Polpette di melanzane - KUKBUK

Polpette di melanzane

Nieduże kulki z bakłażanem najlepiej smażyć na głębokim tłuszczu. Tak jak w Neapolu!
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

baklazan klopsiki kukbuk

Do kulek zainspirowała mnie, ponownie, Sophia Loren. Czas na wersję smażoną. Słoną.

Wstaliśmy o świcie z postanowieniem, że płyniemy na Capri. Po co zimą udawać się na wyspę? Nie mieliśmy pojęcia. Ale ciągnęło nas w tamtym właśnie kierunku. By dostać się do portu, musieliśmy obiec dookoła Castel Nuovo ze względu na roboty drogowe. Truchtając, odwróciłem głowę i powiedziałem: jeśli zdążymy, to znak, że mamy płynąć! A jeśli nie, odpuszczamy, bo to też znak!

Znak, że będzie padało! – usłyszałem w odpowiedzi. Pogoda w styczniu w Neapolu, delikatnie mówiąc, jest różna. Rano świeciło piękne słońce, w połowie drogi do portu – nie był to odcinek specjalnie długi – pogoda nieco się zmieniła. Niebo z błękitnego zrobiło się stalowe. Trzeba było zdać się na los, bo rozsądek nieubłaganie kazał zawrócić. Do hali z kasami wbiegliśmy na minutę przed wypłynięciem i kupiliśmy bilety. Wybiegliśmy na zewnątrz i porównawszy logo na bilecie z logo promu, wybraliśmy ten właściwy. Pośpiech okazał się zbędny. Ruszyliśmy kwadrans później. Stojąc na górnym pokładzie, zastanawialiśmy się, czy Capri w deszczu będzie tak piękne, jak twierdził trzymany w rękach przewodnik. Niebo zrobiło się ołowiane.

baklazan klopsiki kukbuk

Cóż, los tak chciał, pomyślałem i zaciągając się morską bryzą oraz wywiewami z komina promu, wpatrywałem się w Wezuwiusza, posępnego jeszcze bardziej niż zazwyczaj.

Czterdzieści minut później na Capri świeciło bajeczne słońce, sama wyspa – zgodnie z obawami – okazała się nieco przereklamowana. Najlepsze światowe marki odzieżowe po sezonie pozamykały swoje butiki, więc pooglądaliśmy suche liście na podłodze w salonie Balenciaga i snujący się kurz u Chanel. Salvatore Ferragamo zakleił szyby białym papierem i nawet kurzu nie było widać. W pobliskim klasztorze ulokowano muzeum, więc obejrzeliśmy brzydkie obrazy niemieckiego malarza, wielkiego miłośnika Capri. Klasztorny ogród, pozostawiony samopas po kasacie klasztoru, był pełen chwastów i drzew cytrusowych. Część owoców pięknie prezentowała się na drzewie, część dekadencko gniła pod nim.

Zanim udaliśmy się oglądać Arco Naturale, czyli piękny łuk skalny wystający z morza, napchałem do kieszeni mandarynek, bo okazały się cudownie dojrzałe i tak aromatyczne, że grzechem byłoby nie zabrać ich na spacer.

Arco Naturale to przepiękne, warte wędrówki miejsce. Rozsiedliśmy się na ławeczce, pochłonęliśmy owoce i gdy niebo zaczęło zasnuwać się chmurami, prędko ruszyliśmy w kierunku portu. Truchtając, odwróciłem głowę i powiedziałem: jeśli zdążymy, to znak! Znak, że będzie padać! Tutaj! – usłyszałem w odpowiedzi.

baklazan klopsiki kukbuk
baklazan klopsiki kukbuk

Jeśli miałbym wybierać, to z wysp nieopodal Neapolu wybrałbym Procidę. Mniejsza i nie tak popularna jak Capri, zachwyciła mnie całkowicie. Płynie się tam z Pozzuoli, gdzie urodziła się Sophia Loren. Urocze portowe miasteczko przypomniało mi się, gdy wziąłem do ręki autobiografię włoskiej aktorki. Sophia zaczyna swoją opowieść od struffoli, słodkich smażonych kulek, które neapolitanki przygotowują na Wigilię Bożego Narodzenia. Jako że do świąt jeszcze daleko, proponuję co innego. I zaraz wracam do czytania!

baklazan klopsiki kukbuk
baklazan klopsiki kukbuk

Polpette di melanzane

7 porcji j

Bakłażany pozbawiamy końcówek i pieczemy około 45 minut w 200 stopniach do miękkości. Upieczone przekrawamy na pół i odstawiamy do wystudzenia. Zimne delikatnie obieramy i wykładamy na sito, naciskamy, by odsączyć nadmiar wody. Grubo posiekany miąższ mieszamy z jajkami, serem, bułką tartą i ziołami. Doprawiamy solą i pieprzem. Formujemy nieduże kulki, obtaczamy w bułce tartej (można też bez obtaczania) i smażymy, jak to w Neapolu, na głębokim tłuszczu! Podajemy z sosem pomidorowym, takim samym jak do ndundari.

 

Więcej włoskich przepisów Bartka

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: