Wstały od stołu: tydzień 67. - KUKBUK

Wstały od stołu: tydzień 67.

Kukbuczyce dochodzą do siebie po świętach. Jak radzą sobie ze skutkami przejedzenia?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

67

pisanki kukbuk

Agnieszka Krzakowska: Na szczęście Wielkanoc wypada wiosną. A po wiośnie zawsze przychodzi lato: czas długich spacerów, wycieczek rowerowych, pływania, spływów kajakowych i innych plenerowych aktywności fizycznych, dzięki którym wracamy do formy sprzed świąt.

Jeśli chodzi o Wielkanoc, najtrudniej utrzymać wagę podczas przygotowań do świąt. Najpierw zakupy, dokładanie do koszyka często zbędnych produktów, podjadanie pachnących bagietek w kolejce do kasy i próbowanie wszystkiego w trakcie wypakowywania zakupów w domu, a potem to całe gotowanie… Chyba nigdy w ciągu roku nie najadam się tak bardzo jak podczas przyrządzania świątecznych potraw. No, ale przecież trzeba spróbować – wylizać garnek po kajmaku, zjeść krzywo ukrojony plaster pasztetu, z resztek kruchego ciasta upiec małe kuleczki, a te później, maczane w miodzie, podjadać ukradkiem. Plusem bycia gospodynią jest jednak to, że potem nie ma się ani czasu, ani ochoty na zasiadanie do wspólnego stołu. Trzeba te wszystkie dania podać, opowiedzieć, jak powstały, czy galareta w nóżkach jest naturalna, czy biała kiełbasa w żurku to od pana Frania z bazarku, jak co roku, wyjaśnić, czy do pasztetu pasuje chrzan, czy żurawina, i upewnić się, czy pasta nie jest za ostra… i wreszcie po wszystkim posprzątać.

W tym roku postanowiliśmy poeksperymentować. Zwolnić nasze domowe gospodynie i rodzinnie wyjechać na narty. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Czy uda nam się nie przytyć, czy wręcz przeciwnie – rozleniwieni możliwością jedzenia tego, co przygotowali nasi gospodarze, utyjemy podwójnie?

Najlepsze aplikacje liczące kalorie. Daj sobie pomóc wrócić do formy na wiosnę! <<kliknij tu>>

Kasia Stadejek: Święta minęły jak z bicza strzelił i do tego częściowo w trasie, a więc szanse na osiągnięcie kulinarnej równowagi były względnie duże. Niestety, znów przedawkowałam. Najboleśniej pokonały mnie serniki i mazurek różany, ale fantastyczna terrina z gruszką, sałatka warstwowa i jajka z majonezem też nie zostały przeze mnie zaniedbane. W dodatku wróciłam do swoich dziecięcych obyczajów i jadłam na przemian mięso i ciasto, nie bawiąc się w pieczywo, które mogłoby mnie nasycić i ukrócić proceder obżarstwa, czy warzywa, które do wielkanocnych frykasów zwyczajnie mi nie pasują – moje maksimum to buraczki na plastrze pasztetu. Przez pogodę i napięty harmonogram trudno było to wszystko wychodzić, więc po dwóch świątecznych dniach mam lekki jadłowstręt. Do formy planuję wracać powoli – wplatając w tygodniowy harmonogram ćwiczenia w ulubionym studiu sportowym i przez najbliższy czas racząc się sałatkami. Nie dlatego, żeby schudnąć, tylko żeby odzyskać żołądkowy spokój. Chyba jestem za stara na takie maratony!

Pieką, jedzą i nie tyją! Jak one to robią? Sprawdź sposoby na smukłą sylwetkę najpopularniejszych blogerek kulinarnych <<kliknij tu>>

Basia Starecka: To były piękne święta – rodzinne, choć w nieznanym wcześniej gronie. Spotkaliśmy się przy suto zastawionym stole, a że byliśmy na Mazurach, nie mogło zabraknąć na nim ryb. Na pierwszy obiad był wyśmienity sandacz, potem tłuściutkie i jędrne śledzie w oleju oraz ryba po grecku. Kiedy w pierwszy dzień świąt za oknem padał śnieg, my jedliśmy jeszcze ciepłe jajka faszerowane i, rozgrzani kaloriami, postanowiliśmy ruszyć na długi spacer. Odkryliśmy poniemiecki barokowy pałac w Sztynorcie, którego zapomniane ruiny zgrzebnie przykryto siermiężną papą. Wiał mocny wiatr, przeganiając chmury, które co jakiś czas odsłaniały słońce. Psy tropiły wiosnę, a my raźnym marszem pokonywaliśmy kolejne pagórki i błotniste plaże nad jeziorem Mamry. Całą drogę powrotną do Warszawy przespałam, śniąc o zdobionych woskiem pisankach. Takie „chodzone” święta to najlepszy sposób na odpoczynek i strawienie wszystkich pyszności.

kukbuk wielkanoc
© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku