Wstały od stołu: Tydzień 19. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 19.

Czy Kukbuczyce wiedzą, które mięśnie ćwiczą?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

19


Fot.: Piotr Szczurek


wstaly od stolu kukbuk

Na ile świadomi jesteśmy naszego ciała i treningu, który mu fundujemy? Bywa, że refleksja pojawia się dopiero z zakwasami.

 

Agata Michalak: Nie jestem pewna, czy wiem, co ćwiczę, to znaczy wiem, ale nie umiem tej części ciała fachowo nazwać. Ostatnio z redaktor Starecką spierałyśmy się, czy kość w udzie nazywa się krucza, czy jarzmowa, co wiele mówi o naszej znajomości anatomii. Wiem za to na pewno, co ma na myśli moja ulubiona instruktorka pilatesu (pozdrawiam Joannę!), kiedy mówi, żeby zapiąć wewnętrzny suwak, gdy zaciskam kolana przy uniesionej w górę pupie, albo zatrzymać wewnętrzną windę na drugim piętrze. Pewnie gdyby nie lata praktyki jogicznej we wczesnej młodości, do dziś wybuchałabym śmiechem na hasła typu „kolce biodrowe w górę”, „oddychaj do wnętrza pleców” czy „wyżymaj swój kręgosłup jak szmatkę” – ta ekscentryczność nie robi już na mnie wrażenia. Mam jeszcze tylko nadzieję zapanować w stu procentach nad tymi wszystkimi mięśniami, przestrzeniami i ruchami. Wtedy będę naprawdę zadowolona.

 

Basia Starecka: Ja ćwiczę „całego człowieka”. Nie skupiam się na poszczególnych pęczkach mięśni, ale na konserwowaniu całości. To oczywiście kolejny termin do słowniczka pakera, który przyswajam dzięki mojemu trenerowi. „Całym człowiekiem” nazywa on trening funkcjonalny, czyli ćwiczenie wszystkich mięśni po kolei za pomocą obciążeń. Tym sposobem jestem gotowa na wypad narciarski o każdej porze dnia i nocy, bo mój czworogłowy jest uniwersalnie napompowany. Na bakier jestem tylko z fachowym, anatomicznym nazewnictwem, dlatego czworogłowego zdarza mi się pomylić z czterogłowym.

 

Kasia Stadejek: W początkach mojej sportowej przygody działałam trochę na oślep, ignorując na przykład wszelkie ćwiczenia wymagające użycia rąk, żeby przypadkiem nie wyrobić sobie żenującego bica. Jednocześnie zawsze kończyłam z zakwasami w przypadkowych miejscach. To zdarza się nawet dziś – po bieganiu nie bolą mnie nogi, tylko mięśnie pod łopatkami i małe fragmenty z przodu łydek. Podczas pisania tego tekstu zastanawiałam się na głos, czy to na pewno golenie, a pisząc o udach, nigdy nie wiem, czy to czworo- czy dwugłowe mięśnie mam takie żelazne. Triceps i biceps też będę mylić już zawsze. Budowę swojego ciała poznaję coraz lepiej dzięki treningom tabaty, po których nie mogę wstać z łóżka przez jakieś mikroskopijne, a palące żywym ogniem mięśnie między żebrami i koło kolan. Są takie momenty, kiedy wszystko mi jedno, co ćwiczę – na przykład gdy ścigałam się żabką u wybrzeży półwyspu Sinis na Sardynii, gdzie na wyjeździe prasowym spędziłam ostatni weekend. Nie łudzę się jednak, że zrekompensowało to pochłonięte ilości makaronu, sera i oliwy.

 

Diana Kosiorek: Czy wiem, co ćwiczę? Kurczę, wydaje mi się, że wiem. Kiedyś dość intensywnie uczęszczałam na praktyki jogi. Joga uczy między innymi wyczucia własnego ciała i panowania nad nim. Nie ma w asanach przypadkowości, żadna część ciała nie zwisa bezczynnie. Nawet w leżących pozycjach relaksacyjnych mięśnie są aktywne. Została mi po tym jakaś taka samoświadomość, która sprawia, że staram się ćwiczenie wykonać poprawnie, nawet kosztem powtórzeń. Nie przeszkadza mi to oczywiście następnego dnia po treningu dziwić się, że odczuwam zakwasy w jakimś dotąd nieznanym mi mięśniu. Tak na przykład w miniony wtorek, po poniedziałkowych ćwiczeniach, odkryłam, że bolą mnie tyły ud. Ale nie tam, że całe tyły, tylko od kolan do połowy uda i po ukosie w kierunku zewnętrznych stron ud. W treningach na TRX-ie zadziwia mnie też, że niektóre ćwiczenia działają na inne partie mięśni, niż można by się spodziewać. Odczułam to dość mocno, gdy zwykłe podnoszenie bioder w leżeniu z nogami „wpiętymi” w taśmy doprowadziło do totalnego bólu… łydek. Spróbujcie, to może być lepsze od godzin na stepperze. Moje wygibasy można zobaczyć na filmie z treningu.

 

Fot.: Piotr Szczurek

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: