Wstały od stołu: Tydzień 2. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 2.

Sport kontra upał. Co wygrało, bieganie czy lody? Kukbuczyce spowiadają się z kolejnego tygodnia walki o lepszą kondycję.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

2

wstaly od stolu kukbuk

Agata Michalak: Upał dał się we znaki. Bieganie w środę musiało zostać przerwane w połowie, po trzech kilometrach, kwadransem relaksu na ławce, gdyż mimo późnej pory (godzina dwudziesta) temperatura nie spadała poniżej dwudziestu siedmiu stopni! Taki upał nie jest sprzymierzeńcem biegacza! Ratunku szukałam w basenie, ale jak zobaczycie na zdjęciu, nie udało się w nim wytrzymać za długo. Dodam, że akurat nie rozmiar był tu problemem! Za to niedzielny bieg wieczorny, będący właściwie slalomem między policjantami na koniach ochraniającymi mecz Legia-Górnik a odchodami zgrabnych nieparzystokopytnych, przebiegał w idealnych warunkach. Po miłej wizycie w zaprzyjaźnionej audycji „Uchem po mapie” w radiu RDC gracko przebrałam się w stosowny strój i z towarzyszką udałam się na tyły budynku radiowego przy Myśliwieckiej, czyli na bieżnię. Dopingowane spojrzeniami i pokrzykiwaniami rozczarowanych legionistów („Dawaj, dawaj” padło nie raz, nie dwa), przebiegłyśmy trzy okrążenia, w tym jedno metodą interwałową – zamiennie stosując odcinki szybkiego biegu i wolniejszego truchtu – by potem, rozgrzane, wybiec w miasto i krążyć po zaułkach Łazienek i Powiśla, gdzie przyjemnie chłodził nas wieczorny wiatr. W tych warunkach przebiegłyśmy osiem kilometrów i gdyby nie zapadający zmierzch, pewnie biegłybyśmy dalej i dalej…

wstaly od stolu kukbuk Processed with VSCOcam with f2 preset

Basia Starecka: W tym tygodniu sport przegrał z serami. Na początku jeszcze się trzymałam – wtorkowy wieczór planowałam spędzić w siłowni, ale było tak gorąco, że prosto z bieżni, nie przebrawszy się nawet, rzuciłam się w przyjemny chłód Łazienek Królewskich. Tam, ku konsternacji pawi i kaczek, biegałam spiralnymi alejkami, robiąc coraz mniejsze kółka, aż mi się zakręciło w głowie. W czwartek więc wskoczyłam na rower i postanowiłam nigdzie nie skręcać – tym sposobem, jadąc wzdłuż Wisły, wylądowałam na podwarszawskich polach kapuścianych. I właściwie na tych trzydziestu kilometrach powinnam zakończyć swoją mizerną relację, bo do końca tygodnia już tylko jadłam sery, piłam wino i prawie w ogóle się nie ruszałam, kontemplując piękno Sandomierza. Organizowany tam po raz piąty festiwal Czas Dobrego Sera przyciągnął smakoszy z całej Polski. Wśród nich byli i tacy, którzy czytali poprzedni odcinek. Co rusz więc ktoś mnie zaczepiał i z troską w głosie pytał: „Czy to prawda, że się odchudzasz?”. Po raz kolejny zatem wyjaśniam, że KUKBUK ćwiczy po to, by więcej jeść!

wstaly od stolu kukbuk

Kasia Stadejek: Ten tydzień obfitował we wrażenia. Pogoda sprzyjała rowerowym wycieczkom, a dzięki temu, że wszędzie mam daleko, przejechałam w sumie sto trzydzieści pięć kilometrów. Walkę z ciężarami zaliczyłam w poniedziałek, a zakwasy po zamaszystych wykrokach z kettle’ami nie opuszczały mnie aż do środy, kiedy to trafiłam wreszcie na, teoretycznie odprężający, pilates. Owszem, osiągnęłam tam pozornie niemożliwe stopnie rozciągnięcia mięśni nóg, euforię przygasiły jednak kolejne zakwasy. Fakt, że mogę coś zrobić, najwyraźniej nie oznacza, że powinnam. Ulgę w cierpieniach sportowych i pogodowych przyniósł basen. Udało mi się także wybiec w teren, a zmotywowała mnie do tego nowa usługa mojej ulubionej aplikacji muzycznej, która dopasowuje piosenki do tempa biegu. Poprawiłam swój wynik o dwadzieścia sekund na każdym kilometrze, ale prażące słońce nakazało mi skończyć to szaleństwo po ośmiu kilometrach. Ten heroiczny czyn wynagrodziłam sobie połową kubełka lodów – przecież to prawie jak posiłek białkowy…

wstaly od stolu kukbuk
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: