Mule z kruszonką - KUKBUK

Mule z kruszonką

To proste i smaczne danie przypadnie do gustu nawet tym, którzy do owoców morza mają stosunek sceptyczny.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

mule kukbuk

Czas się przyznać. Nie przepadam za mulami. Owszem, owoce morza robią na mnie wielkie wrażenie, ale jako obiekty przyrodnicze. Serwowane w daniach, wywołują raczej zaciekawienie niż niezdrową ekscytację.

Wyjątek stanowią ostrygi i małże świętego Jakuba. W przypadku tych pierwszych chodzi zapewne o rewelacyjny duet, jaki ostrygi tworzą z musującymi winami, które również uwielbiam, i o Casanovę, który raczył się nimi w każdej możliwej chwili. W przypadku tych drugich wspaniałemu smakowi nie przeszkadza wizja pielgrzymów ciągnących przez całą Europę do Santiago de Compostela i wracających z muszlą zabraną z wybrzeża Atlantyku na pamiątkę i dowód odbytej wędrówki. Jak widać, mam do jedzenia podejście schizofreniczne, oparte na realnych lub wyimaginowanych wyobrażeniach, najlepiej ze stojącymi za tym wszystkim popkulturowymi legendami. A za mulami żadnych legend, żadnych pątników ani żadnych pięknie upadających elit. Ani nawet Casanovy w więzieniu.

Uwielbiam na nie patrzeć, ale z jedzeniem mam tak, że jeśli już muszę – to zjem. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć, jak, mając do wyboru grasicę na przykład albo porządnego bakłażana, można wybrać mule, i to jeszcze z argumentem, że tak wspaniale jest później maczać bagietkę w tym cudownym sosie. Takie mi się podejrzenie nasuwa, że tych muli to nikt nie lubi – i jedynie to, że sos jest cudowny, rozumiem.

Czosnek, pietruszka i białe wino, podbite masłem lub oliwą – to mogę jeść codziennie, ale na litość boską wyjmijcie stamtąd te mule!

wybrzeze kukbuk

Podczas ostatniej wizyty na Sycylii zasiedliśmy do obiadu porządnie spóźnieni, dlatego przystawki stały już na stole, zamawiali je ci, co przybyli punktualnie. Siedzę i patrzę, i oczom nie wierzę: to wszystko pływało wcześniej w morzu.

Chryste, wyszedł im przez weekend cały ser? Nie mają choćby kawałeczka szynki? Warzywa się skończyły? Na rany Jezusa!

Moje bystre oko wyłapało jednak na stole bułkę tartą, tyle że w mulowej muszli. Cozze gratinate to coś, czego sam bym nie zamówił, ale w połączeniu z resztą tego, co było na stole, zdawało się być najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Po zjedzeniu pierwszej okazało się, że znalazłem sposób na to, jak zjadać mule. I myślę, że to idealny pomysł dla wszystkich, którzy za ich smakiem nie przepadają. Małże bowiem przykrywa warstwa bułki tartej i parmigiano reggiano z odrobiną czosnku i pietruszki. Jeżeli do tego doda się kieliszek białego wina, to może się okazać, że mule nie są takie najgorsze.

mule kukbuk

Mule z kruszonką

4 porcje b

Mule starannie oczyszczamy. Na odrobinie oliwy przesmażamy 1 ząbek czosnku i posiekane peperoncino (lub papryczkę chili). Wrzucamy mule, połowę posiekanej natki pietruszki i wlewamy białe wino. Przykrywamy garnek i dusimy przez 2 minuty. Odcedzamy – zachowujemy sos, w którym mule się dusiły. Te, które się nie otworzyły, wyrzucamy, z otwartych usuwamy jedną część muszli.

Z bułki tartej, utartego sera oraz reszty czosnku i natki pietruszki przygotowujemy mieszankę, którą będziemy przykrywać mule w muszlach. Solimy ją do smaku. Wlewamy do niej tyle sosu, w którym dusiły się mule, żeby powstała masa nieco wilgotna, ale nadal sypka. Na muszle nadkładamy łyżką po porcji bułki tartej z czosnkiem i pietruszką. Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i skrapiamy z wierzchu oliwą.

Zapiekamy przez 12 minut w 220 stopniach. Mule są gotowe, kiedy bułczana masa nabierze lekko złotego koloru.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: