Pudim de coco com molho de ameixa - KUKBUK

Pudim de coco com molho de ameixa

Skoro ocean daleko, to dobrym pomysłem będzie pudding. Portugalczycy kochają wszelkiej maści desery w formie budyniowo-kremowej
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Mentalny Włoch uwięziony w Polsce. Współtwórca nieistniejącego już kultowego baru Miejsce na krakowskim Kazimierzu oraz wciąż prężnie działającego sklepu pod tą samą nazwą z kolorowym designem lat 50., 60. i 70.

Zachorowałem na ocean! Jakiś czas temu! Lekarstwo mogło być tylko jedno. Należało co najmniej zamoczyć nogę w rzeczonym akwenie, pogapić się w dal, porozmyślać o sensie lub bezsensie istnienia ze wzrokiem utkwionym w bezkresie. Kiedy zapadła decyzja, że jedziemy do Andaluzji, czas jakiś temu to było, posprawdzałem na mapie, gdzie co leży, i stwierdziłem stanowczo: „Kadyks!”. Kadyks to brzmi doskonale i w dodatku w Kadyksie jest ocean. To była szansa na gapienie się w dal! Poszperałem i okazało się, że dokładnie ten kawałek andaluzyjskiego wybrzeża udawał Kubę i to z oceanu w Kadyksie wynurzyła się Halle Berry w filmie „Śmierć nadejdzie jutro”, dwudziestym z kolei odcinku przygód agenta 007. To była szansa podwójna: na ocean i na bycie jak Halle Berry. A nawet więcej – w końcu ujęcie z odcinka numer 20 było cytatem z pierwszego filmu cyklu, „Doktora No”, ze sceny, w której z oceanu wynurza się Ursula Andress. Popkulturowe szaleństwo!


Kiedy pojawiliśmy się w Kadyksie, zachwyciło nas miasto, bo jest przepiękne, ale ocean był w fazie odpływu i wynurzały się z niego głównie małże poprzyczepiane do kamieni.


 

Nogę zanurzyłem w wodzie z pewną dawką smutku, usta zamoczyłem w kieliszku przedniej sherry i pomyślałem z nadzieją jednak, że jeszcze poczuję się jak Bond, albo jak dziewczyna Bonda… bo na razie z tym sherry przypominałem raczej brytyjską królową. Albo M, szefową Bonda. „Ostatecznie nie najgorzej”, pocieszałem się.

Kiedy zapadła kolejna decyzja o zaatakowaniu Atlantyku, tym razem w Lizbonie, przyłożyłem się do tematu. Przewertowałem wykaz lizbońskich plaż, odrzuciłem, ze wstrętem, te dla dzieci i te dla rodzin, poszukując plaży, na której wieje i dmucha, plaży godnej Bonda, plaży, na której dzikie fale porywają dzieci. I znalazłem! Na infolizbona.pl najpierw przeczytałem, że Guincho to mekka surferów („To mi nie przeszkadza”, pomyślałem), a zaraz za nimi wyskoczyła informacja, że w 1969 roku po plaży biegał nie kto inny, tylko Bond, James Bond, ratując świat w szóstym filmie cyklu! „Jedziemy do Guincho!”, krzyknąłem. Chciałem się poczuć jak Bond, James Bond!

 

Najpierw pociągiem, nie żeby długo, jakieś 30 minut, potem przesiadka na autobus. I kiedy tak jechaliśmy wśród willi za miliony euro, zastanawialiśmy się, gdzie i kiedy wysiąść. Miny musieliśmy mieć nietęgie, bo wbrew stereotypowi, że nikt w Portugalii nie mówi po angielsku, kierowca zapytał nas, czego szukamy. Chyba było po nas widać, że nie mamy bogatej ciotki w okolicy. Na hasło „Guincho” uśmiechnął się tylko i pognał autobus. Wielkie wille się skończyły, my przejechaliśmy jeszcze kawałek, kiedy w środku dokładnie niczego kierowca zatrzymał autobus i powiedział: „Guincho!”. I znów się uśmiechnął! Co było robić? Wysiedliśmy, mimo że przystanku żadnego w okolicy nie było. Spojrzeliśmy na prawo, na lewo, krajobraz był iście księżycowy, same wydmy, a pośród nich ścieżka wyłożona deskami, częściowo pokrytymi piaskiem.


Pobiegliśmy nią w dół i trafiliśmy do raju! Ten Bond to ma najlepiej!


 

Nie samą popkulturą jednak człowiek żyje. Skoro ocean daleko, to dobrym pomysłem będzie pudding. Portugalczycy kochają wszelkiej maści desery w formie budyniowo-kremowej. Przepis pochodzi z opiewającej tradycyjną kuchnię portugalską książki, którą obfotografowałem w trakcie lunchu w Café Tati w Lizbonie. Telefon z dużą pamięcią to błogosławieństwo!

 

– Bartek

Pudim de coco com molho de ameixa

6 porcji j n

Skoro ocean daleko, to dobrym pomysłem będzie pudding. Portugalczycy kochają wszelkiej maści desery w formie budyniowo-kremowej

W niewielkiej ilości mleka rozpuszczamy skrobię. Pozostałe mleko razem z mlekiem kokosowym i skondensowanym wlewamy do garnka. Dodajemy rozpuszczoną skrobię. Dokładnie mieszamy i podgrzewamy na średnim ogniu około 10 minut, stale mieszając, aż pudding zgęstnieje. Salaterki natłuszczamy neutralnym olejem i wlewamy do nich pudding. Odstawiamy na parę godzin w chłodne miejsce.

 

Porto mieszamy z wodą, dodajemy cukier i przyprawy. Zagotowujemy. Kiedy zawrze, wrzucamy śliwki i gotujemy je chwilę, do miękkości. Wyjmujemy owoce, usuwamy przyprawy i przez mniej więcej 30 minut redukujemy sos.

 

Pudding delikatnie wyciągamy z salaterek, obracamy do góry nogami (jakkolwiek dziwnie to brzmi) i podajemy z sosem i ze śliwkami

© KUKBUK 2017