Wstały od stołu: Tydzień 31. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 31.

Kukbuczyce i interwałowy trening metaboliczny. Z czym kojarzy im się tabata?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

31

wstaly od stolu kukbuk

To jeden z lepszych patentów na przyspieszenie spalania tortów, ciast i muffinek – czterominutowa tabata podkręca spalanie tkanki tłuszczowej, przyspiesza puls i oblewa rumieńcem ćwiczących. Kiedy i jak dawkują ją sobie Kukbuczyce?

Agata Michalak: Tabata nie bez przyczyny brzmi jak tabaka. Zarówno to pierwsze określenie z repertuaru sportowego, jak i to drugie z żargonu restauracyjnego oznacza coś bardzo gwałtownego i szybkiego. Tabata, jak się przekonałam podczas ostatnich zajęć Oh Girls, to krótkie serie bardzo intensywnych ćwiczeń na różne partie ciała. Obejmuje 20 sekund szybkich powtórzeń, 10 sekund odpoczynku i 8 powtórzeń tego cyklu. Z kolei tabaka, często z dookreśleniem „na wydawce”, to moment, kiedy restauracja ma taki zalew zamówień, że prawie nie nadąża z ich realizowaniem. Tabata ma tę zaletę, że ponoć bardzo przyspiesza spalanie, które nawet po ustaniu ćwiczeń jeszcze przez kilka godzin jest na wysokim poziomie. Z kolei tabaka przysparza restauracji zamówień, a co za tym idzie – popularności i zasobów finansowych. Co byście woleli – tabatę czy tabakę? Obstawiam, że zakwasy po jednym i drugim ma się podobne…

 

Basia Starecka: Agacie tabata kojarzy się z tabaką, ja również mam kulinarne skojarzenia. Kiedy pierwszy raz wspomniał o niej mój trener, myślałam, że się przejęzyczył i ciabattą nazywa ten specyficzny zestaw ćwiczeń. Z reguły wykonuję ją na koniec treningu, żeby się dobić, spocić i wyjść na czworakach z siłowni. Ćwiczeniami można na szczęście żonglować i prócz znienawidzonego burpees włączać do nich na przykład situp, plank, a nawet supermena, zwanego również bananem. To ćwiczenie polega na ułożeniu się na brzuchu i oderwaniu na 20 sekund nóg i rąk do góry. Pracują wtedy brzuch i pośladki trzymające odnóża w górze. Tabata na szczęście trwa tylko cztery minuty, choć wydaje się wiecznością, a po jej wykonaniu ogarnia ćwiczącego przyjemne uczucie spełnienia. Muszę jednak przyznać, że o wiele więcej satysfakcji przynosi mi ostatnio push press. Podrzucenie sztangi nad głowę jest efektowne i można się poczuć jak Arnold Schwarzenegger. 

 

Kasia Stadejek: Mierna forma trwa. Tabatę zdążyłam pokochać i zignorować, kiedy przestała wywoływać zakwasy, siłownia nie cieszy jak kiedyś, a jedyne, co robię z ochotą, to brzuszki. Nakładam na kostki obciążniki i idę w dziesiątki, a następnie setki, obserwując z satysfakcją rysujące się mięśnie (zwłaszcza pod odpowiednim kątem padania światła). Sztangę na plecy też zarzucam dosyć ochoczo, boję się co prawda, że w którymś momencie strzelą mi kolana, ale po miesiącu przysiadów z 20 kilogramami czuję, że pupa jest wyżej niż zwykle, a uda są twarde jak stal. Żegnaj, galareto! 

© KUKBUK 2017