Wstały od stołu: Tydzień 53. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 53.

Kukbuczyce w rozjazdach. Czy ćwiczą z daleka od domu?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

53

wstaly od stolu kukbuk

Nie każdy hotel ma siłownię, nie zawsze w walizce zmieszczą się sportowe ciuchy. Zwłaszcza jeśli leci się na kulinarny weekend tylko z bagażem podręcznym. Jak z utrzymaniem harmonogramu treningów z daleka od domu radzą sobie ćwiczące Kukbuczyce?

 

Agata Michalak: Wyjazdy w moim mniemaniu sprzyjają sportom. Gdy brakuje mi pieszych wędrówek po nowym mieście, najchętniej udaję się na przebieżkę, bo nic lepiej nie pomaga rozeznać się w lokalnej topografii. Wymaga to tylko spakowania do torby butów biegackich, koszulki i szortów. Choć, żeby nie było, zdarza mi się je też przywieźć nieużyte. To też świetny sposób, by pożyć trochę życiem autochtonów, wczuć się w ich tempo i aktywności. Nie byliście nigdy na zajęciach z jogi, basenie czy fitnessie w innym kraju? Spróbujcie, większość zajęć z szeroko uprawianych dyscyplin ma skodyfikowany przebieg, więc nawet, jeśli nie zrozumiejcie każdego słowa, to może być miła odskocznia. Plus fajny pomysł na spędzanie czasu podczas miejskich wycieczek jesienną i zimową porą. Bo jeśli nie to, cóż nam pozostaje? Jedzenie i picie!

 

Basia Starecka: „Znowu wyjeżdżasz?” – za każdym razem pyta mój trener i załamuje ręce na samą myśl o przerwaniu przeze mnie treningów. Wyjeżdżam czasami, nie zawsze na wakacje, bywa, że służbowo – ale zawsze, żeby pojeść. Jem prywatnie i zawodowo, w każdych ilościach i o każdej porze. To nie może pozostać bez wpływu na zdrowy i sportowy tryb życia, który staram się prowadzić, kiedy jestem na miejscu, w Warszawie. Wyjazdy zaburzają mój jadłospis (choć zdarzało mi się gotować na śniadanie kisiel z kuzu w Neapolu i zupę miso w Paryżu), a także plan treningowy. Nigdy nie mam wystarczająco dużo siły (z przejedzenia) ani miejsca na sportową odzież w bagażu, by ćwiczyć w trakcie wyjazdów. Jednak ostatnio mi się to udało i jestem z tego tak dumna, że muszę się z wami tym małym sukcesem podzielić. Ćwiczyłam zresztą nie byle gdzie, bo w odległej o siedem godzin lotu Korei. Trafiłam na zajęcia sportowe z obciążeniami do pewnej małej siłowni w seulskiej dzielnicy Itaewon. Przez godzinę wycisnęłam z siebie nieco kalorii z koreańskiej kuchni (którą poznałam przez ten tydzień dość dobrze), zagrzewana do walki groźnymi i niezrozumiałymi dla mnie pokrzykiwaniami pani prowadzącej. Fragment moich zmagań został przez Koreańczyków zarejestrowany, możecie więc mnie zobaczyć w różowym trykocie.

 

Dobrą sportową passę kontynuowałam w Poznaniu, do którego zajrzałam w miniony weekend z okazji dnia Świętego Marcina. Pomiędzy kolejnymi kęsami rogali świętomarcińskich zaglądałam do siłowni hotelu Sheraton, gdzie każdego dnia (w piątek, sobotę i niedzielę) najpierw odbywałam regularny godzinny trening z obciążeniami, potem przez kwadrans biegałam z widokiem na panoramę miasta, a na koniec wypacałam się w saunie. Wróciłam do pracy nie tylko wypoczęta i najedzona, lecz także z zakwasami, co wydaje mi się pełnią szczęścia.

 

Kasia Stadejek: Były takie czasy, kiedy na każdy wyjazd brałam ze sobą buty do biegania i sprawdzałam tereny zielone, w hotelach przed śniadaniem zaliczałam basen, a gdy już nie pozostawało nic innego, na dywanie przed telewizorem (luksus odmóżdżenia dawkuję sobie tylko w takich sytuacjach) robiłam brzuszki, pompki, przysiady i deskę. Teraz wyjazdów jakoś mniej, a i ja nie biegam nawet po ulicach własnego miasta. Zupełnie mi się to znudziło – wszelkie sportowe aktywności zdetronizował balet, na który chodzę dwa razy w tygodniu, na ósmą rano. Jeden z tych dni to sobota i czasami mam wrażenie, że wysiłek, z jakim człowiek wysuwa się wtedy spod kołdry i z mieszkania, też spala jakieś kalorie, a już na pewno kształtuje siłę woli. Opuszczenie zajęć to dla mnie katastrofa, więc tak układam zawodowe i domowe obowiązki, wizyty u lekarza i życie towarzyskie, żeby móc stawić się w sali baletowej. A później bywa, że w niecodziennych okolicznościach rozciągam się i wzmacniam mięśnie, żeby wypaść jak najlepiej na kolejnych zajęciach. Trzy minuty deski to akurat tyle, ile potrzebuję, żeby ugotować jajko na miękko, podczas mycia zębów można wzmocnić mięśnie wewnętrzne ud, a doglądając piekącego się chleba, pogłębiam swój szpagat. Gdyby można było chodzić na balet codziennie, porzuciłabym spanie na dobre, przysięgam!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: