Wstały od stołu: Tydzień 17. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 17.

Jak na ćwiczące Kukbuczyce reaguje otoczenie? To kulinarne raczej nas nie dopinguje. Co innego bliscy.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

17

siłownia

Kto widział wstawać od stołu! – dziwią się znajomi kucharze i kucharki. Blogerzy i dziennikarze kulinarni podejrzliwie śledzą nasze poczynania: czy Kukbuczyce tylko udają, że ćwiczą, a w rzeczywistości żywią się wyłącznie deserami? A może jednak ktoś trzyma kciuki za nasze podskoki i pompki?

 

Agata Michalak: Mam to szczęście, że moja rodzina wspiera pasje sportowe najbardziej, jak się da. Mój drogi chłopak Paweł towarzyszył mi na rowerze od połowy trasy półmaratonu, a mama na mecie miała łzy w oczach, choć nie dobiegłam nawet w pierwszym tysiącu uczestników. Paweł wierzył wręcz w moje bieganie bardziej niż ja sama – tyle razy wracałam zrezygnowana, z uczuciem nienawiści do tego sportu, zwłaszcza na początku, by usłyszeć, żebym spróbowała jeszcze raz i że w końcu to zacznie być przyjemne. Mój osobisty coach się nie mylił – faktycznie tak się stało. Najtrudniejsze w sportowej intensywności wydawało mi się jednak co innego – tłumaczenie znajomym, że nie mogę się gdzieś wybrać, bo muszę pobiegać. To chyba pozostałość mojego innego, imprezowego ja – sport wciąż wydaje mi się jakąś fanaberią, czymś nieco egoistycznym, co nie załapuje się do ligi „prawdziwie ważkich aktywności”. Zapominam przy tym, jak dobrze robi na głowę, na ciało, na ducha – chyba czas przestać mieć z jego powodu towarzyskie wyrzuty sumienia!

 

Basia Starecka: Zacznij ćwiczyć, a przekonasz się, ile wokół ciebie jest życzliwych osób. To nie złota myśl Paulo Coelho, ale wyraz osobistych doświadczeń. Na wieść o moich sportowych planach otoczenie zareagowało z rezerwą, żeby nie powiedzieć – demotywująco. Z fałszywą troską dopytywano o motywy decyzji, straszono kontuzjami, rozpuszczano plotki, jakobym miała początki ortoreksji. Najczęściej słyszałam: „Po co ci to?”, „Ale przecież ty jesteś chuda!”, „Ciekawe, na ile ci starczy motywacji”, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że sport w środowisku kulinarnym budzi niemało kontrowersji. Być może wynika to z tego, że większość osób zajmujących się gastronomią nie raz planowała wziąć się do pracy nad sobą i wstać od stołu. Najwyraźniej ze średnim albo z żadnym rezultatem. Po paru miesiącach podnoszenia sztangi otoczenie przywykło do moich sportowych ekscesów, no może z wyjątkiem pewnej szefowej kuchni, która zdjęcia moich obfitych posiłków komentuje szyderstwem w stylu „Teraz musisz biegać szybciej. I wyżej kolana”. Kukbuczyce jednak łatwo się nie poddają i ćwiczą dalej. Zwłaszcza kiedy są motywowane przez bliskie im osoby – mój Kuchcik wykupił karnet na siłownię i robi z niego pożytek. W naszym domu zatem, prócz jedzenia, pojawiły się nowe tematy do rozmów, na przykład jak zrobić idealny przysiad.

 

Kasia Stadejek: Otoczenie dziwi się przede wszystkim, jakim cudem się jeszcze nie turlam, skoro ciągle jem, w zasadzie zawodowo. Uspokajam więc, że to nie magiczna przemiana materii, tylko tryb życia rasowego pakera, który prędzej nie pójdzie na imprezę, niż opuści trening. Kiedy opowiadam komuś o swojej sportowej rutynie, zwykle kiwa z uznaniem głową, a czasami nawet mamrocze coś pod nosem na temat własnego przykurzonego karnetu. Niektórych z kolei przerażają moje opowieści o morderczej tabacie (w tym tygodniu znów dwa treningi), a inni chichoczą, kiedy towarzyski kalendarz modyfikuję pod kątem zajęć na siłowni. Nie powiem, żebym miała specjalne wsparcie, bo gdy waham się w obliczu pokusy, zawsze słyszę: „Przecież tyle ćwiczysz, możesz jeść wszystko!”. Jednak przyjaciele, prawdziwe „jedzoki”, dobrze mnie rozumieją – wiedzą, że nic tak nie wybiela wyrzutów sumienia po cudownej, acz grzesznej kolacji, jak porządna poranna przebieżka. I nic tak nie dodaje apetytu na śniadanie.

Processed with VSCOcam with f2 preset

Rozciąganie mięśnia czworogłowego uda – otoczenie zareagowało entuzjastycznie, wdrapując się na biurko z aparatem.

Diana Kosiorek: W zasadzie wszyscy reagują bardzo miło na wieści o moich zmaganiach. Pewnie gdybym spektakularnie zrzuciła w dwa miesiące połowę swojej wagi, reakcje byłyby bardziej skrajne. Ale cieszę się, że jestem przykładem, że okrągli ludzie mogą z powodzeniem i przyjemnością uprawiać sport, nawet jeżeli do tej pory tego nie robili. Mąż jest dumny. Na spotkaniach towarzyskich każe mi prezentować muskuły i opowiada wszystkim, jaką mam krzepę. Czasem pojękuje, że znów jadę na trening, zamiast spędzić ten czas z nim, ale zaraz potem reflektuje się i wspiera z całych sił. 

Jedną z ważniejszych dla mnie była reakcja pracowników klubu, w którym ćwiczę. Gdy zjawiłam się tam pierwszy raz, mówiąc: „Dzień dobry. Chciałabym zacząć ćwiczyć. Nigdy wcześniej nie byłam na siłowni”, w odpowiedzi usłyszałam: „To świetnie! Witamy”. Było to najlepsze powitanie, jakie mogło mnie spotkać, i to dzięki niemu nie odpuściłam po pierwszych zakwasach. Powiecie, że praca w klubie na tym polega, żeby być miłym, ale dla porównania mam przykład z innego miejsca, w którym na wejściu dostałam ostrą reprymendę, że wchodzę nieodpowiednią bramką, i nikt nie był miły. 

Ludzie potrafią skutecznie jednym słowem motywować i demotywować, często nieświadomie. Ostatnio podczas treningu zadzwoniła kuzynka. Na dźwięk mojej zadyszki spytała, czy dokądś biegnę. Odpowiedziałam, że w zasadzie to nie, ale jestem na siłce i ćwiczę. Na co usłyszałam „Zazdroszczę”. I wyszło z tego prawie hasło na koszulkę: Trenuj! Inni nie mają takiego luksusu.

© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku