Castagnole - KUKBUK

Castagnole

Uwielbiam łazić po Rzymie z jedzeniem w ręku. Zresztą inaczej się nie da! Tu kusi piekarnia, tam cukiernia, o, a tu targ!
Blogi

Blogi


Przepis na castagnole

I kończy się tym, że mam w jednej kieszeni ciasteczka słodkie, w drugiej słone, w torbie pomarańcze, a usta zajęte przeżuwaniem! No, nie umiem obejść się smakiem!

 

Tym razem uwiodły mnie nie tylko rzymskie przysmaki. Ciasteczka, takie niby słodkie, ale z wyraźnym chlebowo-winnym posmakiem, robione na bazie czerwonego wina były pyszne. Kupiliśmy je w niezawodnej piekarni na Campo dei Fiori razem z nadziewanymi oliwkami. Cudowne były też piersi świętej Agaty zakupione pod domem, gdzie przycupnął sklepik ze wszystkim, co sycylijskie. W drugiej kieszeni wylądowały galaretki z sycylijskich cytryn i inne, z czerwonych pomarańczy. Do tego sfogliatelle prosto z Sorrento, słodkie i cynamonowe!

 

Ale najbardziej zaintrygowały mnie małe kuleczki o nazwie castagnole. Wcześniej ich nie zauważyłem, więc przypuszczałem, że jest to przysmak karnawałowy. Trop z karnawałem okazał się strzałem w dziesiątkę.

Nazwa pochodzi od kasztanów, bo rozmiar i kolor faktycznie przywołują na myśl jesienny przysmak.

Po drodze do Palazzo Spada wypiliśmy kawę i w ramach włoskiego śniadania kupiliśmy torebkę castagnole. Szczerze mówiąc, nie wiem, co tego dnia zdziwiło mnie bardziej: czy perspektywa Borrominiego w Palazzo – sztucznie wydłużony za pomocą architektonicznych trików korytarz, który mimo że ma jakieś pięć metrów, wygląda, jakby był co najmniej dziesięć metrów dłuższy – czy jednak smak castagnole. Bo wyglądają jak małe pączki i takiego pączkowego smaku też się spodziewałem, a tu niespodzianka. Kruche ciastko z delikatnym środkiem, o mocno pomarańczowym aromacie. Szok!

 

Przepis okazał się prościuteńki.

 

PS

1. Tych, którzy śledzą moje przygody z Caravaggiem informuję, że tym razem się udało, w końcu! Weszliśmy do kościoła Santa Maria del Popolo. Co prawda za drugim razem, ale obraz wisiał na ścianie, nie podróżował po Europie i nie był w konserwacji. Jest piękny!

2. A dla Italofili mam informację! W tej chwili w księgarniach, leży cudowna książka o Rzymie, to grube historyczne tomiszcze, które czyta się jednym tchem i z nieustannym uśmiechem na tworzy, bo autor ma wyjątkowe poczucie humoru. Książka nazywa się „Rzym” i napisał ją Robert Hughes!

© KUKBUK 2017