Risi e bisi - KUKBUK

Risi e bisi

Przepis na risotto z groszkiem prosto z Wenecji to idealna propozycja na przywitanie wiosny.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

risi e bisi kukbuk

Moimi przewodnikami po Wenecji zawsze już będą Paola Brunetti, specjalistka od Henry’ego Jamesa, wykładająca na weneckim uniwersytecie i jej mąż Guido komisarz pracujący w tamtejszej komendzie policji. Czy przeszkadza mi, że nie istnieją? Wcale! Co więcej: powiem Wam co jedli tydzień temu, 25 kwietnia!

Tego dnia wypada Festa di San Marco. Odbywają się wówczas regaty z wyspy  Sant’ Elena do Punta della Dogana. To dla sportowców. W bazylice świętego Marka odprawiana jest uroczysta msza. To dla katolików. Mężczyźni biegają z czerwonymi różami i obdarowują nimi ukochane kobiety. To il Bocolo – pączek i jest dla romantyków. A dla smakoszy takich jak Giudo i jego żona jest risi e bisi. Każdy powód jest dobry do odwiedzenia Wenecji, ale myślę, że romantyczni sportowcy, o religijnym usposobieniu i wrażliwym podniebieniu tego akurat dnia powinni Wenecji jednak unikać, by nie zwariować od nadmiaru wrażeń. Jak wyglądał 25 kwietnia w rodzinie Brunettich? Na mszę poszli na pewno, choć raczej potraktowali to jako obowiązek służbowy. Paola ma wśród przodków dożę, więc wraz z ojcem hrabią Fallierem, musiała odstać swoje w bazylice. Komisarz z racji zajmowanego stanowiska też. Regaty ominęli na pewno. Podobnie jak pewne jest to, że Paola dostała czerwoną różę, nawet więcej niż jedną. A potem zabrała się za przygotowanie uroczystej kolacji z okazji święta patrona miasta i podała obowiązkowe primi: risi e bisi. Jakie było secondi nie mam pojęcia. Deser – dolci –  też pozostanie tajemnicą. Ale po deserze był kieliszekgrappy na tarasie i rozkoszowanie się ciepłym wieczorem. Tandeta? Jedni powiedzą: Być może! Inni: No ba! Ale konia z rzędem temu, kto miałby na tyle sił, by tej tandecie powiedzieć: NIE! Jeśli jednak nie byliście przed tygodniem w Wenecji i nie udało się Wam spróbować owego primi zróbcie jak ja. Przygotujcie je sami.

Risi e bisi powinno mieć konsystencję bardziej płynną niż risotto, bo nie wiadomo do końca, czy to risotto czy minestra. Podczas jedzenia rozmyślamy nad losem republiki i jej powolnym upadkiem, by poczuć się jak doża, albo zastanawiamy się jak to jest, że małżonek nienawidzący groszku właśnie go wcina, wtedy czujemy się jak Paola. Niezależnie od opcji rozważań po kolacji wypijamy kieliszek grappy i zanurzamy się w poszukiwaniach taniego biletu do Wenecji, by móc odbyć kolejny spacer trasą komisarza lub jego żony. Nas ostatnio rzuciło  z okolic Uniwersytetu prosto na  Fondamenta San Lorenzo, gdzie pracuje komisarz Brunetti. Przypadek czy intuicja? Dodam, że to odcinek około 4 km. Jeśli zaś nie mamy czasu na podróże włączamy sobie płytę orkiestry Il Complesso Barocco wypijamy kolejny kieliszek grappy i możemy podumać nad faktem, iż dzięki książkom o komisarzu Brunettim Donna Leon utrzymuje barokową orkiestrę, której jedynym zadaniem jest nagrywanie kolejnych płyt z operami Haendla. A jeśli nie lubimy rozmyślać, możemy po prostu wypić kolejny kieliszek grappy i cieszyć się nadchodzącą wiosną i zielonym groszkiem.

Risi e bisi

3 porcje d

Przepis na risotto z groszkiem prosto z Wenecji to idealna propozycja na przywitanie wiosny.

Obrane marchewki i pietruszkę wrzucie do garnka i zalejcie zimną wodą, dołóżcie seler naciowy i nieobraną cebulę przekrojoną na pół i wsypcie łyżeczkę soli. Mniej więcej pół godziny później będziecie mieli gotowy bulion. Ja zawsze zamrażam końcówki rosołu, ale jeśli ich nie mam, taki szybki bulion jest doskonałym i niezbyt pracochłonnym rozwiązaniem. Zwłaszcza, że gdy się gotuje można przygotowywać risotto. Drobno pokrojoną pancettę podsmażamy na maśle z posiekaną cebulą. Gdy się zeszkli dosypujemy ryż. Po chwili zalewamy patelnię bulionem, potrząsamy patelnią, solimy delikatnie, pieprzymy i patrzymy jak ryż wchłania bulion. W połowie gotowania, po mniej niż 10 minutach dosypujemy groszek, posiekaną zieloną pietruszkę i uzupełniamy bulion. I znów potrząsamy patelnią. I znów patrzymy. Gdy ryż zmięknie dokładamy pozostałą część masła, i tarty parmezan. Mieszamy energicznie i podajemy.

© KUKBUK 2017