Wstały od stołu: tydzień 62. - KUKBUK

Wstały od stołu: tydzień 62.

Jak z wiosennym przesileniem radzą sobie zmęczone zimą Kukbuczyce?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

62


Tekst i zdjęcia: redakcja


KUKBUK Wstaly od stolu

Ula Czumaj: Wpisuję w wyszukiwarkę „wiosenne przesilenie” i czytam wyrzucone przez nią hasła: „Nie masz siły na nic”, „Wieczne zmęczenie i brak chęci do życia”, „Rozdrażnienie nie pozwala się cieszyć wiosenną pogodą”. Kilka wyników dalej widzę krzepiący komunikat: „Medycyna nie zna pojęcia »wiosenne przesilenie«”. Radośnie utożsamiam się więc z medycyną!

Z entuzjazmem wyznaczyłam 1 marca jako uroczysty dzień schowania kurtki w renifery w najdalsze czeluści szafy. Wtedy też z nieludzką satysfakcją zakopałam łyżwy pod stertą pomponów zdobiących wełniane czapki i bez wzruszenia pożegnałam się na rok ze swetrami w estońskie wzory. Rower pokrzywdzony solno-błotną zimą w mieście wysyłam na wiosenny przegląd i przez wszystkie przypadki zaczynam odmieniać słowo „nowalijki”.

W zeszłą niedzielę oficjalnie rozpoczęłam też sezon na lody! Odbyło się to w kuriozalnych okolicznościach, bo miejski termometr wskazywał 4 stopnie Celsjusza, z wolna topiące się gałki kapały mi na szalik, a jedzenie przerywane było rytmicznym pociąganiem nosem.

Parę razy musiałam też zmienić rękę trzymającą wafel i ogrzać ją chwilę w kieszeni. To wszystko w imię nadchodzącej wiosny, która zamiast z przesileniem kojarzy mi się wręcz z bezmiarem sił i chęci do życia! Dlatego, zamiast zastanawiać się nad pluchą przedwiośnia, myślami wybiegam już na zazielenione pola, na które zabieram ciastka owsiane zapakowane w gotowe na daleką wyprawę rowerowe sakwy.

KUKBUK Wstaly od stolu

Agnieszka Krzakowska: Przesilenie wiosenne objawia się przede wszystkim utratą energii życiowej i witalności, sennością, ogólnym osłabieniem oraz bólami ciała. Objawy przesilenia mogą trwać kilka tygodni. W tym czasie na przykład wypadają włosy, które stają się słabe i matowe, łamią się paznokcie, a skóra jest szara i pozbawiona blasku. Trudno nam się skoncentrować, mamy słabszy refleks i do tego łatwo się denerwujemy. Po prostu koszmar, sytuacja bez wyjścia. Najlepiej zostać w domu i nigdy z niego nie wychodzić. Albo… wręcz odwrotnie.

Ja wiosną jeżdżę na wieś, obserwuję pozimowe rozlewiska nad Biebrzą, wstaję o piątej rano, żeby tropić łosie szukające pierwszych pędów trawy, o zachodzie słońca oglądam klucze dzikich gęsi i żurawi wracających do nas z ciepłych krajów.

Nie robię sobie głodówek, ale wiem, że ciało oczyszcza się poprzez pory skóry oraz oddech – podczas ruchu, zwłaszcza na świeżym powietrzu, oddech staje się głębszy, pełniejszy i dłuższy. To bardzo ważne. Przez ostatnie miesiące przebywaliśmy głównie w zamkniętych, ogrzewanych pomieszczeniach, co spowodowało ogólne spowolnienie organizmu oraz niedotlenienie. Nasze mięśnie są teraz słabsze, a wydolność mniejsza.

Po takim spacerze pyszne kartacze i barszcz w barze wśród bagien pozwalają wrócić do formy i przetrwać czas przesilenia.

kukbuk wstaly od stolu biebrza

Kasia Stadejek: Wiosenne przesilenie w tym roku chyba się jeszcze u mnie nie zaczęło – ciągle trzyma mnie zimowe. Powoli wracam na sportowe tory, okazuje się bowiem, że na lekkie przeciążenie kolan najlepiej robią… ćwiczenia. Wróciłam na balet i od razu skompromitowałam samą siebie poziomem pokurczenia mięśni, które przez miesiąc przerwy w aktywności fizycznej zapomniały wszystko to, co wspólnie udało nam się osiągać zimą. Nic mnie jednak nie boli, no i miło wreszcie poczuć zakwasy.

Energii życiowej dodaje mi ostatnio chrupanie sałaty i ziół, które powoli pojawiają się na bazarkach. Miski soczystej zieleniny umajam winegretem, prażonymi orzechami lub pestkami, jajkiem na półmiękko, sardynkami i innymi różnościami, które ze zwykłej sałaty czynią danie luksusowe. Do tego grzanka z domowego chleba na zakwasie, posmarowana masłem, a czasem przykryta kawałkiem dobrego sera, bo to jedna z moich ulubionych kompozycji smakowych – i też dodaje energii, tej płynącej z endorfin.

Z kolei z rana energetycznego kopa daje mi miska chłodnego jogurtu z jagodami, które zamroziłam ubiegłego lata, miodem i granolą albo tosty z sycylijskim awokado, płatkami chili i ze szczyptą soli. Coraz częściej włączam mój blender i piję mango lassi oraz koktajle z pietruszką. Podsumowując, na zimowe zmęczenie pomagają chrupanie i kolory!

Basia Starecka: Jadę już na rezerwie, na oparach właściwie. Włos mi rzednie, twarz mi blednie, nie psują mi się tylko zęby przednie. Czekam na słońce i zastrzyk słonecznej energii. To najlepszy sposób na spadek formy – wystawić nos do nieba po porcję piegów. Razem z nimi z reguły przybywa mi siły, chociaż w diecie również próbuję jej szukać. Co roku na wiosnę bardzo mnie wzmacnia zupa z pokrzywy, do której dorzucam albo komosę, albo jajko – i taką kolorową zjadam na śniadanie. Na pokrzywę trzeba jeszcze poczekać, zastępuję zatem zielony innymi kolorami – purpurą buraków (jem je prawie codziennie), pomarańczem batatów (co parę dni) i żółcią marchewek (te co prawda kupuję w różnych kolorach, ale żółte z reguły najłatwiej wpadają mi w oko). Na widok takiego kolorowego talerza od razu robi mi się lepiej.

© KUKBUK 2017