Wstały od stołu, Tydzień 57. - KUKBUK

Wstały od stołu, Tydzień 57.

Do wiosny jeszcze ponad miesiąc, ale Kukbuczyce już czują ją w kościach.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

57


Tekst: Agata Michalak, Basia Starecka i Kasia Stadejek
Zdjęcie: Kasia Stadejek


wstaly od stolu kukbuk

Parę subtelnych promieni słońca wystarczyło, by Kukbuczyce z większą energią podniosły się z łóżek.

 

Agata Michalak: Wystarczy, że słońce chwilę dłużej chwieje się na nieboskłonie, nim wpadnie w czarną czeluść, by w człowieka wstąpiły nowe siły. I ja mam nową nadzieję, gdy coraz dłużej jest jasno, a niektóre poranki opromienia niezmącony snop światła. W takich okolicznościach, w weekendy, mam ochotę stać w pozycji drzewa w oknie, napawając się słońcem, albo wybyć gdzieś za miasto, by spacerować do woli, bez strachu przed smogiem. Chyba jestem meteopatą.

Dlatego już witam się z myślą o wzmożonej aktywności, która tchnie w moje ciało nową energię. Na razie witam się z nią powitaniem słońca. Niech opadnie smog, to zacznę się witać biegiem.

Basia Starecka: Korzystam jeszcze z zimy i lecę na łyżwy, Stegny są tuż obok redakcji i mam zamiar korzystać z toru, dopóki nie rozpuści się wraz ze wzrostem temperatury. Ostatnio w ogóle nie doskwiera mi brak motywacji. To ciekawe tym bardziej, że rozstałam się z trenerem i od tygodnia ćwiczę sama. Powinno być trudniej, a nie jest, nie wiem, czy to zasługa trenera, czy nadchodzącej wiosny.

 

Mobilizację poczuło również społeczeństwo. Wczoraj z trudem przedarłam się przez długą kolejkę chętnych do wykupienia karnetu na siłownię. W długim ogonku stało około 30 osób! Byli tam wszyscy – babcie z wnuczkami, pakerzy z dziewczynami i białe kołnierzyki z teczkami. Niezbyt mnie to ucieszyło, zwłaszcza że tego samego wieczoru musiałam walczyć o ciężarki. Zaczyna brakować sprzętu, a chętnych przybywa. Może czas pomyśleć o alternatywnych zajęciach? Sporo pomysłów na aktywności znajdzie się w kolejnym wydaniu KUKBUK-a. Tak, nasza rubryka „Wstały od stołu” doczekała się miejsca w wydaniu papierowym!

 

Kasia Stadejek: Zima już mi się zupełnie znudziła. Te wszystkie warstwy podkoszulków i swetrów, skóra sucha od mrozu (i kaloryferów), nieustające pragnienie bogatego w kalorie jedzenia, które ma otulić tłuszczykiem otępiałe od zimowego snu ciało.

Odmawiam spacerów po spowitym smogiem mieście, nawet nie myślę o bieganiu, a wyjście z domu po powrocie z pracy wydaje mi się wysiłkiem nie do podjęcia.

Dlatego jedynym sposobem na zimowe ćwiczenia, które dodatkowo dają sporo radości, jest dla mnie balet. Pakuję się wieczorem, a rano tylko szoruję zęby i wychodzę z domu chwilę po wschodzie słońca, jeszcze na wpół śpiąca. Nie mam czasu pożałować straconych minut snu, bo od pierwszych ćwiczeń podczas rozgrzewki rozpiera mnie energia, układy przy drążku angażują już nie tylko ciało, lecz także umysł, a potem jeszcze nagradzam się gorącym prysznicem i dzień od razu robi się do zniesienia, bez względu na pogodę.

 

Podsumowując, uważam, że kluczem do przetrwania zimy jest znalezienie sobie dyscypliny tak fascynującej, że człowiek nie ma kiedy marudzić!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: