Wstały od stołu: Tydzień 16. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 16.

Kukbuczyce o pakerskiej modzie – w czym ćwiczyć, by między nogami nie robiło się kopyto wielbłąda?

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

16

Wstały od stołu: Tydzień 16.
kukbuk wstaly od stolu

Testujemy spodenki, koszulki i staniki. Mają być nie tylko wygodne, lecz także fajne i ładne. Jak się okazuje, to nie takie proste.

 

Agata Michalak: Zaraz po jedzeniu tego, co chcę (choć trener twierdzi, że od torcików zawsze trzeba się trzymać z daleka), najfajniejsze w uprawianiu sportu jest to, że ma się dodatkowy pretekst do kupowania ciuchów. Doszłam już do tego, że jedyne newslettery, których nie kasuję, to te od Adidasa z wiadomościami o zniżkach na ubrania. To dlatego, że na kolekcję Stelli McCartney stać mnie zazwyczaj w schyłkowej fazie sezonu. Zaczęłam więc się rozglądać za innymi fajnymi źródłami spodenek i koszulek – oprócz darmówek z biegów, które jednak są dość obciachowe, planuję uzupełniać zasoby w prawdziwych sklepach dla dziewczyn. Nic bowiem nie robi tak dobrze sportowym ubraniom, jak projektant uwrażliwiony na estetyczne potrzeby sportsmenek. Kogoś takiego znajduję w Onzie. Ubrania, które poznałam dzięki przyjaciółce, biegaczce maratonów i jogince, są dobrze zaprojektowane, mają fajne nadruki, dobre ceny i – uwaga! – atrakcyjne kroje staników. To rzadki przypadek bielizny sportowej, która nie przypomina z wyglądu gorsetów ortopedycznych. Najwyraźniej ktoś tutaj odrobił lekcję z najnowszych trendów, bo w Onzie znajdziemy między innymi biustonosze z elementami figlarnie wystającymi spod koszulki na dekolcie czy plecach. Aż chce się szukać pretekstu do ich kupowania i noszenia!

 

PS W ostatni weekend, kończąc wakacje postojem w Berlinie, tradycyjnie wybrałam się z moim przyjacielem Czechem na przebieżkę. Gdy zobaczył mnie wychodzącą z łazienki w czarnych spodniach i błękitnej koszulce, zakrzyknął: „O nie, a gdzie różowy?” (w jego ustach brzmiało to raczej: „O ne, a gdie je rosa?”). Myślałam, że moje stroje w odblaskowych kolorach go żenują, okazało się, że bez nich wspólne bieganie nie jest tym samym. Żeby nie rozczarować Honzy, przebrałam się czym prędzej w pstrokate legginsy trzy czwarte, z Onzie właśnie, i mogliśmy już w pełnej harmonii oddać się joggingowi!

 

Basia Starecka: Dopiero po paru tygodniach ćwiczeń zorientowałam się, że problem wielbłądziego kopyta dotyczy też mnie. Obcisłe spodenki, które proponuje się kobietom do ćwiczeń i biegania, dopasowują się do ciała również w tych miejscach, których zwykło się nie eksponować. Speszona odkryciem, ruszyłam na poszukiwanie nieco luźniejszego, niekrępującego ruchu stroju. Najpierw przebiegłam przez sieciówki – na wieszakach same obciskacze. Udało mi się jednak dostać w miarę luźne szorty do kolan w pięknym, nasyconym różowym kolorze. „Ale to są spodenki surferskie, nie pakerskie”, skrytykował ich krój Piotr, mój trener. Nie przejęłam się tym zbytnio i ćwiczyłam w nich do momentu, aż puściły w szwach. Przy kolejnych zakupach byłam już mądrzejsza i od razu udałam się do działu męskiego, do prawdziwego szortowego eldorado! Zakupiłam dwie pary hajdawerów. Jedna zapewne została przeznaczona na basen, druga do koszykówki. O tym, że to męski krój, świadczy spory zapas materiału z przodu. Cóż, przynajmniej kopyto wielbłąda mi nie grozi.

 

Kasia Stadejek: Codziennie inny z ośmiu kompletów dobranych kolorystycznie, elastycznych, oddychających i wyszczuplających strojów z tkanin latami opracowywanych przez amerykańskich naukowców – to nie ja. Należę do sportowych minimalistek i mam dwie pary spodenek, z czego krótsze kupiłam dopiero niedawno, gdy okazało się, że moje udo stało się mięśniem. Moje pierwsze buty do biegania były brzydkie jak noc i pochodziły z dyskontu. Za kolejne, już droższe i bardzo ładne, trener mnie skrzyczał i wywróżył chybotanie się kostki. W trosce o swoje zdrowie (i portfel) obniżyłam więc częstotliwość treningów biegowych i pakuję w nich na siłowni. Równowaga między estetyką a funkcjonalnością jest jednak bardzo ważna – pilates w przypadkowej koszulce typu „do sprzątania” nie jest już tak przyjemny, a gdy w porywie pewności siebie ćwiczę w samym staniku sportowym, mięśnie brzucha mam widowiskowo spięte przez cały trening. Na wściekle męczącej tabacie, którą ćwiczyłam w tym tygodniu dwa razy, ciuchy nie mają wielkiego znaczenia. Wtedy uwagę przykuwa głównie moja czerwona i spocona twarz. 

 

Diana Kosiorek: Już kiedyś pisałam, jak w moim przypadku skończyło się ćwiczenie w czymkolwiek (dla przypomnienia – dziurą). Zainwestowałam wtedy w ciut lepsze spodnie, które dość mocno opinają nogi. Taki stopień kompresji miał poprawić regenerację mięśni przez wspomaganie krążenia, ale też zwiększyć możliwości mięśni w czasie treningu. Myślałam, że to marketingowy bełkot. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy się okazało, że w tak ciasnych spodniach tłuszczyk nie trzęsie się podczas skakania i mięśnie też są na swoim miejscu. Nie wiem, czy efektywność moich treningów się zwiększyła, na pewno poprawił się komfort. Aż chciałoby się wbić w kombinezon obciskający wszystkie części ciała. Ale bez przesady, wolę jednak, kiedy góra mojego stroju jest luźniejsza. 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: