Wstały od stołu: Tydzień 34. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 34.

Kukbuczyce pomału zmieniają się w baletnice. Rower i sztangę wypierają baletki.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

34

wstaly od stolu kukbuk

Agata i Kasia postanowiły zostać baletnicami. Nigdy nie jest za późno! To znaczy na egzaminy do szkoły baletowej przy Moliera jest, ale żeby zadać szyku w puentach i w paczce – jeszcze nie. Basia i Diana obstają przy pakowaniu na siłce i marzeniu o zostaniu koksami.

 

Agata Michalak: Mam nową sportową zajawkę – fit balet. Udało mi się namówić na wspólne zajęcia Kasię Stadejek, nie jestem więc w końcu skazana na jaranie się w samotności. Fit balet to baletowe pozy powtarzane z fitnessową częstotliwością, a także niemało rozciągania, przegięcia w tył pod łopatkami (bardzo trudne, ale jakże efektowne) i… pretekst, by kupić sobie baletki! Niewiele myśląc, zakupiłyśmy, chociaż nasz poziom pozostawia jeszcze co nieco do życzenia. Nie myślcie jednak, że zarzuciłam inne ćwiczenia na rzecz fit baletu. O nie! Do Oh Lali chadzam już na cztery godziny w tygodniu i pozostaję wierna tańcom oraz ogólnorozwojowym zajęciom Oh Girls, chociaż ostatnio moja miłość została wystawiona na próbę. Z bardzo nieporządnie zorganizowanej Ohlalowej szatni zginęły bowiem… moje spodnie, w których przyszłam na zajęcia. Do domu wracałam więc w koszuli, płaszczu, sztybletach i legginsach do kolan. Liczę jednak na to, że ktoś przypadkiem schwycił moje spodnie w potreningowym otępieniu i że znajdę je w tym tygodniu na swoim miejscu (czyli na hałdzie ciuchów opatrzonej napisem „rzeczy znalezione”).

 

Basia Starecka: Moje plany na zostanie koksem pokrzyżowały ostatnio problemy gastryczne. Cóż, dopadła mnie po prostu choroba zawodowa. Definiuje się ona w dwóch schorzeniach: niedużym refluksie żołądkowo-przełykowym oraz niewydolności wpustu żołądka. Ponieważ problem ten nęka mnie od lat (wcale nie od czasu pracy w KUKBUK-u, chociaż liczne bale i rauty zapewne przyczyniły się do pogorszenia stanu), postanowiłam potraktować sprawę poważnie. Za radą Mai Sobczak, specjalistki od ajurwedy, na trzy tygodnie odstawiłam nabiał, gluten, czerwone mięso oraz takie niecne sposoby obróbki cieplnej jak smażenie. Z żalem więc musiałam pożegnać dodatkowe źródła potrzebnego do budowania mięśni białeczka – mięso i odżywki białkowe. Mam nadzieję, że bicki mi od tego nie zejdą. Trzymajcie kciuki, dziś jest trzynasty dzień diety!

 

Kasia Stadejek: Jakieś 20 lat temu dniami i nocami marzyłam o balecie. Po tym, jak moją podstawówkę odwiedziła nauczycielka z pobliskiej szkoły tańca i ogłosiła wśród dziewczynek nabór, śniłam o pląsach przy drążku, wdzięcznym koczku, smukłej pozie, pastelowym trykocie. Mama brutalnie zgasiła moje zapędy, mówiąc, że mam zbyt ciężki krok jak na tancerkę – faktycznie, łomotałam piętami o parkiet – więc marzenia o tańcu schowałam gdzieś głęboko i realizowałam się tanecznie w zaciszu własnego pokoju, a potem na szkolnych dyskotekach i prywatkach. Gdy dwa lata temu odkryłam pilates, udało mi się zaspokoić pewne eteryczno-oniryczne zapędy, ale najlepsze było ciągle przede mną. Dwa tygodnie temu Agata zaciągnęła mnie do Oh Lali na próbne zajęcia, wybrałam fit balet i przepadłam. Po pierwszych zajęciach przez kilka dni szczebiotałam chłopakowi, mamie i koleżankom o tym, jak fantastycznie było wyginać się przy drążku, stać na palcach, uginać i prostować kolana do muzyki. Po drugich pojechałam szukać pudrowo-różowych baletek. Po trzecich i czwartych jestem ciężko zakochana i zachwycona nową dyscypliną sportu oraz tym, jak bardzo jest wymagająca. Opłacało się pocić na siłowni, bo wyprodukowane w ten sposób mięśnie przydają się przy baletowych wygibasach bardziej, niż można by przypuszczać. Ciągle jeszcze nie jestem w stanie ustać na palcach z rękami w górze (lub jak to mówi „nasza pani”, w pozycji trzeciej), ale nie wszystko naraz. Nie każdy rodzi się czarnym łabędziem.

 

Diana Kosiorek: Mnie też dopadła nowa sportowa zajawka – kick-boxing. Może mniej wysublimowana niż fit-balet, który wybrały Agata i Kasia, ale równie wciągająca. Obie dyscypliny mają w sumie wiele wspólnego, w obu bowiem chodzi głównie o koordynację i równowagę, a z czasem też o choreografię. Choć w balecie finalnie nie dochodzi do rzucenia przeciwnika na deski (najwyżej do rzucenie publiczności na kolana). Dokładam więc ciosy i kopnięcia do treningowej rutyny i w klubie pojawiam się częściej. Zazdroszczę tylko dziewczynom obuwia. Kick-boxing praktykuje się boso, a przenoszenie ciężaru ciała z piety na palce, podskoki i dokręcanie bioder przy wyprowadzaniu ciosu już po godzinie doprowadziły moje biedne stopy do pęcherzy. Myślicie, że w różowych baletkach „na ringu” wyglądałabym bardzo nieadekwatnie?

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: