Weekend w Brukseli - co i gdzie zjeść - KUKBUK

Weekend w Brukseli – co i gdzie zjeść

Do Brukseli miałem jechać, by oglądać dzieła flamandzkich mistrzów, bo kulinarnie stolica Belgii nie kojarzyła mi się prawie z niczym. Jeszcze jednak w samolocie, zastanowiwszy się nieco, uświadomiłem sobie, że gofry, piwo, frytki i do tego czekoladki to całkiem spory dorobek jak na tak mały kraj.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

przewodnik po brukseli 11

Plan co do malarstwa miałem opracowany w najmniejszych szczegółach, dołączył jednak do niego drugi, konkurencyjny – jedzeniowy. I tak miotałem się między Boschem i frytkami, w prawo ciągnęli mnie Breughelowie, Młodszy i Starszy, a w lewo praliny. Na szczęście zrealizowałem oba plany! Ten kulinarny w całej rozciągłości, ten z mistrzami malarstwa prawie, bo do kompletu zabrakło Adoracji Mistycznego Baranka Huberta i Jana van Eycków z ołtarza w Gandawie. I to tylko dlatego, że choć gandawska katedra była otwarta, ołtarz zastaliśmy zamknięty na głucho. W sobotę o siedemnastej. Wstyd mi za was, drodzy Belgowie – wybaczyć wam mogę 16 stopni w sierpniu, deszcze zalewające ulice i moje plecy, nawet informację kolejową czynną tylko do siedemnastej, ale Mistycznego Baranka nie! Ołtarz to ołtarz – zamykać go w kaplicy, zasłaniać metrami materiału to grzech! Dodam, że ciężki, moim zdaniem. Weźcie przykład z Włochów. Caravaggia w rzymskich kościołach można odwiedzać, kiedy się komu zamarzy. Dzieła sztuki nie zużywają się od patrzenia! Kiedy to zrozumiecie, skontaktujcie się ze mną przez redakcję. Może przyjadę jeszcze raz…

Efekty moich kulinarnych wycieczek są za to całkiem niezłe.

przewodnik po brukseli 5

Gofry w Belgii to cudo. Nie wiem, jak oni to robią, ale ten syrop cukrowy w środku to szał. Czasem nawet chrupie w zębach. Można gofra złapać w locie między jednym muzeum a drugim – i to też jest wielka zaleta. Mój ulubiony food truck stoi w Brukseli, na Place Royale, obok Królewskich Muzeów Sztuk Pięknych ze wspaniałą kolekcją malarstwa. W okolicy jest też Muzeum Magritte’a i Instrumentów Muzycznych, więc dla każdego po gofrze i po bilecie!

Po wizycie w muzeum coś dla ciała. Moje ulubione miejsce w Brukseli to Le Fontainas na Rue du Marché au Charbon 91. Piękne wnętrze, rewelacyjny ogródek w cieniu pięknego barokowego kościoła, świetna muzyka i selekcja piw, bo piwo w Belgii pije się od rana. Na lekkim rauszu można ruszać dalej, by zwiedzać i jeść jednocześnie.

przewodnik po brukseli 3
przewodnik po brukseli 3b

Jeśli chodzi o czekoladki: Méert, którego sklep można znaleźć w Galerie du Roi, to mój numer jeden. Za jaśminową pralinę w gorzkiej czekoladzie należy im się Nobel, Pulitzer i Nike naraz. To jest poezja w czystej postaci. To są anielskie chóry, to jest lepsze niż gofry i frytki razem wzięte! Ta pralina jest po prostu jak seks!

przewodnik po brukseli 1
przewodnik po brukseli 2

Pod tym samym adresem, w lokalach obok, bo Galerie du Roi to pasaż handlowy, znajdują się dwa inne rozkoszne przybytki. Sklep Pierre’a Marcoliniego wygląda jak butik z bardzo drogą biżuterią. Ceny nie należą do najniższych, ale po skosztowaniu eklera z kremem waniliowym rozpłynąłem się z wrażenia i w mig zapomniałem o wysokości rachunku.

Neuhaus ma ceny nieco niższe, co nie znaczy, że niskie. Tu zakupiłem praliny i znów okazało się, że te z kwiatowym nadzieniem są najlepsze. Przepis na czekoladę z nadzieniem fiołkowym firma pielęgnuje od lat 40. XX wieku – i chwała jej za to. Majstersztyk!

Przed obiadem proponuję wizytę w kawiarni. Wiem, Włosi byliby oburzeni, ale taką ilość czekolady trzeba przepłukać gorzkim naparem, inaczej nie da się w człowieka nic wcisnąć. Cirio, obok budynku giełdy, ma piękne secesyjne wnętrze. Nieco przykurzone, ale nadal pełne uroku. Mimo że lokal nosi włoską nazwę i pewnie pierwszy właściciel też był z Italii, nie pozwalają tu na wychylenie filiżanki espresso przy barze. Dziwaki!

przewodnik po brukseli 14

Żeby nieco zgłodnieć, proponuję wizytę na targu staroci. Na Place du Jeu de Balle siedem dni w tygodniu uwijają się antykwariusze i handlarze starzyzną. Sporo śmiecia, ale można wyszperać perełki. A jeśli komuś się nie uda, może na pocieszenie zajrzeć do piekarni Les Nouveaux Délices de l’Orient na Rue Blaes. Oprócz klasycznych eklerów i makaroników można tu spróbować świetnej baklawy.

Gotowi na obiad? Proponuję nuddle. W Au Bon Bol kluski powstają na oczach gości siedzących przy barze. Sporo stolików jest na piętrze, gdyby zabrakło miejsca na dole i przed lokalem. Proste, sycące jedzenie. Jest mięsnie, a jeśli ktoś nie ma ochoty, dostanie też wersję wege. Ja jestem na tak!

przewodnik po brukseli 7

Po obiedzie można wpaść do Fin de Siècle na Rue des Chartreux 9. To „imprezownia” w dobrym stylu. Manu Chao w głośnikach. Kurzu więcej niż w Cirio, ale nie sposób odmówić temu miejscu uroku. Za dnia można nawet coś przekąsić, ale też napić się piwa. Duvel i Chimay są super!

przewodnik po brukseli 8

Będąc w Brukseli, nie można ominąć Manneken Pis. Malutka fontanna jest dokładnie naprzeciw jednego ze sklepów Godivy. Ta założona w 1926 roku wytwórnia czekoladek słynie ze świetnej jakości i smaku, więc jeśli macie jeszcze choć odrobinę miejsca, skosztujcie.

przewodnik po brukseli 4

Czas na kolację. Do Volle Gas warto się wybrać na mule z frytkami. Wielki gar z małżami po marynarsku albo w białym winie, albo ze śmietaną i z czosnkiem kosztuje tu 20 euro i trzeba sporo sił, by opróżnić go do dna. W wielkich szklankach podają tu świetnego witbiera Hoegaarden. Do kolacji jak znalazł!

przewodnik po brukseli 11

Coś słodkiego przed snem? Jeśli tak, to koniecznie z Dandoy. Na Rue au Beurre 31 piecze się wspaniałe maślane ciasteczka i coś na kształt pierników. Kruche, słodkie i aromatyzowane skórką cytrynową uwiodły mnie od pierwszego kęsa. Koniecznie!

Pękacie już? Nie moja wina! Stare przysłowie mówi, że do Brukseli nie jedzie się na pięć dni, ale po pięć kilogramów. Sprawdzę, gdy wrócę!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: