Sambousek - KUKBUK

Sambousek

Przeszukując śródziemnomorskie wybrzeże palcem po mapie, wpadłem do Libanu, rzuciło mnie z Grecji jeszcze bardziej na południe, a że mam słabość do słodyczy, to sambousek od razu mnie zafrapował.

- Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Mentalny Włoch uwięziony w Polsce. Współtwórca nieistniejącego już kultowego baru Miejsce na krakowskim Kazimierzu oraz wciąż prężnie działającego sklepu pod tą samą nazwą z kolorowym designem lat 50., 60. i 70.

Samobusek kukbuk

Nie wiem, jak w sezonie, ale przed rozpoczęciem wakacji w południowej części Peloponezu niewiele jest do robienia, a do jedzenia niespecjalnie więcej.                              

 

Nie zmienia to faktu, że w tym najbardziej wysuniętym na południe kawałku kontynentalnej Grecji zakochałem się po uszy. Wszędzie albo góry, albo morze, albo nic. Od słońca można oślepnąć, a od zapachu tymianku dominującego nad wszystkimi innymi aromatami – nieco zgłupieć. Rzeczy godnych uwagi z punktu widzenia turysty niewiele. Jaskinia Diros i Aeropolis, stolica regionu; jaskinię przemierza się łodzią, a miasto piechotą, bo z jednego końca na drugi nie jest zbyt daleko. Mistra – miasto i twierdza opuszczona po podboju Peloponezu przez Bizancjum, z funkcjonującym do dziś klasztorem, w którym mieszka pięć, słownie: pięć, mniszek wyszywających piękne poduszki. Płaska i gorąca Sparta tuż obok Mistry, a potem dalej, na południe, już nic. I to nic jest najbardziej fascynujące.


Górskie pustkowie porośnięte makią, gdzie kóz jest więcej niż ludzi. Tych ostatnich widuje się z rzadka, i tylko o poranku. Kozy zaś o wiele częściej, bo ni z tego, ni z owego jakby spadają z gór prosto na jezdnię – znaczy zmieniają pastwisko, wyżej wyjadły wszystko, co rosło między kamieniami.


 

Wzdłuż wyschniętych koryt rzek kwitną oleandry i rozmaryn. I tak powoli z dnia na dzień człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego Bruce Chatwin się tu zaszył i nigdy nie chciał wracać…

 

Z jedzeniem jest jak z ludźmi – widuje się je z rzadka, ale dla odmiany głównie wieczorem. Pojawia się wraz z autem zajeżdżającym do opuszczonych wsi i trąbiącym jak opętane: „Wiedz, przybyszu, można coś kupić!”. Leci człowiek na drogę i okazuje się, że to piekarnia przyjechała, albo warzywniak. W piekarni chleb twardy jak kamień, za to w warzywniaku genialne pomidory i ogórki, papryka też niczego sobie. Feta zaś jest wszędzie i zawsze! I nagle staje się jasne, dlaczego wszyscy wcinają grecką sałatkę. Briam przypomina warzywny gulasz, o którym gospodyni zapomniała i który zostawiła na piecu zbyt długo, więc się rozgotował. Mięsa za to fantastyczne, tu muszę oddać Grecji, co greckie. Wędzony i pieczony boczek rozpływa się w ustach, jest przysmakiem, z którego słynie Mani, ten kawałek Peloponezu wysunięty najdalej na południe, tak zwane Mani głębokie. Pieczone koźlę jeszcze lepsze, zwłaszcza gdy się je poda z pieczonymi ziemniakami i ze szklanką prostego wiejskiego wina. Ale i wina, i mięs na Peloponezie przed sezonem trzeba szukać…


Nie dojada człowiek i nie dopija, a wraca zachwycony!


 

Przeszukując śródziemnomorskie wybrzeże palcem po mapie, wpadłem do Libanu, rzuciło mnie z Grecji jeszcze bardziej na południe, a że mam słabość do słodyczy, to sambousek od razu mnie zafrapował.

Sambousek

4 porcje j n

Przeszukując śródziemnomorskie wybrzeże palcem po mapie, wpadłem do Libanu, rzuciło mnie z Grecji jeszcze bardziej na południe, a że mam słabość do słodyczy, to sambousek od razu mnie zafrapował.

Masło mieszamy z cukrem, używając miksera. Dodajemy stopniowo mleko, a zaraz po nim trochę mąki. Zagniatamy rękami, wsypując partiami pozostałą mąkę. Odstawiamy na chwilę, by ciasto odpoczęło.

 

Orzechy miksujemy blenderem. Kiedy rozdrobnimy je na mniejsze kawałki, wsypujemy cukier i wlewamy wodę pomarańczową.

 

Ciasto wałkujemy niezbyt grubo. Wycinamy dużą szklanką kółka, na środek każdego nakładamy łyżeczką farsz i zlepiamy krawędzie ciasta tak, by powstały pierożki.

 

Pieczemy około 20 minut w 180 stopniach. Posypujemy cukrem pudrem i podajemy!

© KUKBUK 2017