Smeriglio al forno - pieczone filety z rekina - KUKBUK

Smeriglio al forno – pieczone filety z rekina

W podobny sposób można też przygotować tuńczyka i miecznika.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

kukbuk krakowski makaroniarz filet z rekina

Żeby wiedzieć, co będzie na kolację, zawróciłem i pognałem do sklepu raz jeszcze, z paragonem w ręce. Sprzedawcy byli przerażeni, a ja poprosiłem tylko o zapisanie nazwy na odwrocie. Fajnie byłoby wiedzieć, co się je. Na paragonie widniało: SMERIGLIO! Dalej nie wiedzieliśmy, co będziemy jeść, ale przynajmniej mieliśmy trop. I ten trop podjęliśmy. Wiedzieliśmy, że mamy rybę. Teraz chcieliśmy wiedzieć jaką. Wyglądała jak miecznik, ale nim nie była. Nie była też tuńczykiem, choć rozmiarem była do niego podobna. Kolorem za to wcale. Poczuliśmy się jak detektywi. Byliśmy w końcu w rodzinnym miasteczku komisarza Montealbano. Przynajmniej w filmie. Scicli, bo o nim mowa, w serialu o komisarzu udaje Vigatę, fikcyjne miejsce, wymyślone podobnie jak komisarz przez Andreę Camillierego. I autor i jego bohater to smakosze. I żarłacze, przepraszam żarłoki. A smeriglio to żarłacz! Z tym że śledziowy, co sprawdziliśmy w googlach zaraz po powrocie do domu. Najdalej na północ wypływający rekin, chyba dobrze, że je tylko śledzie, bo bywa nawet w Bałtyku.

My tym czasem mieliśmy przed sobą trzy porządne filety, pomidory, bazylię, cytryny i olbrzymi głód, po całodziennej wędrówce.

Również google podpowiedziały nam, co można z owym żarłaczem uczynić. W podobny sposób można też przygotować tuńczyka i miecznika.

rekin kukbuk

Smeriglio al forno – pieczone filety z rekina

4 porcje b

Żeby wiedzieć, co będzie na kolację, zawróciłem i pognałem do sklepu raz jeszcze, z paragonem w ręce. Sprzedawcy byli przerażeni, a ja poprosiłem tylko o zapisanie nazwy na odwrocie. Fajnie byłoby wiedzieć, co się je. Na paragonie widniało: SMERIGLIO! Dalej nie wiedzieliśmy, co będziemy jeść, ale przynajmniej mieliśmy trop.

I ten trop podjęliśmy. Wiedzieliśmy, że mamy rybę. Teraz chcieliśmy wiedzieć jaką. Wyglądała jak miecznik, ale nim nie była. Nie była też tuńczykiem, choć rozmiarem była do niego podobna. Kolorem za to wcale. Poczuliśmy się jak detektywi. Byliśmy w końcu w rodzinnym miasteczku komisarza Montealbano. Przynajmniej w filmie. Scicli, bo o nim mowa, w serialu o komisarzu udaje Vigatę, fikcyjne miejsce, wymyślone podobnie jak komisarz przez Andreę Camillierego. I autor i jego bohater to smakosze. I żarłacze, przepraszam żarłoki. A smeriglio to żarłacz! Z tym że śledziowy, co sprawdziliśmy w googlach zaraz po powrocie do domu. Najdalej na północ wypływający rekin, chyba dobrze, że je tylko śledzie, bo bywa nawet w Bałtyku.

My tymczasem mieliśmy przed sobą trzy porządne filety, pomidory, bazylię, cytryny i olbrzymi głód, po całodziennej wędrówce.

Również google podpowiedziały nam, co można z owym żarłaczem uczynić. W podobny sposób można też przygotować tuńczyka i miecznika.

Filety układamy na blasze. Pomidory, cytrynę i liście bazylii rozkładamy równomiernie. Skrapiamy oliwą, solimy i posypujemy pieprzem. Pieczemy 20 minut w dwustu stopniach. Jemy natychmiast, najlepiej z sałatą. A żeby było idealnie, to za drzwiami wiekowa Sycylijka powinna prasując wyśpiewywać stare włoskie szlagiery o miłości. A dookoła powinno stać mnóstwo barkowych kościołów. I powinny kwitnąć oleandry. Tak chyba zaczyna się tęsknota za Sycylią.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: