Małgorzata Białecka: Lepiej być lekkim - KUKBUK

Małgorzata Białecka: Lepiej być lekkim

Co trzeba jeść, żeby wygrać igrzyska? Odpowiada żeglarka, reprezentantka Polski w windsurfingu i mistrzyni świata w klasie olimpijskiej RS:X.

Rozmawiała: Basia Starecka
Zdjęcia: materiały promocyjne


malgorzata bialecka kukbuk wywiad

Pamiętasz swoje początki na desce?
Ten sport na początku jest frustrujący, wpada się ciągle do zimnej wody. Nie każdy od razu rozumie, o co chodzi z tym wiatrem, najlepiej zatem robić to pod okiem instruktora. Dwie-trzy lekcje zazwyczaj wystarczą, żeby stanąć na desce. Potem zaczyna się zabawa, pierwsze zwroty, pierwszy ślizg, pojawia się coraz więcej satysfakcji.

Kiedy zaczęłaś uprawiać sport?
W wieku 14 lat. Od dziecka spędzałam wakacje w rodzinnym domku na Kaszubach, gdzie ojciec pływał amatorsko na desce windsurfingowej. Czasami z siostrą brałyśmy jego deskę i pływałyśmy na niej z wiosłem od kajaka, raczej po to, żeby się opalać [śmiech]. Tata zaczął mnie wtedy trochę uczyć, a potem zapisał do Sopockiego Klubu Żeglarskiego. Pierwszy rok spędziłam w UKS-ie: grupie dla najmłodszych dzieci. Dobrze mi szło i to było motywujące, bo ja jestem taka, że zawsze przykładam się w 100% i lubię być we wszystkim najlepsza. To podejście pozwoliło mi wytrwać w trudach treningów.

Pamiętam, że do szkoły chodziłam z wielka torbą, w której miałam pianki i trapez do pływania, stamtąd jechałam na trening pociągiem, a do domu docierałam na dwudziestą pierwszą. I tak 3 razy w tygodniu od poniedziałku do piątku. W weekendy jeździłam do klubu rowerem – 14 km w jedną stronę. To było wymagające, ale budowało charakter.

Jak wygląda twój dzień teraz?
Zimą większość czasu spędzam na zgrupowaniach lub regatach w cieplejszych krajach. Latem sporo trenujemy nad naszym polskim wybrzeżem ale wszystko i tak warunkują miejsca i terminy najważniejszych startów. W tym roku np. Mistrzostwa Świata są w Tokio, dlatego tam spędzimy prawie cały sierpień i wrzesień, żeby jak najlepiej rozpoznać akwen i zaaklimatyzować się do tamtejszych warunków. Pomiędzy specjalistycznymi sesjami na desce dużo trenujemy nad ogólnym przygotowaniem fizycznym. Jeśli jestem w Polsce i nie pływam, bo jest za zimno, to po śniadaniu często biegam albo jeżdżę na rowerze. Trzy razy w tygodniu idę też na trening funkcjonalny i siłowy do Rehasport Clinic, które mieści się w Ergo Arenie, wielkiej hali sportowej na granicy Gdańska i Sopotu. Po treningu jest jeszcze rozciąganie, jakiś masaż. Na szczęście mieszkając w Sopocie mam wszędzie blisko, więc dużo też odpoczywam w domu.

malgorzata bialecka kukbuk wywiad

Musisz trzymać wagę, kontrolować to, co jesz?
Nie mam z nią na szczęście problemu, wręcz powinnam przytyć, bo jestem za mała do swojej dyscypliny. Ale ja czuję się lepiej ze sobą, kiedy jestem szczuplejsza, taka wyżyłowana, więc trochę tak, zwracam uwagę na to, co jem. W moim sporcie na szczęście nie ma kategorii wagowych. Chciałabym być nieco wyższa, optymalne jest 170 centymetrów wzrostu i 60 kilogramów wagi – takie parametry predestynują do windsurfingu. Lepiej być lekkim.

A liczy się wiek?
To sport raczej dla dojrzałych ludzi, bo liczy się doświadczenie, ale każdy może go uprawiać. Ja jestem w seniorach, w których są i 18-latkowie, i 30-latkowie. Wiek 28-32 lata jest najlepszy dla windsurferów. Ja, żeby zostać mistrzynią świata, musiałam trenować ponad 10 lat.

Kiedy nie pływasz, to jeździsz na rowerze.
Uwielbiam to! Należę do amatorskiego teamu kolarskiego Trek Gdynia, ścigamy się trochę. Fajne jest to, że mogę do tego podejść na luzie, bo na desce ścigam się tylko na serio. To już nie jest zabawa – liczą się wyniki, a co za tym idzie, perspektywy na przyszłość. Jeśli nie będzie wyników, nie dostanę się do kadry i nie będę miała finansowania. Zawsze jest walka o być albo nie być, o stypendium, bo za moją codzienną pracę nad sobą nikt mi nie płaci. Dlatego windsurfing traktuję bardzo poważnie, to po prostu mój zawód.

