Rzym Krakowskiego Makaroniarza – jak z filmu - KUKBUK

Rzym Krakowskiego Makaroniarza – jak z filmu

Korzystając ze słońca (i sporych podmuchów wiatru) w Rzymie, postanowiłem zrobić sobie spacer śladami dwóch wielkich filmów. Pierwszy to oczywiście „Rzymskie wakacje”, drugi – „Dolce vita”, ale po drodze w mój koncept wdarł się jeszcze jeden, „La grande bellezza”.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

rzym kukbuk

Motto:

Reporter: Które z odwiedzonych miast podobało się Waszej Wysokości najbardziej?

Księżniczka Anna: Każde było… Każde było na swój sposób niezapomniane. Trudno mi… Rzym. Stanowczo Rzym… Do końca życia zachowam tę wizytę w pamięci.

Dziś via Veneto to ulica banków i ambasad. Jednak jeszcze całkiem niedawno, bo mniej więcej 50 lat temu, było to zupełnie inne miejsce. Włoska gospodarka, podkręcona amerykańskimi funduszami, po wojnie wystrzeliła jak rakieta w kosmos. Razem z giełdą rozwijał się cały kraj. Włoscy krawcy i włoska moda przyciągnęli nad Tyber gwiazdy kina. To wtedy właśnie na via Veneto zaczęło się dziać. Z gwiazdami pojawili się kochankowie, mężowie i żony, zwykli naciągacze i cała reszta społeczeństwa, chcąca albo wkręcić się do nowej socjety, albo po prostu podreperować nadszarpnięte wojennym kryzysem ego. Potem przybyli dziennikarze, za nimi fotografowie. I gdy już tak siedzieli, i pili kawę lub wino, dołączyli do nich włoscy intelektualiści – i ni z tego, ni z owego via Veneto stała się centrum życia towarzyskiego oraz ulubionym miejscem wszystkich paparazzi.

Tak nazywa się fotograf, jeden z bohaterów filmu „Dolce vita”, i to od tego obrazu zaczęła się wielka kariera tego słowa. Wymyśliła je podobno Giulietta Masina, żona Felliniego, łącząc dwa włoskie słowa: pappataci (moskit) i ragazzo (chłopak). Tak przynajmniej mówi legenda.

Nic dziwnego, że to na via Veneto właśnie Federico Fellini postanowił kręcić „Dolce vita”. Tak sobie myślałem – do wczoraj. Okazało się bowiem, że w zasadzie cały film został nakręcony w Cinecittà, największym włoskim studiu filmowym, położonym na peryferiach Rzymu. Tylko kilka – dosłownie – scen zostało nakręconych na stołecznych ulicach. Między innymi ta, gdy Sylvia, czyli Anita Ekberg, wychodzi lub wchodzi do hotelu Excelsior – nie pamiętam dokładnie. Nie przypadkiem też via Veneto odegrała rolę w filmie, który bywa określany jako hołd oddany Felliniemu przez Paola Sorrentina. Mowa oczywiście o „Wielkim pięknie”. Konia z rzędem temu, kto nie zapamiętał sceny imprezy na dachu z wielkim logo Martini świecącym w oddali. Film „La grande bellezza” bywa też określany zupełnie inaczej – ale o tym za chwilę.

rzym 1 kukbuk
rzym 1a kukbuk

Drugą sceną nakręconą przez Felliniego w Rzymie była ta, w której Sylvia i Marcello (w tej roli Marcello Mastroianni) używają słynnej fontanny di Trevi jako wanny i chrzcielnicy. Zanim wyjaśnię, o co chodzi z chrzcielnicą, powiem tylko, że producenci bardzo chcieli, by rolę Marcella zagrał Paul Newman, ale Fellini się na to dość kategorycznie nie zgodził. Scena w fontannie była kręcona na samym początku, w marcu, dlatego Anita Ekberg oprócz pięknej sukienki miała na sobie wędkarskie kalosze zwane woderami. W tym jakże romantycznym stroju zagrała z Marcellem jedną z najważniejszych scen filmu i na pewno najbardziej znaną – tyle że znaną jedynie pozornie. Zdaniem filmowych krytyków (spacer odbyłem z Giulią – filmoznawczynią i wielką miłośniczką kina) Anita, polewając głowę Marcella wodą, dokonuje czegoś na kształt chrztu. Zdaniem krytyków w tej scenie Fellini zawarł przesłanie filmu „Dolce vita”, bo jak się okazuje, wcale nie chodzi o słodkie życie pod tytułem: lody, wino, skutery, pizza i dolce far niente. Fellini swoim filmem krytykuje włoskie społeczeństwo za życie pozbawione jakiejkolwiek formy, miałkie i nijakie, a zbawczą rolę przypisuje religii. Tylko ona – zdaniem reżysera – pozwoli Włochom wyjść poza pustkę codzienności.

rzym 2 kukbuk
rzym 2a kukbuk
rzym 2b kukbuk

Kto nie kocha „Rzymskich wakacji”? Nie widzę, nie słyszę! Audrey Hepburn jako księżniczka dziwnego kraju przybywa do Rzymu i tak ją nudzi etykieta, że postanawia się nieco rozerwać. W tym celu w nocy ucieka z ambasady swojego kraju i rozpoczyna wielką rzymską przygodę. Rolę ambasady zagrał Palazzo Barberini. Pałac przebudowany przez dwóch wielkich architektów, którym zawdzięczamy to, jak dziś wygląda Rzym – Berniniego i Borrominiego – jest obecnie siedzibą jednego ze słynnych rzymskich muzeów. Można tu wpaść z miłości do kina, można z miłości do Caravaggia – to tu prezentowane są obrazy „Narcyz” i „Judyta obcinająca głowę Holofernesowi”. Aktualnie miłośnicy kulinariów mogą odwiedzić pałac również po to, by obejrzeć wystawę „Arcimboldo”, poświęconą mediolańskiemu mistrzowi.

Pierwotnie „Rzymskie wakacje” miał wyreżyserować Frank Capra – z nazwiska wnioskuję – reżyser amerykański o włoskich korzeniach. Ostatecznie za kamerą stanął William Wyler i chyba dobrze się stało. A Palazzo Barberini i jego piękne wnętrza zagrały również w filmie Sorrentina. Nocna przechadzka Jepa Gambardelli rozegrała się tu oraz w Palazzo dei Conservatori na Kapitolu.

Mimo Oscara, którego otrzymał reżyser, nie wszyscy w Italii przepadają za filmem „La grande bellezza”. Nieco złośliwie mówi się, że tak naprawdę to plagiat filmu „Dolce vita” – trzeba się dobrze zastanowić, gdzie kończy się hołd, a zaczyna kopiowanie.

Nie podejmuję się zajmować zdania w tym sporze, przyznam tylko, że do „Wielkiego piękna” mam słabość wielką!

rzym 4 kukbuk
rzym 4a kukbuk
rzym 4b kukbuk

Wielka finałowa scena „Rzymskich wakacji” została nakręcona w innym słynnym rzymskim pałacu. Ten powstawał przez 300 lat. Zaczęło się w XV wieku. Na zlecenie papieża Marcina V architekci połączyli istniejące budynki w papieską rezydencję, dodając im splendoru. Przebudowywana i zmieniająca właścicieli przez kolejne stulecia budowla swój ostateczny kształt przyjęła dopiero w 1760 roku, kiedy stała się wspaniałą rezydencją – dziś jest cudownym muzeum. Sam film mieszkańcom Stanów Zjednoczonych pokazał, że romantyczny w Europie jest nie tylko Paryż, oraz przyczynił się do światowej sławy skutera Vespa.

rzym 7 kukbuk

Zdaję sobie sprawę, że to nie wszystkie filmowe miejsca w Rzymie, bo przecież Gregory Peck i Audrey Hepburn jedli lody na piazza di Spagna, a z samej góry Schodów Hiszpańskich spoglądał na miasto utalentowany pan Ripley. Na razie chcę wrócić do Marcella Mastroianniego. Ten wielki miłośnik stołecznej kuchni bardzo często wpadał do matki na klasyczne rzymskie pulpety. Postanowiłem też spróbować nie tyle wpaść do matki Mastroianniego, ile skosztować tego przysmaku. Pewnie moje pulpety nieco różniły się od oryginału, bo część przepisów mówi o mięsie gotowanym, a dziś już nie zapytamy sławnego aktora, jakiego mięsa używała jego rodzicielka. Ja w każdym razie wziąłem surowe.

rzym kukbuk

Polpette alla romana

e

Cebulę siekamy, seler drobno kroimy, marchewkę ścieramy na tarce – przesmażamy je na rozgrzanej oliwie. Doprawiamy goździkami, solą i pieprzem. Kiedy warzywa delikatnie się zrumienią, wlewamy na patelnię passatę i wrzucamy liście laurowe. Dusimy około 20 minut, aż marchewka zmięknie. Doprawiamy ponownie solą i pieprzem pod koniec duszenia.

Szynkę drobno kroimy, czosnek i natkę pietruszki siekamy. Wszystkie składniki pulpetów wrzucamy do miski, mieszamy krótko łyżką, by nie zbić ich ze sobą, a tylko je połączyć. Niewielkie pulpety panierujemy w jajku i bułce tartej i smażymy na małym ogniu, na oliwie. Muszą się zrobić pięknie brązowe.

Podajemy z sosem przygotowanym wcześniej. I jesteśmy prawie jak Marcello Mastroianni.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: