Wstały od stołu: Tydzień 10. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 10.

Niestraszne nam upały, brak motywacji i czasu. Przecież ćwiczyć można zawsze i wszędzie, trzeba tylko dobrze to zaplanować!

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

10


Zdjęcie: Dorota Kobos Yoga&Art


wstaly od stolu kukbuk

Kukbuczyce łamią sobie głowy – jak sprytnie zaplanować trening, by jego miejsca nie zajął zimny szprycer, orzeźwiający prysznic ani praca nad zaległym tekstem? Droga do treningu jest kręta i pełna pułapek, ale sposobów, by z niej nie zboczyć, mamy parę – o czym poniżej.

 

Agata Michalak: Jak zmieścić czas na sport w intensywnym harmonogramie zajęć? Jeśli obawiacie się, że wasz plan dnia nie pozwala na usportowienie, spróbujcie kreatywnego nim zarządzania. Można wykorzystać na ten cel godzinę bezsenności nad ranem albo biegiem udać się na zakupy na śniadanie – powrót będzie z obciążeniem, to dodatkowy walor! Na oficjalnych biegach często widuję rodziców z dziećmi w sportowych wózkach, którzy śmigają z nimi w niezłym tempie – taki trening to spacer dla dziecka i ćwiczenia dla mamy, czyli dwa w jednym! Wydaje mi się też, że to może być niezły sposób na powrót do formy sprzed ciąży.

 

W minionym tygodniu biegałam cztery razy: dwa na regularnych treningach grupowych, na które po prostu musiałam znaleźć czas w obliczu zbliżającego się wielkimi krokami półmaratonu, a dwa we własnym zakresie. Zmusiłam się do nich pomiędzy innymi aktywnościami, łącząc przyjemne z pożytecznym: spacer z psem i konieczność odsłuchania nagranego wywiadu przed jego spisaniem. Pies był tym razem wyjątkowo oporny i w momentach szybszych interwałów pozostawał wyraźnie w tyle, co skończyło się zakwasami w prawej ręce od ciągnięcia go za sobą. Z kolei niedzielne wybieganie, które już przybrało długość 70 minut, znalazło idealny soundtrack w postaci 69 minut nagrania, które zajmowało moją uwagę, dzięki czemu nie myślałam o pozostałych do przebiegnięcia kilometrach i tym, jak bardzo gorąco się robi. W tej roli, jeśli nie przeprowadzacie wywiadów, sprawdzi się też nieźle wciągająca lektura w formie audiobooku, która pomoże nadrabiać intelektualne zaległości równocześnie z tymi fizycznymi, albo podcasty intrygujących stacji radiowych zwyczajnie poszerzające naszą wiedzę. Powodzenia!

 

Basia Starecka: Nie jest łatwo ćwiczyć na wakacjach – i nie chodzi mi wcale o brak motywacji. Wziąwszy pod uwagę urlopowe okoliczności – rumuńskie góry, pasterzy w kożuchach, przechadzające się luzem po drogach bydło, konie i owce – trudno było wpasować się z treningiem TBW w otaczający mnie krajobraz. Zacznijmy od stroju. Wyobrażacie sobie neonowy, gumowy trykocik na tle piętrzących się Karpat i górskich strumieni? Bo ja nie. Szybko ukryłam sportowe łaszki na dnie walizki. W obstrzępionych dżinsach i starej koszulce Kuchcika pozostało mi tylko wyciągnąć z bagażnika naszego samochodu rekwizyt do budowania mięśni – ważącego dwanaście kilogramów kettle’a. Ale jak go przetransportować do wiejskich domów, pensjonatów i hoteli, nie będąc zauważonym i posądzonym o niecne zamiary? Musiałam się uciekać do kamuflażu – zawijałam kettle’a w koc. A kiedy udało się już donieść go do pokoju, odgłosy dyszenia i sapania, które towarzyszyły mi w trakcie wykonywania ćwiczeń, z pewnością wprawiały w zakłopotanie naszych sąsiadów za ścianą. Przy okazji posiadłam nowe umiejętności – rozciągania się na regałach i umywalkach oraz robienia pompek na parapecie. Strasznie dużo ambarasu było z utrzymaniem regularności treningów na urlopie. Najłatwiej było zatrzymać się samochodem w polu i ćwiczyć na świeżym powietrzu, z dala od spojrzeń ludzi i zwierząt, o czym możecie się przekonać, patrząc na moją zadowoloną minę na załączonym zdjęciu.

wstaly od stolu kukbuk

Kasia Stadejek: Kto chce, szuka sposobu, a kto nie chce, szuka powodu – według tej zasady jeszcze kilka miesięcy temu bardzo łatwo było mi odpuścić siłownię na rzecz wieczornego spotkania przy winie, czy – co częstsze – kolacji. Teraz plany towarzysko-sportowe układam tak, żeby poćwiczyć co najmniej trzy razy w tygodniu. Od początku sportowego projektu na siłownię jeżdżę prosto z redakcji, bo wiem, że inaczej nie znalazłabym w sobie energii, żeby po powrocie do domu jeszcze z niego w takim celu wyjść, a skoro już targam przez całe miasto torbę z rzeczami, to przecież nie zrezygnuję z treningu. Ten sposób działa też na wyjazdach, wystarczy, że zapakuję buty do biegania i strój kąpielowy, a już rozglądam się za przestrzenią do ich użycia – nie po to przecież zajęły mi pół walizki, żeby się nie przydać. Wymówka o braku czasu nie ma u mnie racji bytu, bo ostatnio to sport, o dziwo, najlepiej mnie relaksuje, a pisanie przychodzi dużo sprawniej po przerwie spędzonej na joggingu czy basenie. Sama siebie nie poznaję, bo jeszcze rok temu przedkładałam kanapę nad ergometr, tymczasem w ostatnim tygodniu trzy razy pakowałam na siłowni i raz rozciągałam się na pilatesie. Czyli wszystko po staremu.

wstaly od stolu kukbuk

Diana Kosiorek: Uff. Zniechęcenie na szczęście minęło. Poniedziałkowy trening przypomniał mi, jak bardzo przez ostatnie miesiące polubiłam ćwiczenia – nawet te, przy których pocę się, a buzię oblewa mi rumieniec. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez treningu. W zasadzie nie trzeba mnie namawiać. Wszystkie potrzebne bambetle mam spakowane, żeby móc udać się na siłownie, gdy tylko nadarzy się okazja. Ale szukam też innych aktywności.

Jeżeli korzystacie z aplikacji do monitorowania swoich działań, to wiecie, że sprzątanie też często zaliczane jest do sportowych kategorii. Godzina odkurzania to prawie 400 spalonych kalorii (trzeba tylko pamiętać o zmienianiu rąk). Ponadto przy sprzątaniu podnosimy ciężary, wykonujemy martwe ciągi, robimy przysiady, wykroki, a nawet rozciągania. Trening funkcjonalny w czystej postaci, a poza treningiem czysta przestrzeń życiowa. Na takich ćwiczeniach właśnie minęło mi pół soboty.

W niedzielę natomiast aktywnie relaksowałam się praktykując jogę w warszawskich Łazienkach. Nie ma nic przyjemniejszego od poranka spędzonego na trawie wśród wiewiórek i przetaczających się alejkami grup turystów. Tak, tak, w każdej grupce znajdzie się ktoś, kto musi zrobić zdjęcie, zazwyczaj podczas najmniej korzystnej wizualnie asany. A z drugiej strony to dość pochlebiające, że moja pupa (i kilkudziesięciu innych osób też) będzie czyjąś pamiątką z wycieczki do Polski 😉

wstaly od stolu kukbuk
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: