Wstały od stołu: tydzień 63. - KUKBUK

Wstały od stołu: tydzień 63.

Nawet najbardziej zawzięte sportowo Kukbuczyce dopada czasem zniechęcenie. Jak je zwalczyć? A może wcale nie trzeba?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

63

kukbuk cwiczy spanie

Brzydka pogoda, plany na wieczór, zmęczenie – są dni, kiedy bardzo trudno jest dotrzeć na trening. Czy warto walczyć ze sobą za wszelką cenę? Może czasami wolno sobie odpuścić?

 

Ula Czumaj: Trudno mi się utożsamić z najwytrwalszymi sportowcami. Można wręcz powiedzieć, że siedzę po przeciwległej stronie barykady i obserwuję ich wysiłki, machając radośnie nogami i zjadając kolejny kawałek nowojorskiego sernika. Pewnie mało brakowało, a odziedziczyłabym wytrwałość po moim tacie, który słynie wręcz ze sportowego zawzięcia. Podczas jednego z wyjazdów na narty, pierwszego dnia przewrócił się na tyle niefortunnie, że pękł mu obojczyk.

Przez resztę pobytu znany był jako Napoleon, a na stoku można było ujrzeć pędzącą postać z tak usztywnionym barkiem, że do złudzenia przypominał generała z Korsyki wciśniętego w kombinezon narciarski.

Niestety, ojcowskiego zawzięcia nie odziedziczyłam, a w relacjach z moim organizmem przyjęłam raczej ideę bezstresowego wychowania. Dlatego niespecjalnie odnajduję się w sportach, do których uprawiania muszę się zmuszać. Na ich czele plasuje się mrożąca krew w nieprzygotowanych na przeszywający ból odbić dolnych żyłach siatkówka. Zdaje mi się, że ciało najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Jeśli słysząc budzik, czuję, że jednak nie mam ochoty wstać o piątej i biegać po parku Łazienkowskim w deszczu, to tego nie robię. Nie miałabym czelności kwestionować świadomej decyzji mojego organizmu.

Oczywiście, czasem znajduję się w sportowej sytuacji, która wymaga ode mnie wielkiego wysiłku i samozaparcia. Wtedy, w krytycznych chwilach, przypominam sobie słowa redakcyjnej koleżanki po fachu: „Nic nie wieczność” – i pedałuję dalej pod niekończącą się górkę albo wytrzymuję jeszcze chwilę zaplątana w pozycji przywodzącej na myśl podręcznik do egzaminu z węzłów żeglarskich. Wszystko bowiem w imię jedzenia! Nic przecież nie smakuje tak, jak posiłek po wielkim wysiłku.

Dla smaku świeżego chleba z pomidorem i serem człowiek jest gotów o własnych siłach pokonać setki kilometrów. I czasem, zastanawiając się, dokąd właściwie tak pedałuję, biegnę albo płynę, myślę, że właśnie do stołu.

kukbuk wstaly od stolu

Agnieszka Krzakowska: Gdy się poddajemy, mamy wrażenie, że już nie dajemy rady ciągnąć „tego” dalej. Walczymy ze wszystkimi i wszystkim. Chociaż się poddałeś, nadal jesteś wściekły i czujesz ból. Nic się nie zmienia.

Odpuszczenie polega przede wszystkim na pozbyciu się złych emocji. Odpuścić warto, gdy denerwujemy się, że coś się nie udaje. Odpuścić warto, gdy chcemy czegoś tak mocno, że przestajemy widzieć wszystko dookoła ani nawet nie słuchamy siebie i swoich odczuć. Odpuszczenie jest pozwoleniem, by rzeczy toczyły się swoim rytmem. Czasem jest to tylko zmiana nastawienia w obliczu trudności.

Poddanie się oznacza całkowitą rezygnację z mierzenia się z trudnością, natomiast odpuszczenie to danie sobie chwili na poszukiwanie rozwiązania, a nawet zaakceptowanie możliwej porażki. To powiedzenie sobie: uda się – fajnie, nie uda się – spróbuję następnym razem. A kiedy odpuścimy i przestanie nam zależeć – rzeczy zaczną układać się same.

 

Kasia Stadejek: Mam tendencję do zawziętości – i nie dotyczy to tylko sportu, chociaż właśnie w tej dziedzinie objawia się najboleśniej (bo nic chyba złego w przeczytaniu połowy dorobku literackiego Konwickiego, żeby znaleźć zdanie o ogórkach z miodem – gdyby ktoś szukał, chodzi o „Bohiń”).

Kiedy zaczynam biegać, muszę od razu pokonywać po kilkanaście kilometrów, choć potem leżę i jęczę, że coś mi strzyka w biodrach. Kiedy pływam, to tak daleko w morze, że wracam resztkami sił. Rozciągam się do szpagatu, ścierając sobie jednocześnie szkliwo z zębów, a potem za nic nie mogę się „złożyć”.

Równie często jednak bywam zupełnie sflaczała i aktywnościom wielce niechętna. Ostatnio dotyczy to na przykład biegania, które wydaje mi się zupełnie idiotyczne, nieprzyjemnie męczące i do tego niemożliwe przy pogodzie, jaka obecnie panuje. Co to za przyjemność spocić się, zadyszeć i przybrać barwę pąsową? Bardzo dziękuję. Zupełnie porzuciłam swoje ubiegłoroczne sporty, czyli siłownię, tabatę i biegi właśnie. Zamiast tego przynajmniej trzy razy w tygodniu tańczę balet i rozciągam się na jodze. Też można się spocić i zmęczyć, co zresztą z lubością czynię. Co dla mnie ważne, sporty statyczne mają to do siebie, że nie wzmagają mojego i tak już solidnego apetytu, no i przede wszystkim sprawiają mi bardzo dużo przyjemności. Podsumowując, pewnie, że można czasem odpuścić, ale trzeba się zastanowić nad powodami niechęci. Sportowy płodozmian na motywację robi najlepiej!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: