Wstały od stołu: Tydzień 12. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 12.

Zestaw dyskotekowy, rolowanie czy chestpressy? Nim zaczniesz ćwiczyć, musisz poznać sportowy slang.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

12


fot.: Diana Kosiorek


wstaly od stolu kukbuk

Nie tylko budujemy masę mięśniową i poprawiamy kondycję, lecz także rozwijamy nasze kompetencje językowe. Przez ostatnie dwanaście tygodni regularnych treningów nauczyłyśmy się wielu nowych, dziwnych słów ze sportowej gwary. Zerknijcie na wyboldowane wyrazy poniżej, czy są dla was zrozumiałe?

 

Agata Michalak: Nie sądziłam, że biegając, można trenować tak wiele różnych aspektów usportowienia. Szybkość – wiadomo, wytrzymałość – też z grubsza jasne. Ale siła biegowa, skipy i stabilizacja były dla mnie odkryciami. Okazuje się, że stabilizacja w sporcie jest stanem pożądanym! Chodzi bowiem o utrwalenie i wzmocnienie gorsetu mięśniowego – mięśni brzucha, pleców i okołokręgosłupowych – by mniej się męczyć i nie narażać na kontuzje, a także sprawniej pokonywać długie dystanse. To wszystko, włącznie z silnymi mięśniami nóg, trenowanymi na podbiegach i w skipach, składa się na siłę biegową – nie tyle samą prędkość, ile gotowość do dywersyfikowania tempa i długodystansowość. Dla wyjaśnienia – w skipach biegamy w podskokach: w zależności od typu ćwiczenia albo podnosząc wysoko kolana, albo kopiąc się efektownie piętami po pośladkach. Z kolei podbiegi uprawia się pod górę, by upewnić się, że w razie potrzeby nie zmoże nas zadyszka, a płaskie trasy będą dla nas łatwizną. Najwdzięczniejszy termin, z jakim się spotkałam w mojej biegowej „karierze”, to wielbłąd – tak nazywany jest w tych kręgach plecak, którego główną częścią jest baniaczek na wodę. Mój trener pokonuje z takim sprzętem kilometry w górach, gdy źródeł wody wokół tyle co na pustyni. Mnie jeszcze do tego daleko, prędzej zostanę wielbłądem, ślęcząc przy wysyłce wydruków magazynu!

 

Basia Starecka: Bicek tak, pompa jeszcze, ale tampon? Do niedawna maczystowski slang sportowy był dla mnie kompletnie niezrozumiały, co więcej, język koksowni stanowił głównie przedmiot żartów. Do czasu. Było nie było, zostałam rasowym pakerem! Moją głowę zaprzątają teraz myśli na temat zjedzonych białka i węgli, trening zaczynam od zestawu dzień dobry (ćwiczeń rozgrzewających) i nie boję się już wchodzić do pokoju dla dorosłych (sali z ciężarami), by założyć tampon (gąbki ochronne) na sztangę. Rozumiem już kumpla, kiedy mówi, że w piątki na siłce robi zestawy dyskotekowe (ćwiczenia pompujące klatkę i bicepsy). Niewątpliwa zasługa w tym Piotrka, mojego trenera, który dba nie tylko o moją mięśniówkę, lecz także o edukację językową. Kiedy odezwał się do mnie pierwszy raz, zrozumiałam tylko „ale bieda”, co było podsumowaniem moich starań, by zrobić pompkę. Dzisiaj zamiast pompek robię push-upsy, chociaż, jeśli mam być szczera, zdecydowanie wolę supermana (pozycja na brzuchu z uniesionymi stopami i kciukami przy wyprostowanych kończynach) oraz banana (pozycja na plecach z uniesionymi do góry wyprostowanymi rękoma i podciągniętymi nogami). Ale to nie jest moje ostatnie słowo, liczę, że słownik ćwiczeń będzie się powiększał.

 

Kasia Stadejek: Początek zabawy ze sportem jest trudny nie tylko ze względu na kompletny brak kondycji i uwierający tu i ówdzie tłuszczyk, lecz także brak obycia ze środowiskiem sportowym. Na siłowni trzeba o wszystko pytać pięć razy, żeby nie upuścić sobie na stopę sztangi, nie złamać kręgosłupa ani przypadkiem nie rozbudować niewłaściwego mięśnia. Z kolei na zajęciach zorganizowanych prowadzący pokrzykują tajne hasła, a cała grupa jak w teledysku, oprócz mnie oczywiście, idealnie wykonuje tajemnicze ćwiczenia. Niepewność kilka razy wypędziła mnie z sali, ale po pół roku wygibasów z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że rozumiem, co się do mnie mówi. Otóż martwy ciąg wcale nie prowadzi do złotego strzału, tylko wzmacnia mięśnie pleców, ud i pośladków. Powoli podnosząc i opuszczając sztangę, wzmacniam, uwaga, gorset mięśniowy. Cała sztuka polega na tym, żeby gorset, czyli mięśnie utrzymujące kręgosłup, były wzmacniane równomiernie, wówczas sylwetka sama się będzie prostować, brzuch pozostanie płaski nawet po obiedzie, a plecy wytrzymają wiele godzin pochylania się nad komputerem lub blatem kuchennym. O kręgosłup troszczę się także, wykonując rolowanie, które nie oznacza masażu drągiem ani zwijania się w chińskie osiem. To jedno z podstawowych ćwiczeń na pilatesie – powolne, krąg po kręgu, schylanie się ku podłodze na wyprostowanych nogach. Rolowanie można wykonywać również na leżąco – taki „brzuszek” w zwolnionym tempie jest podobno tak skuteczny, jak sześć zwykłych! Kolejnym pilatesowym kodem jest stopa flex, czyli poderwanie palców do góry. Niewinny szczegół, a ćwiczenia mięśni pośladków i rozciąganie robią się jeszcze bardziej wymagające. Skoro o dolnych kończynach mowa – supinator i pronator to nie gatunki dinozaurów, tylko typy biegaczy, wyróżnione na podstawie tego, jak kto stawia stopę, na zewnątrz czy do środka. Każdy z nich potrzebuje innych butów. Jak widać, z biegiem czasu rosną nie tylko mięśnie, ale i wiedza!

 

Diana Kosiorek: Podobno crossfitowca w siłowni można poznać po tym, że gromadzi wokół siebie wszystkie możliwe sprzęty i ćwiczy jak szalony. Nie wydaje mi się, żebym pasowała do tego opisu, nie postrzegam też siebie jako crossfitowca. Jak jednak zaobserwowałam, gdy trenuję sama, „nieodzownych” przedmiotów z tygodnia na tydzień przybywa. Mam więc (jak widać na zdjęciu) matę, piłkę BOSU, kettlebell, piłkę lekarską, worek z piaskiem, widać też piłkę szwajcarską i odstawiony na bok ergometr wioślarski, do tego (poza kadrem) liny TRX i tradycyjne hantle. Niezły zbiór. Gdybym chciała to wszystko trzymać w domu, zapewne zajęłabym co najmniej jeden pokój i miałabym obawy, czy strop wytrzyma. Zapytacie, po co to wszystko? Bo jest zabawniej, ciekawiej, bo squaty na piłce BOSU angażują więcej mięśni, a kiedy skupić się na utrzymaniu równowagi, powtórzenia lecą jakby szybciej. Ale nie o tym miał być ten tekst.

 

Poza gadżetami poznałam też wiele ćwiczeń, których nazwy, pochodzące zazwyczaj z języka angielskiego, są spolszczane i odmieniane po polsku. Powstałej z tego nowomowy nie da się nie nauczyć i nie przyswoić. Po kilku tygodniach na siłowni pompki stają się push-upsami, a przysiady squatami. Ale to nie wszystko, na siłowni robię jeszcze chestpressy (wyciskanie przodem hantli, na maszynie lub na TRX-ie), planki (podpór przodem), bodysoule (deska, podczas której wychyla się ciało w przód i tył), swingi (wymachy kettle’em w przód) oraz ich modyfikacje, czyli sideplanki (podpór bokiem), one leg planki (deska na jednej nodze), low-, high- i mid-rowy (przyciąganie przy różnym ułożeniu rąk), front-, back- i side-lungesy (wykroki w różnych kierunkach) i wykańczające jumpy (podskoki jako dodatek do innych ćwiczeń, na przykład one-leg-squat-jump). Wszystkie te zlepki stają się normalnymi słowami, komendami, na których dźwięk ciało samo ustawia się do odpowiedniej pozycji. Ale żeby nie było za łatwo, nie wszyscy przestawili się całkowicie na polinglisz. Polskie nazwy funkcjonują równolegle, przez co na hasło „brzuszki” zastanawiasz się, czy trener miał na myśli situpsy (podnoszenie tułowia z leżenia do siadu), czy crunche (spięcia mięśni brzucha przez uniesienie górnej części tułowia), a może zaordynował „wciągnąć brzuszki!”?

 

fot.: Diana Kosiorek

 

© KUKBUK 2017