Wstały od stołu: tydzień 60. - KUKBUK

Wstały od stołu: tydzień 60.

Kukbuczyce wspominają najmilsze i najbardziej motywujące momenty swojej wspólnej sportowej przygody.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

60

kukbuczyce kukbuk

Ta przygoda trwa już 60 tygodni! Okrągłe liczby sprzyjają podsumowaniom, zwłaszcza że ostatni raz w tym gronie chwytamy za pióra, by pisać w ramach cyklu „Wstały od stołu”. Które momenty w naszej amatorskiej przygodzie ze sportem były najmilsze i zostaną na zawsze w naszych wspomnieniach?

 

Agata Michalak: Najmilej w naszej sportowej przygodzie wspominam momenty, kiedy w plener albo do sali ćwiczeń ruszałyśmy wspólnie, przeważnie we dwie. Nie wiem, czy pamiętacie, że biegać zaczęłyśmy z Basią, która dopiero potem zdradziła bieżnię i park na rzecz martwych ciągów i pompek. Z kolei z Kasią wspinałyśmy się na palce przy rurze w Oh Lali – ale nim wasze serca zabiją mocniej, muszę dodać, że poziomej. Chodziłyśmy bowiem razem na fitbalet, co zarzuciłyśmy w momencie, gdy nasza szkoła zmieniła lokalizację. Odtąd każda ćwiczy sobie, co – przyznaję – skutecznie mnie demotywuje.

Napędzał mnie entuzjazm Kasi, cieszyły wspólne trudy treningów biegowych z Basią i to, że w obu przypadkach równo dostawałyśmy po tyłkach.

Nie lubię chodzić na zajęcia do anonimowej grupy, dlatego, gdzie tylko się da, niezrażona ciągam ze sobą koleżanki. Aktualnie muszę powrócić do jogi ashtangi – 1 marca wracam do szkoły po karnet. Może ktoś zechce do mnie dołączyć?

 

Basia Starecka: Mgliście pamiętam ten moment ocucenia się z nadmiaru kalorii. Zapewne dlatego, że byłam zaczadzona kolejną porcją serniczka czy babeczki. Zdałyśmy sobie sprawę z koleżankami Agatą i Kasią, że bezrefleksyjne objadanie się codziennością w KUKBUK-u nie służy naszym coraz to bardziej rozlanym, jak kisiel na talerzu, ciałom. Ruszyłyśmy do walki o zdrowe, jędrne sylwetki, początkowo kuszone nagrodą w postaci bezkarnego opychania się po treningu. Z czasem jednak samo ćwiczenie okazało się tak atrakcyjne, że nie mogłyśmy się doczekać kolejnego treningu. Droga była ciekawa – od zumby w szkole tańca ulokowanej w akademiku politechniki po biegi na bieżni przy Agrykoli. Było w nas wtedy wiele zapału, który, mam nadzieję, jeszcze kiedyś powróci na jakimś wspólnym, towarzyskim treningu. Chociaż przy kawie i ciastku też będzie niezwykle miło się spotkać, zwłaszcza że wtedy to nie będzie już nasza codzienność.

 

Kasia Stadejek: Mnie, podobnie jak Agacie, ze wszystkich sportowych przygód Kukbuczyc najbardziej podobały się te wspólne. Nie tylko treningi, chociaż bieganie po poznańskich ulicach czy plié ćwiczone przy drążku w Oh Lali wspominam nadzwyczaj czule, lecz także te chwile, kiedy pełne zapału pokazywałyśmy sobie nowe ćwiczenia na brzuch, porównywałyśmy mięśnie łydek czy przymierzałyśmy baletki.

Nieraz wychodziłam z domu tylko po to, żeby mieć co opisać w pamiętniczku, zatem przynajmniej połowa biegowych treningów pewnie w ogóle by się nie wydarzyła.

Moje kolana nadal nie czują się za dobrze, więc wszelkie treningi zawiesiłam, ale liczę na nową energię sportową wraz z nadejściem wiosny. W planach pierwsze kroki (i wymachy) z rakietą tenisową i dalsze (mam nadzieję – bezbolesne) przygody na balecie. No i rower, niezawodny poprawiacz zarówno humoru, jak i jędrności ud i pośladków!

© KUKBUK 2017