1. Jeść, ale nie tyć - KUKBUK

1. Jeść, ale nie tyć

Trzy kobiety i jedno wyzwanie – jeść, ale nie tyć. Agata, Basia i Kasia z redakcji KUKBUK-a chyba wiedzą, jak to zrobić.

Wstały od stołu

TYDZIEŃ

1


Zdjęcia: Bartek Szmigulski,
Ola Wiechnik


wstaly_od_stolu_kukbuk

W naszej pracy jesteśmy szczególnie narażone na ryzyko tycia. To ze względu na nieustanne podjadanie – codziennie na redakcyjnych biurkach pojawiają się słodycze i różne wysokokaloryczne smakołyki. Chcemy zapanować nad swoim niekontrolowanym apetytem oraz popracować nad sylwetką. Postanowiłyśmy zatem, że co tydzień będziemy zdawać wam relację z naszych zmagań – jak walczymy o lepszą kondycję i zdrowie. Może uda nam się w ten sposób zmobilizować nie tylko siebie, ale i was?

Agata Michalak: Melduję wykonanie trzystu procent normy! W tym tygodniu, dzięki zmobilizowaniu dwóch jednostek współtrenujących, udało się zwiększyć liczbę wyjść na bieganie w tygodniu z jednego do trzech. Planuję tę tendencję utrzymać, bo po zimie i dość leniwej wiośnie czas w końcu porządnie się zaangażować. W sumie przebiegłam ciut ponad dwadzieścia kilometrów w dobrym towarzystwie (również psim), eksplorując przy tym południowe zakątki Łazienek i ścieżkę nad Wisłą, oznaczoną jako rezerwat Natura 2000. Odkryłam rozgrzewkę porządnie aktywizującą mięśnie pośladków, więc już niedługo będę jak Jagienka z „Krzyżaków”! Chciałabym do lipca biegać około dwudziestu pięciu kilometrów tygodniowo. Mam też ambicję, by pod koniec sierpnia przebiec półmaraton, więc w wakacje długość tras na pewno się wydłuży!

wstaly_od_stolu_kukbuk
wstaly_od_stolu_kukbuk
wstaly_od_stolu_kukbuk

Basia Starecka: Środowy i czwartkowy wieczór upłynął mi w kompletnie nieromantycznych okolicznościach, bo w otoczeniu spoconych pach i ciepłych oddechów. Tak, udało mi się dotrzeć na siłownię, mało tego, wykonałam nowe, intrygujące ćwiczenia, przy których o mało nie urwałam sobie pośladków. Już wiem, dlaczego noszą nazwę martwych ciągów. Na szczęście nad moim życiem czuwał trener Piotrek, od czasu do czasu mrucząc pod nosem „Ale bieda” i w newralgicznych momentach łapiąc sztangę. Nie wiem, o co mu chodziło, pakowałam równie poprawnie technicznie – choć pewnie z mniejszym obciążeniem – jak panowie obok. Spociłam się też jak mysz, wymachując kettle’em z przysiadu spomiędzy nóg do wyprostu w kierunku nieba. Ach, jaką miałam ochotę puścić tę kulę armatnią przed siebie (jest taka dyscyplina, że czymś się rzuca, prawda?), ale się powstrzymałam. Wykupiłam karnet, nie chcę go stracić. W niedzielę zaś, w przerwach pomiędzy podjadaniem truskawek a łowieniem ryb w nadwiślańskich chaszczach, udało mi się zmobilizować całą rodzinę do biegania. Nawet naszego starego psa. Po bieganiu rozciągałam się jak zwykle, ale prawa noga od paru dni nie chce się do końca wyprostować. Będę wdzięczna za podpowiedź, jak ją odzyskać, bo chciałabym zostać przy trzech treningach tygodniowo, a nawet zwiększyć je z czasem do czterech. Zatem noga może się jeszcze przydać!

Kasia Stadejek: Po włoskich wakacjach nocami śniły mi się skąpane w sosie makarony i wielkie bryły pecorino, więc do treningów przystąpiłam ze zdwojoną energią. Aż trzy razy zawitałam na siłownię, gdzie zachęcana posapywaniem mokotowskich siłaczy, intensywnie ćwiczyłam mięśnie brzucha, pośladków i ramion. W ramach treningu aerobowego siódme poty wyciskałam na stepperze i bieżni. Chcę utrzymać tę częstotliwość i wydłużać dystanse (z obecnych ośmiu-dziesięciu do piętnastu kilometrów), żeby pod koniec lata razem z naczelną dobiec do mety półmaratonu! Niestety, im cieplej, tym trudniej przychodzi mi sznurowanie butów do biegania. Dużo prościej jest upiec ciasto z rabarbarem i zabrać je na piknik, lato przecież takie krótkie… Głos sumienia dodatkowo zagłuszam szumem rowerowych kół. Gdy akurat nie pada, po Warszawie poruszam się na rowerze, za ewentualne sportowe grzeszki będę więc obwiniać pogodę! W tym tygodniu zajęcia pilatesu przegrały, o ironio, z warsztatami kulinarnymi; mam nadzieję to nadrobić w tym tygodniu. Moim celem jest przy wyprostowanych nogach dotknąć całymi dłońmi podłogi – to plan do zrealizowania w te wakacje. Na szpagat daję sobie trochę więcej czasu!

 

Zdjęcia: Bartek Szmigulski, Ola Wiechnik

© KUKBUK 2017