Co cię trzyma przy desce?
Lubię rywalizację i ciężki trening też, a żeglarstwo to moim zdaniem najpiękniejszy sport. Wokół są zawsze fajni ludzie i jeśli się lubi podróżować, to jest to całkiem przyjemna praca. Zwykle nie mamy czasu na zwiedzanie ale samo latanie po świecie i trening czy zawody na różnych kontynentach są super. Tyle że nie zawsze jest piękna pogoda. Czasami o zwycięstwo i puchar walczy się w deszczu czy gradzie. Uprawianie żeglarstwa nie opiera się tylko na formie fizycznej zawodnika, jest też zależne od warunków zewnętrznych – i nigdy do końca nie da się przewidzieć jak potoczy się rywalizacja. Bywa, że to wiatr „rozdaje karty”. Gdy wieje nierówno, szkwaliście, kolejność na mecie w pojedynczym wyścigu jest czasem wynikiem przypadku ale przy 5-6 dniach rywalizacji i po 10-12 wyścigach, na pewno najlepsi nie stoją na podium przez przypadek. Tu sprawdza się powiedzenie, że „Szczęście i tak zawsze sprzyja lepszym” (śmiech).

malgorzata bialecka kukbuk wywiad

Ile sprzętu zużywasz w sezonie?
W zeszłym miałam cztery deski, pięć masztów i siedem żagli. To bardzo dużo ale często jest tak, że mimo, że dana deska jest nowa, to niestety fabrycznie ma złą konstrukcję i jest po prostu wolna. Nie da się tego zobaczyć goły okiem. Wszystkie deski, na których się ścigamy, są teoretycznie identyczne ale żeby dobrać taki zestaw, który będzie pływał szybko, musimy testować bardzo dużo sprzętu. Gdybym nie była w kadrze, nigdy bym tego sportu nie uprawiała, jest po prostu za drogi.

Dzięki różnym programom szkoleń dla dzieci, żeglarstwo z roku na rok staje się coraz bardziej dostępne ale cały czas można powiedzieć, że jest to sport elitarny. Dla porównania w Wielkiej Brytanii czy we Francji nauka żeglarstwa odbywa się w szkole, w ramach obowiązkowych lekcji.

Twój ulubiony trening to…?
Trening specjalistyczny na wodzie jest bardzo zróżnicowany. To, jakie wykonujemy ćwiczenia, często zależy od wiatru, zafalowania i specyfiki danego akwenu. Bardzo lubię wyścigi treningowe, element rywalizacji zawsze jest dobrą motywacją w treningu. Oprócz pływania bardzo dużo jeżdżę na rowerze szosowym i MTB. Ostatnio sporo czasu spędzam w Tatrach, biegając po górach. To świetny trening wytrzymałościowy, a przy okazji możliwość, żeby poukładać myśli, oderwać się od codzienności i podelektować ciszą oraz spokojem.

Co znajdziemy w twojej lodówce?
Nie ma mnie w domu około 250 dni w roku, ale należę do osób, które raczej regularnie robią zakupy i trochę gotują. W mojej lodówce zawsze jest sporo warzyw, masło, są jajka, często jakaś ryba. Kasza jaglana i owoce co prawda nie leżą w lodówce, ale bez tych produktów nie wyobrażam sobie śniadania. Oczywiście do tego musi być dobra kawa z odrobiną spienionego mleka.

Masz jakieś ulubione produkty, po których czujesz przypływ energii?
Strasznie dużo kawy potrafię wypić. Sama mielę, parzę, rozpuszczalnej nie tykam. Czasami dodaję do kawy kardamon i miód. Nałogowo piję też imbir z cytryną i miodem oraz herbatę z goździkami.

Nie lubię deserów, wolę tłuszcz. Awokado, orzechy, ryby. Gdy widzę tłustą rybę, szczególnie po treningu, potrafię się na nią rzucić z apetytem.

Lubię wszystko zalewać oliwą. Wydaje mi się, że to kwestia uzależnienia – gdy organizmowi nie dostarcza się cukru, to tłuszcz zaspokaja apetyt. Często mam buraki w piekarniku. Piekę je oddzielnie, w sreberku, a uwielbiam zjadać tylko z awokado i odrobiną szczypiorku.

Więcej o tym, co Małgosia Białecka trzyma w lodówce, w magazynie KUKBUK Harce <<kliknij i kup>>

 

© KUKBUK 2017