Wstały od stołu: Tydzień 14 - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 14

Po chwilowym maruderstwie, zwątpieniu we własne siły i przerwie na lody wracamy na ring.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

14


zdjęcia: Piotr Szczurek


wstaly od stolu kukbuk

Po chwilowym maruderstwie, zwątpieniu we własne siły i przerwie na lody wracamy na ring.                                                                                                                                                          

Wrzesień mobilizuje. Dzieci dzielnie maszerują do szkoły, a my na siłownię. Agata Michalak, która w zeszłym tygodniu zarzekała się, że nie weźmie udziału w półmaratonie, do którego przygotowywała się od czternastu tygodni, jednak w nim pobiegła. Reszta Kukbuczyc, zmotywowana tym aktem chojractwa, ostro bierze się do pracy. Oto gorący raport z ostatniego, jeszcze wakacyjnego tygodnia.

 

Basia Starecka: Michalak dała czadu. Pobiegła półmaraton! Nie wiem, co ją w końcu zmotywowało – ciężki medal, który można sobie powiesić na kuchennej szafce, sława, chwała czy może konfrontacja ze swoimi słabościami? W każdym razie pełen szacun. Podbudowana jej postawą poddałam się seriom ćwiczeń wysiłkowych pod surowym okiem pana kierownika, czyli mojego trenera Piotrka Szczurka. W minionym tygodniu podnieśliśmy nieco poprzeczkę, a właściwie dołożyliśmy kilogramów do dotychczasowych ćwiczeń z obciążeniem. Sama się siebie przeraziłam, kiedy podniosłam sztangę na plecy i zaczęłam z nią robić przysiady. Zwiększyłam też liczbę powtórzeń pompek. Jak mówi Piotrek, wszystko jest w głowie, dlatego nie należy pękać, tylko mierzyć się z wyzwaniami. Tym sposobem udało mi się pierwszy raz w życiu podciągnąć. Fakt, że z pomocą gumy, ale jednak! Wrzesień zaczynam więc z postanowieniem, że do końca roku uda mi się to bez żadnego wsparcia. Podobno kobietom, z tak samo patykowatymi rękoma, po latach ćwiczeń czasami się to udaje.

wstaly od stolu kukbuk

Kasia Stadejek: Gdy tydzień temu marudziłam nad stagnacją i brakiem zakwasów, nie przypuszczałam nawet, jaki wycisk dam sobie parę godzin później. Na wieczorny trening miałam tylko godzinę, więc zajrzałam na zajęcia z tabaty, na których w niecałe trzydzieści minut nabawiłam się drżenia wszystkich mięśni, skrętu żołądka i mroczków przed oczami. Satysfakcja ze zmęczenia była dzika, a dwudziestosekundowe serie przysiadów, różnorakich brzuszków, wyskoków, burpees i pajacyków przełożyły się na wieloetapowe zakwasy. Podobno tabata, czyli interwałowy trening metaboliczny, elegancko spala tłuszcz i wyrabia kondycję godną żołnierza piechoty morskiej. Na efekty czekam niecierpliwie, zwłaszcza że większość tego tygodnia spędziłam na dziennikarskiej wycieczce w kujawsko-pomorskim, gdzie podstawą wyżywienia był chleb ze smalcem lub z własnoręcznie ubijanym masłem i ciasto drożdżowe, skądinąd doskonałe. W napiętym programie znalazło się na szczęście miejsce na trochę ruchu – poranny jogging w inowrocławskim parku solankowym i tańce w restauracji Zdrojowa w Ciechocinku. Spłynęliśmy też Wisłą pomiędzy Włocławkiem a Bobrownikami, a jako operator wyrywającego się na wietrze żagla w łódeczce nieszawce mogłam po raz kolejny się przekonać, że ta cała siłownia naprawdę działa!

 

Diana Kosiorek: Czternasty tydzień stał się dla mnie początkiem drugiego etapu wstawania od stołu. W żadnym wypadku nie zarzucam treningów. Jak już tutaj wiele razy pisałam, za bardzo to polubiłam. I nawet fakt, że mąż, bardzo pieszczotliwie i przy moim zdecydowanym sprzeciwie, nazywa moje nowe bicepsy „mułami”, nie jest w stanie mnie zniechęcić. Drugi etap to zwrócenie większej uwagi na to, co i kiedy ląduje na moim talerzu. Ale wiecie co? Gotowanie lżejszego jedzenia wcale nie jest mniej przyjemne od codziennego gotowania. Wymaga oczywiście ciut więcej przeliczeń i pomiarów, a samo jedzenie pewnego godzinowego reżimu. Smak na szczęście zostaje ten sam, trzeba tylko dobrze przyprawić. Nie ma cudów, sam ruch nie odchudza. Na szczęście po tygodniu widzę już efekty fazy drugiej: wskazówka wagi ruszyła się w odpowiednim kierunku

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: