Krakowski Makaroniarz i baśń o ciasteczkach - KUKBUK

Krakowski Makaroniarz i baśń o ciasteczkach

Z okazji wiosny mieszkańcy Marsylii pieką ciastka zwane navette. Ich kształt każdemu przypomina co innego…
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

marsylia2

Uwielbiam jedzenie z historią. I muszę przyznać, że kręci mnie zwłaszcza, jeśli jest to historia długa. Dlatego tym razem zacznę opowieść niczym baśń. Otóż bardzo, bardzo dawno temu był sobie Wiktor. Kiedy żył, nie był jeszcze święty jak dziś, ale był chrześcijaninem, co w czasach cesarza Dioklecjana nie było najmądrzejszym wyborem. Cesarscy żołnierze kazali się chłopakowi wyrzec wiary, on nie chciał, więc skazali go na śmierć; rzecz nienowa, tak wtedy bywało. W oczekiwaniu na egzekucję Wiktor nawrócił trzech strażników, którzy, zamiast go z więzienia wypuścić i razem z nim uciec, poczekali, aż rzecz się wyda, i umarli razem z Wiktorem, wrzuceni do morza w okolicach marsylskiego portu. Jak się to ma do jedzenia? Już wyjaśniam!

Oliwa sprawiedliwa – jak mówią – i na wierzch wypływa. Wiktor też wypłynął.

Mieszkańcy Marsylii urządzili mu pogrzeb, a niebawem inny święty nad grobem Wiktora postawił opactwo. Dziś niewiele z niego w Marsylii zostało, bo Wielka Rewolucja Francuska okroiła opactwo do kościoła – resztę zburzyła. I skoro dotarliśmy do tego miejsca, to prawie doszliśmy do jedzenia, jakiś czas po pogrzebie bowiem do marsylskiego brzegu przy kościele przybiła łódź, jak mówią, cudem nawigowana przez boskie moce. W łodzi stała figura Matki Boskiej.

Na pamiątkę tego cudu marsylczycy pieką ciastka w kształcie łodzi – czy też kajaków, bo właściwie tak nazywają się te ciasteczka, jeśli przyjąć bardziej dosłowne tłumaczenie.

Po francusku ich nazwa brzmi navette. Na początku karmiono nimi tylko pielgrzymów przybywających do miejsca pochówku Świętego Wiktora, ale później czasy nieco się zlaicyzowały i ciastkami zaczęli zajadać się wszyscy.

Szczególny dzień to 2 lutego. Wtedy każdy mieszkaniec Marsylii musi zjeść kajak, bo to dzień Matki Boskiej Gromnicznej; tę z 2 lutego łatwo było powiązać z tą, która przybyła łodzią – i wszystko nagle okazało się być na miejscu. No prawie… Dlaczego? Już wyjaśniam!

Tego dnia, 2 lutego, 40 dni po Bożym Narodzeniu, Francuzi (nie wszyscy, ale ich spora część, zwłaszcza ta mieszkająca bliżej Morza Śródziemnego) zaczynają przeczuwać nadchodzącą wiosnę. Wszędzie, z wyjątkiem Marsylii, jedzą naleśniki. Złote i okrągłe, kojarzą im się ze słońcem, z nadchodzącą wiosną i odradzającym się po zimie życiem. Powiało wierzeniami przedchrześcijańskimi – dla mnie to ewidentne. I co na to Marsylia? Marsylia piecze kajaki, bo łódka, bo Matka Boska – tak nam tłumaczą…

Z kolei antropolodzy kultury drobnym drukiem piszą, że ciasteczka zadziwiająco przypominają waginę, jej witalne siły i odradzające się życie, co pięknie łączy się z kultem Wielkiej Matki i innymi wierzeniami przedchrześcijańskimi.

Którą wersję wybierzecie, nie ma większego znaczenia. Najstarsza piekarnia w Marsylii piekąca navette znajduje się w pobliżu opactwa, pod adresem rue Sainte 136. Nazywa się Four des Navettes. Najlepsze navette, mówią marsylczycy, można kupić po drugiej stronie portu, w Les Navettes des Accoules przy rue Caisserie 68. Te najbardziej tradycyjne są aromatyzowane kwiatami i skórką pomarańczy, ale bywają także takie z anyżem i innymi dodatkami. Co się komu podoba. Można navette upiec też w domu.

Navette

W sporej misce ubijamy jajka z żółtkiem i cukrem. Dodajemy sól, wodę i skórkę pomarańczową oraz oliwę. Łączymy składniki. Powoli wsypujemy mąkę i wyrabiamy ciasto na blacie roboczym. Kiedy zrobi się gładkie, formujemy z niego kulę i wkładamy ją do miski. Naczynie przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy na mniej więcej godzinę. Po tym czasie ciasto dzielimy na 20 części, z których formujemy wałeczki. Nacinamy je z góry żyletką i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Każde ciastko malujemy pędzlem zanurzonym w mleku. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy około 20 minut.

Przez jakiś czas możemy przechowywać navette zamknięte w puszce – tak czy owak, są dość twarde, więc jego upływ im nie zaszkodzi!

© KUKBUK 2017