Szybki obiad na zabiegany dzień: nociata - KUKBUK

Szybki obiad na zabiegany dzień: nociata

Co i gdzie zjeść, gdy czasu na obiad jest za mało?
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Mentalny Włoch uwięziony w Polsce. Współtwórca nieistniejącego już kultowego baru Miejsce na krakowskim Kazimierzu oraz wciąż prężnie działającego sklepu pod tą samą nazwą z kolorowym designem lat 50., 60. i 70.

nociata kukbuk

Latam jak kot z pęcherzem. Między układaniem menu na warsztaty a pisaniem kolejnego rozdziału książki wysyłam maile do Italii, dzwoniąc jednocześnie na Kleparz, by zamówić mięso. Na samo jedzenie czasu zostaje mi tyle, że albo jem poza domem, albo gotuję coś szybkiego. Coś, czego przygotowanie nie trwa dłużej niż 10 minut.

Ostatni rok był szybki. Czas śmignął jak szalony, a w styczniu jeszcze przyspieszył, dlatego ostatnio nadrobiłem zaległości w odwiedzaniu krakowskich przybytków gastronomicznych, bo jem, jak zwierzę, tam, gdzie mnie głód złapie. Bywa różnie, mówiąc delikatnie, ale mam swoją listę pewniaków. I tak – jeśli głód złapie mnie w mieście – wybieram któryś adres z listy:

  • Pizzeria 00 na Kalwaryjskiej. Szybko, smacznie i po włosku. Karta krótka, do picia wino, woda albo piwo rzemieślnicze. Pizza z ’ndują, pikantną, luźną kiełbasą z Kalabrii, to mój faworyt, i to nie tylko zimą, więc zamawiam, zjadam i wracam do roboty!
  • Twój Kucharz na Zabłociu. Tam gotuje się na bazie dobrych składników i robi się to z sercem, bez zadęcia. Dobra selekcja win zachęca, by przyjść również wieczorem! Ja wpadam zawsze, gdy w karcie pojawia się ramen, bo jest świetny.
  • Zakładka na Podgórzu. Znów smakuje jak na początku, bo ma tego szefa co wcześniej. Luzowana golonka na kapuście z fasolą jest wspaniała i stawia na nogi, zwłaszcza gdy Wisłę skuje lód, a auto trafi szlag w najmniej odpowiedniej chwili. Sprawdzone!
  • Zazie. Lubię i cenię od samego początku ze względu na świetną kuchnię, choć ogromna sympatia do właścicieli i szefa kuchni też mi nie przeszkadza. Na Kazimierzu mój pierwszy wybór od lat.
  • Youmiko Sushi. Odwiedzam zawsze, gdy udaję przed sobą samym, że się odchudzam. Zaczynam od miso – i na tym powinienem skończyć, ale jest tak smacznie, że zamawiam dalej i godzinę później wychodzę, zapomniawszy, że tym razem miało być dietetycznie.
  • Karakter. Tu nawet nie próbuję się oszukiwać, że jestem na diecie. Wybieram, gdy mam ochotę na konkret, bo to konkretne miejsce. W karcie dominuje mięso, i to wcale nie te najbardziej oczywiste kawałki. W styczniu królowały kacze serca i świńskie uszy!
  • Albertina. Trudno wpaść tu na chwilę w ciągu dnia, bo to lokal raczej na dłużej, ale w okolicach Rynku to tam karmią najlepiej. Pokontemplować można nie tylko jedzenie (zwłaszcza odkąd szef poskromił zapędy do kontrowersyjnych ozdób na talerzu) i wino, ale też widok za oknem.
  • Ed Red. To adres nie tylko na steka. Można tam w ciągu dnia wpaść na lunch, zjeść na przykład duszoną łopatkę jagnięcą z kopytkami albo bigos. A potem, w drodze powrotnej, zaśpiewać sobie pod nosem: „Zima ci wszystko wybaczy… przecież bigosu w mym brzuchu nikt nie zobaczy!”.

A jeśli głód łapie mnie w domu, wybieram makaron, bo jest szybki i narobić się nie trzeba. Ostatnio nawet na słodko mi się zdarzyło, co z reguły nie ma miejsca, bo słodkie dania jakoś nie mieszczą mi się w głowie. Kuchnia to u mnie jedyna konserwatywna przestrzeń, dlatego uważam, że słodki to może być deser, ale nie obiad.

Mimo to przepis na makaron z orzechami włoskimi, cynamonem i ze skórką cytrynową, na słodko, zafrapował mnie na tyle, że wracając do domu, kupiłem orzechy, wiedząc, że resztę wygrzebię z zakamarków szafki.

© KUKBUK 2017