Wstały od stołu: Tydzień 37. - KUKBUK

Wstały od stołu: Tydzień 37.

Kukbuczyce macają swoje brzuchy – to tu zbiera się najwięcej gromadzonego zimą sadełka i stąd najtrudniej się go pozbyć.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

37

wstaly od stolu kukbuk

Za nami niemal 40 tygodni pakowania: biegania, baletu, crossfitu, siłowni, słowem – różnych form aktywności, które z naszych nastawionych na jedzenie ciał mają uczynić sprawne maszyny do spalania nagromadzonych podczas pracy w KUKBUK-u kalorii. Każda z nas ma na to własny patent, ale wszystkie mierzymy się z największym wyzwaniem ćwiczących – spalaniem tkanki tłuszczowej na brzuchu!

 

Agata Michalak: No nie wiem, nie wiem – mój brzuch rządzi się zupełnie innymi prawami niż reszta ciała i muskulatury. Kiedy patrzę w odpowiednim świetle i koniecznie o poranku, wydaje mi się, że rysuje się tam jakiś mięśniowy konkret. Kiedy indziej zaś już nie mam takiej pewności, tym bardziej że waga wskazuje wzrost masy od początku roku – pocieszam się tym, że głównie mięśniowej. Na pewno wszystkie kulinarne grzeszki najszybciej dają o sobie znać właśnie na brzuchu – nie wiem, czy to oznaka zdrowej muskulatury, czy wręcz przeciwnie. Ktoś rozwieje moje wątpliwości?

Ćwiczenia na brzuch, które serwują nam trenerki zarówno w ramach fitbaletu, jak i ogólnorozwojowego treningu Oh Girls, zawsze mają dla mnie jeden murowany efekt – zakwasy w mięśniach szyi. Nieświadomie ciągnę bowiem górę ciała, właśnie napinając szyję. Pomagają tylko ciężarki, które nadają ciału odpowiedni pęd. Staram się o tym pamiętać i napinać co innego, ale i tak zawsze brzuszki dają u mnie ten komiczny efekt uboczny!

 

Basia Starecka: Długo wydawało mi się, że brzuch kompletnie ignoruje moje sportowe starania. Łydka zdążyła napiąć się jak cięciwa, nad kolanem wyrósł czworogłowy, pupa dawno podskoczyła do góry, a nawet zarysował się jakiś mały bicek! Brzuch natomiast ani drgnął. Do czasu. Zabrał się do tego mój nowy trener, eksdżudoka Grzesiek. Do sprawy podszedł metodycznie. Wydłużył mi serie ćwiczeń i zwiększył ciężary. Teraz martwy ciąg robię nie z 20-, ale 27-kilogramowym obciążeniem w 3 seriach po 30 powtórzeń. Prócz brzucha pracują także plecy, co zawsze cieszy. Samych brzuszków robię natomiast 30 powtórzeń w 5 seriach. Nie muszę dodawać, że wnętrza trawią mi wtedy ognie piekielne. Grzesiek pokazał mi jednak dobry sposób, jak się ich na chwilę pozbyć, by móc chociaż dokończyć serię. Otóż trzeba odsapnąć, będąc na górze, w siadzie, a nie leżąc na macie. Jeszcze większy relaks przynosi obrócenie się po zrobionym ćwiczeniu na brzuch i powolne odginanie się do góry na wyprostowanych rękach, tak by biodra pozostały na macie. W trakcie tego ćwiczenia brzuch wciąż pracuje, ale przy okazji się rozluźnia. Ta pozycja przypomina mi nieco kobrę, którą znam z jogi. Efekt? Mój brzuch wciąż zasłania zimowa kołdra, ale już nie gładka, tylko pikowana!

 

Kasia Stadejek: Nie wiem, jakim cudem, ale z silnymi mięśniami brzucha chyba się urodziłam. W podstawówce wygrywałam nawet turnieje brzuszków, co ratowało mnie przed nędzną oceną z wuefu. Dlatego też zawsze lubiłam chodzić na zajęcia typu „fitbrzuch” – w końcu byłam w czymś dobra – i mimo ostrego godzinnego pompowania rzadko kiedy miewałam zakwasy. W nawyk weszła mi też poranna setka spięć, czasem dołączam do tego ćwiczenia na mięśnie skośne. Niestety, nawet tysiąc brzuszków nie zlikwiduje tłuszczu, dlatego mocne mięśnie nie oznaczają brzucha płaskiego jak deska. Nad dietą w miarę możliwości pracuję, ale z ćwiczeń tego typu płynie jeszcze jedna korzyść – wzmacniają mięśnie kręgosłupa. O dziwo, ma to całkiem duże znaczenie przy wszystkich innych aktywnościach – na balecie łatwiej trzymać wdzięczny pion, jazda rowerem nie męczy, a siedzenie przy komputerze czy podczas długiej podróży autobusem nie wykańcza pleców. Tak więc zamierzam kontynuować codzienne brzuszki, chociażby miały być tylko sztuką dla sztuki.

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: