Torta di fichi freschi - KUKBUK

Torta di fichi freschi

Przepis na tartę ze świeżymi figami i kruszonką.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

ciasto z figami kukbuk

Mam hopla na punkcie fig! Świeżych zwłaszcza! Figi to w zasadzie pierwsza rzecz, którą kupiłem we Włoszech!

„Kawy!”, ryczałem. „Kawy!” Siedziałem w samochodzie i zastanawiałem się, kiedy w końcu zatrzymamy się na odrobinę kofeiny, bo ranek dawno minął, a my zmierzając do Toskanii, zbliżaliśmy się już do Padwy. „Święty Antoni był z Padwy”, próbowałem wątków religijnych. „O! Kochanowski tu studiował, a my możemy się tu kawy napić!”, sięgnąłem po argument historycznoliteracki. O dziwo, zadziałał! Po chwili parkowaliśmy auto, głowiąc się, czym różni się miejsce oznaczone na asfalcie linią niebieską od tych oznaczonych na biało i żółto. (Nadal sobie z tym nie radzę!) Chwilę potem zmierzaliśmy w kierunku bazyliki pod wezwaniem świętego od rzeczy zgubionych, a ja w ręku trzymałem pudełko fig, kupione jeszcze przed kawą! Zatopiłem zęby w pierwszej i usłyszałem rodzinną mantrę: „Żółtaczka, żółtaczka!”. Połknąłem i szczerze powiedziałem, gdzie mam żółtaczkę!

ciasto z figami kukbuk

Na targu w Genui pierwsze figi, apulijskie, połykałem bez wahania, kiedy Przemek jeszcze za nie płacił. „Żółtaczka”, powiedział do mnie, a „Grazie mille” – do sprzedawcy! A potem zaczął polewać figi wodą mineralną z butelki.


„No tak, zimna woda na pewno zmyje całą żółtaczkę”, pomyślałem i wyjadłem resztę z pudełka z czystym, by tak rzec, sumieniem.


 

W Wenecji w październiku można kupić figi tureckie. W sklepach. Za pieniądze takie jak w Polsce mniej więcej, czyli stanowczo za duże! Figi rosną jak grzyby po deszczu na krzakach, które, zdaje się, byłyby w stanie nawet na pustyni wytrzymać. Widziałem już owocujące drzewa w bardzo absurdalnych miejscach. Dachy, skały, parapety i skarpy oraz plaże wszelkiej maści, piaszczyste i kamieniste. Bajońskie sumy nie powstrzymały mnie jednak. Dwie godziny później w Castello straganiarze sprzedawali owoce włoskie, za połowę ceny z centrum Najjaśniejszej. „Może Wenecja powinna zmienić nazwę na Najdroższa…”, zastanawiałem się z rękoma pełnymi fig. Godzina też chyba była pełna, bo niczym hejnał z wieży Mariackiej, za moim uchem rozległo się: „Żółtaczka! Żółtaczka!”. Obsesja jakaś!

 

ciasto z figami kukbuk
ciasto figi kukbuk

Torta di fichi freschi

6-8 porcji n

Mam hopla na punkcie fig! Świeżych zwłaszcza! Figi to w zasadzie pierwsza rzecz, którą kupiłem we Włoszech!

Z mąki, masła i cukru opuszkami palców zagniatamy kruszonkę. Wysypujemy nią tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia i dociskamy do dna i boków, by utworzyć spód ciasta. Pieczemy około 25 minut w 180 stopniach. Musi być złote!

Śmietanę zagotowujemy z przeciętą laską wanilii. Jajka roztrzepujemy z cukrem. Ze strąka wyciągamy nasionka. Wsypujemy je do przestudzonej nieco śmietany. Wlewamy ją do jajek i mieszamy.

Figi myjemy (żółtaczka!) i przecinamy na pół. Owoce układamy na kremie wylanym na podpieczony spód.

Pieczemy około 15 minut.

Z mąki, cukru i masła zagniatamy kruszonkę. Wyciągamy ciasto z pieca. Na środek sypiemy kruszonkę i pieczemy przez kolejny kwadrans, by zrobiła się złota!

PS Przypominam tylko, bo już chyba o tym pisałem. We włoskich sklepach oraz na targach nie używamy polskiego słowa „figa”, bo znaczy zupełnie coś innego, czego w sklepie się nie kupuje – i w dodatku jest to określenie dość wulgarne! Niestety, ja na widok fig wariuję i zawsze huknę, nim pomyślę: „Figa!”. Taki ze mnie Makaroniarz!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: