empatia, która utrzymuje się do poniedziałkowego poranku, kiedy w szyi odzywa się ból po ostatnich ćwiczeniach ze sztangą na maszynie Smitha. Nie mogę wtedy myśleć o świecie, chcę tylko zaopiekować się sobą, czyli zrobić sobie pocieszające kakao z kardamonem.

 

Kasia Stadejek: W zeszłym tygodniu obiecałam sobie, że choćby nie wiem co się działo, odbędę trzy treningi. Ostatnio bywało z tym różnie, krótsze czy dłuższe wyjazdy zaburzały wszelkie plany, a wymawiając się brakiem miejsca w walizce, buty do biegania zostawiałam w domu. Tym razem nie było źle – dzięki doskonałej pogodzie codziennie jeździłam rowerem. Udało mi się też trafić na siłownię, mimo rosnącej niechęci do tego miejsca, wynikającej z braku spektakularnych rezultatów, dusznawej atmosfery podziemnej pakerni i stanowczo zbyt wielu zbyt dobrze wyrzeźbionych dziewcząt na maszynach i matach do ćwiczeń. Do tego dwa porządne biegi – jeden w ciemności (która dobrze maskuje buraczany odcień lica), a drugi na lekkim kacu. Z tego jestem najbardziej dumna! W otępieniu i niewyspaniu biega mi się nadzwyczaj dobrze, bo nie mam głowy do użalania się nad swoim zmęczeniem. Po prostu hipnotyzuję samą siebie regularnymi uderzeniami stóp o ziemię, a potem, z dumną miną, mogę zacząć dzień. Ten tydzień też zapowiada się obiecująco, bo przyszły moje nowe ubrania treningowe, a wraz z nimi świeżutka porcja motywacji.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: