Krem z młodych porów, groszku i mięty - KUKBUK

Krem z młodych porów, groszku i mięty

Filiżanka groszkowego kremu z miętą i bryndzą przekonała mnie, że wyjątkowo dobry kierunek obrałam ostatnio w drodze do pracy. Smacznie czasem skręcić.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

krem por groszek mieta kukbuk

Najlepsze, ale też i najgorsze zakupy robi się z pustym żołądkiem. Bo jest dobrze, gdy budzi się nam fantazja na widok rabarbaru i świeżej makreli, ale już gorzej, gdy na głodzie zauważamy jeszcze: kilogram białego sera, młodą kapustę, dwa pęczki szparagów, pierwsze kurki za 65 złotych za kilogram, wiejską kurę, malinowe pomidory i kwiaty cukinii.

Na domiar złego przyjechaliśmy autobusem a nie na wielbłądzie. Ja przy okazji wyrywam uszy damskim torebkom nosząc w nich czerwoną kapustę, jabłka czy arbuzy. Może powinnam przerzucić się już na kraciasty wózeczek na kółkach?

Na bazar trzeba jednak zachodzić, by zorientować się: czy będzie truskawkowy dżem w tym roku (nie zapowiada się), czy więcej robaka w czereśni czy pestki (pestki), a po ile ten bób (nie wiem) i czy kurki już są (są!). Moim drugim centrum informacji sezonowej w mieście są ogródki działkowe, które przemierzam czasami w drodze do pracy.  Sama wtedy przed sobą udaję, że właśnie wyjechałam na wakacje.


Czerpię wiedzę z ogłoszeń wywieszonych na płocie: „sprzedam domowe pomidory”, „pozbędę się sadzonek truskawki”, „mięta do wzięcia!”.


 

I wtedy już wiem jakich argumentów używać w rozmowie z dostawcą, który twierdzi, że jeszcze nie pora na młodego pora. Niedzielne spacery bocznymi drogami do pracy przypominają mi o pięknych nadal, jadalnych kwiatach bzu. Niepokoi mnie jedynie niespotykany dotąd tegoroczny brak mszyc. Czy one jak szczury wietrząc zło zwiały z okrętu? Przypominam sobie, że szczeżuja jest jadalna przynajmniej dla gawrona, który bez cytryny rąbie ją i nią o bruk, i o tym że w taką zmienną pogodę pszczoły nie zrobią miodu z akacji. Przychodzą mi wtedy do głowy różne pomysły – zbieranie mięty nad jeziorkiem, wąchanie dzikiej róży i jaśminu, gryzienie tataraku i kosztowanie lodów koperkowych.

Przyniesiona z bazaru torba strączków zielonego groszku uruchamia lawinę dziecięcych wspomnień. Rwało się, podkradało, włókna wchodziły w zęby, oglądało czy robaka nie ma w środku, smakowało małe słodkie ziarenka, ktoś miał sukienkę w groszki. A jak się wszyscy nagadali, to przyszedł czas na zupę z mięty, groszku i tych młodych porów.

Nasz groszek nie miał zbyt słodkich ziarenek, choć sezon dopiero się zaczyna (słońca w swym krótkim życiu za dużo nie widział). Postanowiłam wykorzystać również łupiny.

PS Lubię korzystać z jednego, mrożonego groszku, bo jest genialny gatunkowo i zamrożony w idealnym, słodkim momencie. Bawią mnie zaskakujące nazwy odmian groszku szczególnie, że jedna brzmi „telefon”.

krem groszek kukbuk

Krem z młodych porów, groszku i mięty

1 porcja a

Najlepsze, ale też i najgorsze zakupy robi się z pustym żołądkiem. Bo jest dobrze, gdy budzi się nam fantazja na widok rabarbaru i świeżej makreli, ale już gorzej, gdy na głodzie zauważamy jeszcze: kilogram białego sera, młodą kapustę, dwa pęczki szparagów, pierwsze kurki za 65 złotych za kilogram, wiejską kurę, malinowe pomidory i kwiaty cukinii.

Na domiar złego przyjechaliśmy autobusem a nie na wielbłądzie. Ja przy okazji wyrywam uszy damskim torebkom nosząc w nich czerwoną kapustę, jabłka czy arbuzy. Może powinnam przerzucić się już na kraciasty wózeczek na kółkach?

Na bazar trzeba jednak zachodzić, by zorientować się: czy będzie truskawkowy dżem w tym roku (nie zapowiada się), czy więcej robaka w czereśni czy pestki (pestki), a po ile ten bób (nie wiem) i czy kurki już są (są!). Moim drugim centrum informacji sezonowej w mieście są ogródki działkowe, które przemierzam czasami w drodze do pracy.  Sama wtedy przed sobą udaję, że właśnie wyjechałam na wakacje.


Czerpię wiedzę z ogłoszeń wywieszonych na płocie: „sprzedam domowe pomidory”, „pozbędę się sadzonek truskawki”, „mięta do wzięcia!”.


 

I wtedy już wiem jakich argumentów używać w rozmowie z dostawcą, który twierdzi, że jeszcze nie pora na młodego pora. Niedzielne spacery bocznymi drogami do pracy przypominają mi o pięknych nadal, jadalnych kwiatach bzu. Niepokoi mnie jedynie niespotykany dotąd tegoroczny brak mszyc. Czy one jak szczury wietrząc zło zwiały z okrętu? Przypominam sobie, że szczeżuja jest jadalna przynajmniej dla gawrona, który bez cytryny rąbie ją i nią o bruk, i o tym że w taką zmienną pogodę pszczoły nie zrobią miodu z akacji. Przychodzą mi wtedy do głowy różne pomysły – zbieranie mięty nad jeziorkiem, wąchanie dzikiej róży i jaśminu, gryzienie tataraku i kosztowanie lodów koperkowych.

Przyniesiona z bazaru torba strączków zielonego groszku uruchamia lawinę dziecięcych wspomnień. Rwało się, podkradało, włókna wchodziły w zęby, oglądało czy robaka nie ma w środku, smakowało małe słodkie ziarenka, ktoś miał sukienkę w groszki. A jak się wszyscy nagadali, to przyszedł czas na zupę z mięty, groszku i tych młodych porów.

Nasz groszek nie miał zbyt słodkich ziarenek, choć sezon dopiero się zaczyna (słońca w swym krótkim życiu za dużo nie widział). Postanowiłam wykorzystać również łupiny. Filiżanka groszkowego kremu z miętą i bryndzą przekonała mnie, że wyjątkowo dobry kierunek obrałam ostatnio w drodze do pracy. Smacznie czasem skręcić.

PS Lubię korzystać z jednego, mrożonego groszku, bo jest genialny gatunkowo i zamrożony w idealnym, słodkim momencie. Bawią mnie zaskakujące nazwy odmian groszku szczególnie, że jedna brzmi „telefon”.

krem groszek kukbuk

Nastawiamy warzywny wywar z młodej włoszczyzny, koniecznie wrzucając kilka selerowych liści i pietruszkowej naci z odrobiną cukru i masła. Do kremu wystarczy litr esencjonalnego wywaru. Rozpuszczamy resztkę masła i smażymy pokrojone w plastry prawie całe pory (młoda, zielona część nie jest jeszcze tak ostra!). Dodajemy kawałki ziemniaków. Groszek obieramy z włókien, wyjmujemy ziarenka. Łupiny i połowę ziarenek wrzucamy do obsmażonych porów, zalewamy bulionem i mlekiem. Ciepły bulion będziemy też dolewać w trakcie miksowania. Doprawiamy i gotujemy na małym ogniu do momentu aż ziemniaki zmiękną. Miksujemy blenderem dodając listki mięty i regulując konsystencję bulionem. Przecieramy przez grube sito stożkowate typu „chińczyk”, miksując od góry blenderem. Doprawiamy sokiem z limonki lub łyżeczką kremowego chrzanu. Pozostały groszek blanszujemy w słodzonej wodzie. Będzie strzelającym w zębach zamiast grzanek dodatkiem. Filiżanka wystarczy! Dekorujemy bryndzą i listkami mięty.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: