Wstały od stołu: Tydzień 22. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 22.

Ubierać się, czy się rozbierać? Kukbuczyce szykują się do zimowych treningów.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

22

wstaly od stolu kukbuk

Niska temperatura, wiatr i brak słońca skłoniły ćwiczące redaktorki do odświeżenia swojej sportowej garderoby. Kukbuczyce zaopatrzyły się w nowe bluzy, bajeranckie dessous, a nawet piżamę chroniące członki przed przemarznięciem. Czy zmiana pogody rzeczywiście wymagała tak gruntownej przebudowy szafy, czy okazała się jedynie pretekstem do niekontrolowanych zakupów?

Agata Michalak: Czy pisałam wcześniej, że nie kupuję już prawie innych ciuchów niż sportowe? To jakiś taki wytrych mentalny, który pozwala popuścić cugle konsumpcji bez poczucia zażenowania, że wydaje się pieniądze na coś niepotrzebnego. Bo przecież to pożyteczne, służy motywacji do ćwiczeń i w ogóle jak się ma trzy pary sportowych biustonoszy, to nie trzeba w kółko prać tego jednego, bo ma się zawsze inny czysty na zmianę. Mówiąc o biustonoszach – zakupiłam w końcu stanik sportowy Onzie, o którym pisałam już kiedyś latem. Przyjemnie się go nosi, ale podczas ostatniego treningu biegackiego popełniłam błąd i założyłam go pod kosmiczną koszulkę X-Bionic, którą dostałam do testów (jako uczestniczce zajęć w Sklepie Biegacza, przysługują mi co jakiś czas takie cymesy). Okazało się jednak, że oddychające, podtrzymujące podwyższoną temperaturę ciała i niemalże samoczynnie biegające ubrania X-Bionica (coś w tym stylu, choć niedokładnie) mają tak wyprofilowany splot, że już uwzględniają złożoność kobiecej budowy ciała. Uff, strasznie to wszystko skomplikowane! Podwyższona temperatura ciała podczas tego biegu była też o tyle niefortunna, że miałam na sobie również nową, zimową bluzę adidasa, które miała to samo zadanie. Wypociłam więc pewnie ze 200% normy, co podobno wcale nie jest zdrowe. Jeśli chcecie hartować się na zimę, by ustrzec przed epidemiami grypy i przeziębień, warto ubierać się nieco lżej, niż podpowiadałby zdrowy rozsądek. Wtedy podobno organizm sprawniej reguluje wewnętrzne mechanizmy dogrzewania i chłodzenia. Okazuje się, że ubieranie się na chłody wcale nie jest takie proste. Ale zawsze jest pretekst, by dołożyć (czytaj: dokupić) kolejne warstwy!

wstaly od stolu kukbuk

Basia Starecka: Być może właśnie z powodu niedostatecznie ciepłej garderoby parę dni temu złapało mnie przeziębienie. Ostatni tydzień dmuchałam więc na siebie i chuchałam, ale treningów sobie nie odmawiałam. Tyle tylko, że wszystkie trzy zrobiłam w domu. Mam pod ręką opracowany przez mojego trenera zestaw ćwiczeń Rambo, które mogę wykonać w każdych okolicznościach przyrody, czasu i akcji. Piotrek wymyślił je dla mnie na okoliczność wakacji w Rumunii, gdzie na tle owiec i gór, machałam przed siebie ciężarem, wprawiając w osłupienie innych turystów. Przydają się również teraz, gdy do siłowni robi się wyjątkowo daleko. Nie kupiłam zatem nowych, sportowych ciuchów na jesienne chłody, ale ciepłą, elastyczną piżamę, w której można również ćwiczyć. Po pracy zatem wskakuje właśnie w nią, rozkładam matę, obok się kładzie pies, i zabieramy się za wyciskanie. Tylko wełniane skarpetki muszę ściągać, bo gryzą w stopy podczas martwego ciągu.

Kasia Stadejek: Zdawało mi się, że trudno mnie raczej zmusić do zakupów nowych, sportowych ciuchów do czasu, gdy kupiłam na oko bardzo porządne i ładne buty do biegania. Na ich widok trener parsknął jednak kpiąco i stwierdził: „Co za badziew, kostka poleci”. Jak na ciuchową minimalistkę przystało mam dwie pary sportowych spodenek na krzyż, a do biegania po dworze zakładam zwykłe materiałowe legginsy i bluzę. Kilka razy już prawie skusiłam się na oddychające, odprowadzające wilgoć i poprawiające aerodynamikę elastyczne i lśniące ubrania ze znaczkiem którejś z popularnych sportowych marek (Przecena! Skoro tak, to na pewno czegoś potrzebuję. Może dresu na jogę? Co z tego, że nie chodzę na jogę!), na razie jednak udało mi się powstrzymać od zakupów. Tak więc odzieżowo jestem zupełnie zaspokojona, i w przeciwieństwie do Agaty, nadal wolę kupować sukienki i swetry, niż lajkrę i polar.
Aktualizacja: chwilę po publikacji pamiętniczka odezwał się do mnie kolega, oferując potężną zniżkę, m.in. na moim zdaniem najładniejsze sportowe ubrania – Stelli McCartney dla Adidasa. Oszalałam, wydałam majątek i teraz już nie mam wyjścia – muszę biegać całą zimę.

Diana Kosiorek: Podobnie jak Agata, kupuję ostatnio i oglądam wyłącznie sportowe ubrania. Śledzę wszystkie newslettery w poszukiwaniu zniżek i promocji. Nie mam chyba ani jednego ciucha kupionego w normalnej cenie. Internet pełen jest sportowych ubrań. Każdy produkt opatrzony jest obszernym opisem zalet i listą zadowolonych użytkowników. To materiał na długie jesienne wieczory oglądania i porównywania. Czasem jednak chciałoby się przymierzyć wybrany ubiór, pomacać, sprawdzić czy ten super-duper-kosmiczny-materiał będzie się przyjemnie nosił, i czy krój na pewno jest odpowiedni. Trzeba się wtedy wybrać do prawdziwego sklepu, gdzie… wybór jest zdecydowanie mniejszy, przymierzalnie zawsze za ciasne, a ceny za wysokie.

Miałam w zeszłym tygodniu okazję zrobić szybką rundkę po jednym z centrów hadlowych. Wyznaczyłam sobie cel: nowe buty. Aktualna para adidasów adipure, choć cudowna, zużyła się już wyraźnie, co nawet zauważyła moja pedicurzystka (sic!). Mając w pamięci kilka modeli, które dokładnie wcześniej obejrzałam w sieci, ruszyłam na łowy. Jak pewnie się domyślacie, ostatecznie zdecydowałam się na model, którego wcześniej kompletnie nie brałam pod uwagę. Te wybrane wcześnie okazały się być kolejno zbyt twarde, szerokie, płaskie, a poza tym źle uszyte i brzydkie. Parę idealną (mam nadzieję) zamówiłam jeszcze w drodze do domu… przez internet, w stonowanym kolorze (sprzedawca wcześniej zapewniał mnie, że nie ma innych wersji niż różowo-szaro-odblaskowo-pomarańczowa) i o połowę taniej (a ponoć ta marka stosuje najwyżej 10–procentowe obniżki).

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: