Torta con castagne e cioccolato - KUKBUK

Torta con castagne e cioccolato

Castagnaccio, ciasto z kasztanowej mąki ze sporą ilością orzeszków piniowych, pierwszy raz jadłem w Mediolanie – kosztowało fortunę, ale było pyszne
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

ciasto kasztanowe kukbuk

Kasztanowe gaje na pograniczu Toskanii, Umbrii i Lacjum zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Jak okiem sięgnąć, w każdą możliwą stronę kasztany. Pod nimi kwitnące właśnie cyklameny, co wydawało mi się lekkim przegięciem – wszak był koniec października. Zmierzaliśmy do restauracji w La Quercia pod Viterbo, nazywającej się Al Solito Posto, czyli Miejsce Zupełnie Zwyczajne. Jak miało się okazać, kuchnia tam była zupełnie niezwyczajna! Droga najpierw wiodła przez przygnębiające tereny porośnięte drzewami z orzechami laskowymi. Wysokie na mniej więcej trzy metry, ale szalenie rozłożyste, zacieniały pobocze równie szczelnie, jak buki całą drogę w Puszczy Bukowej na Węgrzech. Ich liście, ciemne, zupełnie zamykały ciasny horyzont, wszystko było ciemne i niczego oprócz leszczyny nie można było dojrzeć. Nagle krajobraz się zmienił, drzewa zrobiły się wyższe, niebieskie niebo pojawiało się i znikało. Wytrzeszczaliśmy oczy i mimo że była nas w aucie trójka, nie byliśmy w stanie stwierdzić, cóż to za las porasta okolicę. Pod drzewami biegali Włosi z koszykami i coś zbierali. „Pewnie grzybiarze”, powiedziałem, „bo schylają się i coś podnoszą!” Zatrzymaliśmy się na chwilę, podeptaliśmy cyklameny rosnące dosłownie wszędzie, by pod drzewami znaleźć coś, wcale nie grzyby, ale kasztany, jakby nasze, tylko nieco inne: jadalne, jak się okazało. Byliśmy w kasztanowym gaju, albo raju, co kto woli.

 

W tym roku w Rawennie w końcu udało mi się dopaść kwitnące kasztanowce. Rozkwitają mniej więcej w czasie matur, zupełnie jak nasze, ale wydzielają woń o wiele silniejszą i dla mnie szalenie przyjemną.

Miód kasztanowy – uwielbiam pasjami – zwłaszcza z mascarpone (na jesienne smutki działa lepiej niż syrop klonowy).

 

Tym razem zmierzaliśmy jednak nie po strawę dla ciała, ale dla ducha, bowiem na skraju miasta czekało na nas Mauzoleum Teodoryka, wybudowane z istryjskiego kamienia w szóstym wieku. Co więcej, przykryte kopułą z kamiennego monolitu o średnicy jedenastu metrów. Jak i kto tego dokonał, pozostaje zagadką dla historyków.

ciasto kasztanowe kukbuk

Innym razem trafiliśmy na święto kasztanów w Soriano nel Cimino. Całe miasto przystrojono gałęziami kasztanowca, zaś owoce tego niesamowitego drzewa były podstawą menu. Był królik z kasztanami, jesienne minestrone z kasztanami, a na deser ciasto, dla odmiany, z kasztanami. Stragany uginały się pod kasztanowym miodem i wszędzie można było poczuć, jak pachną pieczone kasztany.

 

Jeszcze się do pieczenia Castagnaccio nigdy nie zabrałem, ale kiedy wróciłem wczoraj do domu z woreczkiem pełnym brązowych skarbów, postanowiłem z nich zrobić dobry użytek i upiec ciasto. Kusiło mnie kasztanowe brownie!

 

– Bartek

ciasto kasztanowe kukbuk
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: