Wstały od stołu: Tydzień 30. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 30.

Kukbuczyce w różnej kondycji – ścięte niemocą przedwiośnia lub na odwrót, w życiowej formie.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

30

Wstaly od stolu kukbuk

W grupie jest dynamika, każda z ćwiczących Kukbuczyc znalazła się w innym momencie swoich sportowych perypetii.

 

Agata Michalak: Po tygodniu entuzjazmu zawsze przychodzi tydzień zwątpienia. Kiedy już uwierzę, że świetnie mi idzie odtwarzanie choreografii w zmysłowym tańcu, przychodzą zajęcia, w trakcie których kompletnie nie nadążam i łapię tanecznego doła. Na szczęście tym razem Oh Girls przyniosło falę pociechy. Nawet mimo tego, że zwyczajowo prowadzącą te zajęcia Anię zastąpił jej bardzo rosły i bardzo silny chłopak, dałam radę dociągnąć do końca. Widzę, że jest progres – brzuszki i planki stają się z każdymi zajęciami minimalnie łatwiejsze, a zakwasy nie wyłączają już na trzy dni z życia. Tylko burpees nadal serdecznie nie znoszę. No bo kto to widział, żeby z pompki doskoczyć stopami do własnych rąk?!

 

Na chwilowy kryzys wiary polecam małe przyjemności – rozejrzyjcie się wokół swoich klubów sportowych, a nuż w ich okolicy znajdują się jakieś niezbadane dotąd atrakcje. Ja koło Oh Lali, która mieści się na rzadko przeze mnie eksplorowanym Powiślu, odkryłam ostatnio: sklep z ciuchami młodej marki Polly, salon manikiuru Wisła, który traktuje lakiery do paznokci jak paletę farb, i knajpkę Mei, dokąd muszę dopiero zajść (internet chwali tutejsze dania kuchni koreańskiej). Korzyści ze sportowego tygodnia, oprócz spalonych kalorii, to nowa szara kiecka i przyszłotygodniowy termin na paznokcie.

 

Basia Starecka: U mnie wciąż zwyżkowa, życiowa forma. Czego ja w tym tygodniu nie robiłam, by się nieco rozruszać! Siłka, skłosz, joga, bieganie, siłka. Mój trener wyczuł formę nosem i podczas naszych treningów dokładał mi kolejne, nadprogramowe kilogramy obciążeń. Kręciło mi się w głowie, mroczki latały przed oczami, ale nawet po treningu znalazłam resztki sił, by pobiec na spotkanie z Łukaszem Orbitowskim w kawiarni MiTo. Podczas gdy pisarz snuł opowieści o biochemii pisania, ja myślałam tylko o zamykającym się oknie metabolicznym, które jest tym wspaniałym okresem po treningu, kiedy można sobie pozwolić na więcej niż z reguły. Kiedy więc Orbitowski kończył wypowiedź, dopadłam dyskretnie baru, by wyłudzić nieco mięsa z kawiarnianej kuchni. Kucharze stanęli na głowie i z resztek sklecili mi najbardziej ordynarną kanapkę, jaką kiedykolwiek jadłam – na jasnym, pszennym pieczywie tostowym leżały kawałki piersi kurczaka, suszonych pomidorów i zapieczony ser. Mam nadzieję, że wśród gości spotkania z pisarzem zbyt wiele osób nie zwróciło uwagi na zasapaną kobietę połykającą w biegu suchą kanapkę… Sam pisarz z pewnością by się nie obraził, wygląda na takiego co lubi przypakować. 

 

Kasia Stadejek: Przedwiośnie (bo jestem pełna nadziei, że już bliżej wiosny niż dalej) miażdży mnie szarością i wypompowuje z energii, także tej sportowej. Początek tygodnia dynamiczny – siłownia z porządnym wyciskiem na bieżni, stepperze i wiosłach, przysiady ze sztangą, brzuszki z obciążeniami. We wtorek po raz kolejny wskoczyłam na trampolinę i mimo że przez większość treningu mamrotałam pod nosem przekleństwa i modliłam się, żeby już było po wszystkim, koniec końców czułam dumę i satysfakcję. Po tych wyczynach opadłam z sił i entuzjazmu, ale w piątek udało mi się jeszcze zaliczyć siłownię, a relaksujący weekend zakończyłam całkiem miłą przebieżką po Pradze – dziewięć kilometrów w tempie 5:40 min/km, czyli dużo lepszym niż zwykle. Brak efektów na wadze i monotonia ćwiczeń trochę mnie jednak frustrują, a pogoda sprawia, że mam ochotę leżeć bez ruchu z głową pod kołdrą, a nie skakać. Błagam niebiosa o słońce i nowe sportowe natchnienie!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: